Dysmorfofobia
Dysmorfofobia – dosłownie lęk przed brzydotą – to nadmierne zaabsorbowanie rzekomym defektem własnego wyglądu. Jest ona przypadłością nierzadką (wedle różnych danych 0,7–2 proc. populacji), występuje więc częściej niż na przykład schizofrenia.

Osoby dotknięte dysmorfofobią są nieświadome nieadekwatności swoich ocen i obaw, wypowiadają je z pełnym przekonaniem albo dopuszczają tylko minimalną możliwość refleksji czy dyskusji na temat swojego wyglądu. © Alexandra Day / CORBIS  

Z większości badań wynika, że wśród chorych nieznacznie przeważają kobiety, choć są również dane wskazujące, iż dysmorfofobia występuje jednakowo często u obydwu płci. Najczęściej notowana jest u nastolatków i u młodych dorosłych. Chorzy mają przekonanie, że deformacje ciała są rzeczywiście poważne, a ich oceny i obawy uzasadnione. Myślenie o tym zajmuje im kilka godzin dziennie (średnio 3–8) i ma obsesyjny charakter. Osoba z dysmorfofobią często „nie wyobraża sobie normalnego życia z takim defektem”.

Przekonanie o deformacji bywa tak dotkliwe, że może popychać do samobójstwa. W badaniach amerykańskich stwierdzono, że myśli samobójcze występują u 78 proc. chorych, a 24–28 proc. podejmuje próbę odebrania sobie życia. Niewykluczone, że samobójstwa chorych z tym zaburzeniem zdarzają się częściej niż wśród chorych na depresję, zaburzenie dwubiegunowe i zaburzenia odżywiania.

CO MOŻNA W SOBIE NIENAWIDZIĆ?

Zaniepokojenie może dotyczyć właściwie każdej części ciała, najczęściej jednak skóry albo kształtu twarzy. Chorzy zadręczają się z powodu łagodnych zmian trądzikowych lub małych blizn. Przedmiotem zmartwień mogą być przebarwienia skóry, zmarszczki, znamiona, wygląd naczyń i porów, zwiotczenia, rozstępy. Można niepokoić się łysieniem lub, przeciwnie, nadmiernym owłosieniem. Bardzo często przedmiotem chorobliwej troski są kształt i wygląd nosa. Chory robi wiele, żeby jego defekt nie został zauważony. Przybiera maskującą defekt pozycję ciała, chodzi bokiem, osłania się nakryciem głowy, zasłania twarz ręką, zapuszcza włosy, może wyraźnie zmienić swój sposób ubierania. Bywa, że osoby z dysmorfofobią częściej czeszą się, golą, depilują. Próbują zakamuflować swój wygląd intensywniejszą opalenizną albo stosują zdrowotne diety. Podejmują próby wyciskania rzekomych zmian skórnych. Wielokrotnie sprawdzają aktualny stan swojego wyglądu; przeglądają się w lustrze, szybie samochodu, wypolerowanych meblach. Wszystko to wiąże się, oczywiście, z nadzieją na wyrwanie się z kręgu choroby albo choć zmniejszenie swojego cierpienia. Jednak te zachowania obronne wiążą się z dodatkowym napięciem – są dokonywane z uczuciem wewnętrznego przymusu, chory ma nad nimi ograniczoną kontrolę, co przypomina natręctwa. Badania porównawcze wskazują, że upośledzenie funkcjonowania życiowego u osób z dysmorfofobią może być większe niż u tych z depresją, cukrzycą 2 typu, a nawet u tych, którzy niedawno przeszli zawał. Skutkiem zaburzenia często jest niezdolność do pracy; w jednym z badań amerykańskich zanotowano ją u 32 proc. chorych dorosłych, podobny odsetek młodzieży nie mógł przebywać w szkole albo skupić się przy odrabianiu lekcji. W innym badaniu stwierdzono, że 27 proc. osób z tym rozpoznaniem nie mogło w ogóle wyjść z domu przez co najmniej jeden tydzień. Większość chorych nie zawiera związku małżeńskiego.

JAK MA REAGOWAĆ CHIRURG?

Osoby dotknięte dysmorfofobią są nieświadome nieadekwatności swoich ocen i obaw, wypowiadają je z pełnym przekonaniem albo dopuszczają tylko minimalną możliwość refleksji czy dyskusji na temat swojego wyglądu. Dlatego większość chorych przez wiele lat nie zgłasza się po jakąkolwiek pomoc, uważając, że ma po prostu niezwykle poważny problem o charakterze kosmetycznym. Gdy wreszcie dochodzą do wniosku, że pomoc jest konieczna, to ok. 75 proc. szuka jej u chirurgów plastycznych, dermatologów i stomatologów. Operacje plastyczne oczywiście nie przynoszą ulgi, ale zdarza się, że chory poddaje się kilku po kolei.

Zadaniem chirurga albo dermatologa nie jest proste spełnianie życzeń osoby z dysmorfofobią, ale właściwe rozpoznanie tego zaburzenia i skierowanie jej do lekarza psychiatry i psychologa. Może to być trudna sytuacja dla lekarza. Nie zgadzając się na wykonanie operacji plastycznej, odmawia cierpiącej osobie sposobu pomocy, do której przywiązuje ona wielką wagę, jeśli natomiast podejmie się jej przeprowadzenia, może narazić się na zarzut (nawet sądowy) nieprawidłowego postępowania lekarskiego.

SKĄD TO SIĘ BIERZE?

Nazwy dysmorfofobia zaczęto używać pod koniec XIX w., gdy kładziono fundamenty pod współczesne rozumienie psychiatrii, psychologii i zaburzeń psychicznych. Choć schorzenie wnikliwie opisano (uczynił to słynny włoski psychiatra Enrico Morselli), to od początku zaznaczyły się różnice w rozumieniu jego podstawowego charakteru.

Początkowo uważano, że ta choroba to pewien rodzaj nerwicy. Zdawała się ona bowiem być czymś zasadniczo innym niż znane choroby psychiczne, np. schizofrenia czy paranoja. Żyjący na przełomie XIX i XX w. wielki psychiatra niemiecki Emil Kraepelin widział w niej odmianę nerwicy kompulsywnej. Podobnie – jemu współczesny – Pierre Janet, który nazywał dysmorfofobię obsession de la honte du corps (obsesje wstydu związane z własnym ciałem). Jednak w XX w. wielu lekarzy zwracało uwagę na wybitną siłę i sztywność przekonań o szpetocie swojego ciała – są one często podobne do urojeń lub wręcz są urojeniami. Stąd było już tylko o krok do tego, żeby uznać dysmorfofobię za zaburzenie spokrewnione lub równorzędne z psychozami. Dysmorfofobia była też uważana za formę schizofrenii albo wyodrębniana jako osobny typ psychozy paranoicznej: paranoia hypochondriaca.

W drugiej połowie XX w. zaczęto odróżniać dysmorfofobię urojeniową (psychotyczną) i nieurojeniową (nerwicową). Podział ten jest w zasadzie aktualny do dziś. Przekonania dysmorficzne osiągają nasilenie urojeń u około 35–40 proc. chorych. Przyczyny choroby są nieznane. Sugeruje się, że istotne mogą być czynniki o charakterze psychologiczno-środowiskowym (wydarzenie traumatyczne we wczesnym dzieciństwie, problemy rodzinne). Podatność na dysmorfofobię ma wiązać się z niską samooceną. Rolę mogą też odgrywać odmienności w działaniu układów neurotransmiterów w mózgu, jednak nie ma jak dotąd żadnego modelu neurobiochemicznego, analogicznego do wypracowanych dla depresji lub schizofrenii.

Pewne choroby przydarzają się osobom dotkniętym dysmorfofobią częściej niż ogółowi ludzi. Są to przede wszystkim zaburzenia depresyjne, które stwierdzano u ponad 70 proc. z nich. Depresja może być oczywiście konsekwencją życia z dysmorfofobią, ale też przyczyny jednej i drugiej mogą być częściowo wspólne. Zaburzenia lękowe notowano u 30–60 proc. chorych, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne – u 32 proc.

W ostatnich latach w prasie medycznej dość często spotyka się pogląd, że dysmorfofobia, przy całej swojej odrębności i specyfice, najbliżej jest spokrewniona właśnie z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym, czyli jest jakąś odmianą nerwicy natręctw. Oznaczałoby to powrót do intuicji jednego z ojców współczesnej psychiatrii Emila Kraepelina.

CZY MOŻNA POMÓC?

Osobie chorej zazwyczaj można pomóc, ale nie jest to łatwe. Jako się rzekło – jest ona mocno przekonana, że ma rację – stąd zdecydowane zakwestionowanie tego, co mówi, może być odebrane jako całkowite niezrozumienie. A jednak pierwszorzędną sprawą jest pełne wyczucia rozpoczęcie rozmowy i dążenie do tego, by chory, przynajmniej w jakimś stopniu, dopuścił możliwość, że jego oceny nie są adekwatne do rzeczywistości. Otwiera to drogę do kontaktu z lekarzem psychiatrą i psychologiem.

W leczeniu osób z zaburzeniem dysmorficznym stosuje się jednocześnie farmakoterapię i pomoc psychoterapeutyczną. Nie jest jasne, które rodzaje psychoterapii mogą być najskuteczniejsze, ale dość często zaleca się terapię behawioralno-poznawczą.

Nie ma podstaw do stwierdzenia, że leczenie farmakologiczne może całkowicie uwolnić chorego od objawów dysmorfofobii, jednak skuteczność leczenia lekami przeciwdepresyjnymi z grupy SSRI (selective serotonin reuptake inhibitor) lub klomipraminą została udowodniona w licznych badaniach. Leki te z pewnością przynoszą ulgę przynajmniej części chorych. Mniej liczne badania wskazują na przydatność leków przeciwpsychotycznych, czyli neuroleptyków. Prawidłowo prowadzone leczenie osób z dysmorfofobią może nie tylko umożliwić choremu normalne funkcjonowanie, ale i uratować mu życie.

 

Autor jest psychiatrą, od 1997 r. współpracuje z Grupą Synapsis. Zajmuje się leczeniem depresji, lęku panicznego i innych zaburzeń lękowych.
 

  
Zobacz zawartość dołączonego do 15. numeru "Polityki" 7-go wydania "Pomocnika psychologicznego"

  

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj