Zalety atlety
Czy psycholodzy sportu mogą dziś tworzyć mistrzów?

 

Jest taki stary dowcip: co mówi trener bokserowi przed ostatnią rundą? Bij tego w krótkich spodenkach, bo ten w długich to sędzia. I to jest właśnie psychologia sportu. Oczywiście w pewnym uproszczeniu.

Zdania na temat przydatności psychologów w sporcie jeszcze do niedawna były dość mocno podzielone. „Na co mi psycholog? – pytał Hubert Wagner, trener złotej drużyny polskich siatkarzy (zdobyła m.in. złoty medal olimpijski w 1976 r.). – Czytałem i nadal czytam bardzo wiele pozycji z zakresu psychologii. Bardzo często dyskutuję z psychologami. Mimo to nigdy żadnego z nich nie dopuszczałem do zespołu. Uważałem, uważam i będę uważać, że trener w konkurencji zespołowej musi sam psychicznie oddziaływać na zespół poprzez wiedzę, charyzmę i jakość treningu. (...) Psychika nie jest czymś odrębnym, co można dodać do samego treningu, to integralna część przygotowań”.

Psychologów pracujących dla sportowców jest coraz więcej, niemniej trenerzy często jakby się ich obawiali. Może to obawa przed utratą prestiżu i wpływu na zawodników, może nie dość jasne rozdzielenie zadań, może brak motywacji do takiej współpracy ze strony sportowców.

Jerzy Pawłowski, szablista wszech czasów, mówił: „Za moich czasów wystarczającą motywacją do wysiłku, do koncentracji na zawodach, do zwycięstwa była możliwość wyjazdu za granicę, poprawienia pozycji społecznej. Dziś sportowcy walczą o wielkie pieniądze. Wydaje mi się, że rozpisywanie się na temat roli psychologii w treningu to dziś w Polsce typowy temat zastępczy, coś jak UFO. Żeby odnosić sukcesy, potrzebny jest talent, praca, praca i jeszcze raz praca. Jak psychologicznie przygotować się do poprawienia szybkości? Gdy Władek Komar w pierwszej próbie genialnie pchnął kulę na olimpiadzie w Monachium, to nie znokautował rywali psychicznie. Oni po prostu nie mogli tego dnia przeskoczyć siebie, byli od niego gorsi”.

No właśnie, co zrobić, aby mieć taki dzień, kiedy trzeba? Cała sztuka przygotowania psychologicznego polega na tym, by – przy bardzo obecnie zbliżonym poziomie wytrenowania sportowców wyczynowych i ogromnej konkurencji – umieli oni w chwili startu w optymalny sposób wykorzystać swoje możliwości i osiągnąć przewagę nad rywalami. Z psychologią w sporcie jest dokładnie tak jak z mówieniem prozą pana Jurdaine, który nawet nie wiedział, że to czyni. Każdy zawodnik w sportach indywidualnych, każdy trener drużyny lepiej lub gorzej, mniej czy bardziej świadomie używa pewnych procedur psychologicznych. Motywuje zawodnika do wysiłku na treningach, mediuje w konfliktach w drużynie, uczy koncentracji w czasie startu.

Ale być może to wcale nie jest najważniejsze.

WSPARCIE DLA IKONY

Kim jest współczesny sportowiec? Gwiazdą medialną i ikoną popkultury jak David Beckham, człowiekiem wykonującym trudny i śmiertelnie ryzykowny zawód jak Ayrton Senna czy Robert Kubica, bożkiem i jednocześnie ofiarą własnego kultu jak Diego Maradona.

Toteż psycholog przydatny jest sportowcowi do unikania kłopotów. Od 2000 r. aż 300 zawodników z profesjonalnej NFL (ligi futbolu amerykańskiego) wpadło w poważne tarapaty z prawem. Wielki Leo Beenhakker na wieść o dużych problemach spowodowanych u młodego, bardzo zdolnego piłkarza na skutek uzależnienia od hazardu, nie potrafił ukryć zdziwienia: „W zachodnich klubach istnieje cały system mający przeciwdziałać podobnym sytuacjom. W Ajaksie Amsterdam czy Realu Madryt, gdzie pracowałem, kiedy w klubie zjawiał się nowy zawodnik, od razu zostawał otoczony opieką człowieka, który służył pomocą jemu i jego rodzinie przez 24 godziny na dobę. Pomagał rozwiązać wszystkie problemy. Każdy zawodnik wychował się w innej kulturze, ma inne przyzwyczajenia. Nie wolno zostawić go samemu sobie w obcym mieście czy kraju. Szczególnie dotyczy to opieki nad młodymi, którym należy pomóc radzić sobie ze sławą, pieniędzmi. Nauczyć ich odpowiednio reagować w różnych sytuacjach. Dopiero wchodzą w wielką karierę, a tu nagle otaczają ich ludzie, którzy ich adorują. Łatwo się wówczas pogubić. Młodzi piłkarze potrzebują wsparcia, żeby nadal stąpali po ziemi”.

Samobójstw młodych żużlowców: Roberta Dadosa, Rafała Kurmańskiego lub zaledwie 23-letniego Łukasza Romanka, zdaniem psychologa Łukasza Mazura można było uniknąć. Bo jeżeli nie stworzy się alternatywnego pomysłu na własne życie, jeżeli pojęcie sukcesu i klęski utożsami się tylko ze sportem, konsekwencje tego mogą być katastrofalne. Łukasz Mazur twierdzi: „Każdy z tych sportowców w bardzo młodym wieku osiągnął wielki sukces. Byli mistrzami świata, Europy i Polski. Potem przeżyli załamanie formy. Nie sprostali wielkim oczekiwaniom: swoim, kibiców, klubu. Każdy człowiek w takiej sytuacji przeżywa stres. A ci młodzi ludzie nie zdołali pewnie nauczyć się w sposób dojrzały żyć z niepowodzeniami”.

Przecież i Otylia Jędrzejczak korzystała z usług psychologa po tragicznym wypadku.

WYSOKIE RYZYKO

Sport codziennie dostarcza rozrywki setkom milionów ludzi, na dodatek ma jasne reguły i jest mierzalny. Podnosi dumę narodową lub grupową. Daje nam szanse zidentyfikować się ze społecznością naszego miasta lub narodu. Generuje ogromne pieniądze.

Dla wybitnych wielkich klubów piłkarskich pieniądze to nie wszystko – trzeba jeszcze tak grać, żeby było pięknie! Oczywiście piszemy tu o Realu Madryt, który w 1998 r. zwolnił Juppa Heynckesa, trenera, który zdobył dla klubu Puchar Europy; Realu, który w 2003 r. podziękował Vicente del Bosque, choć sięgnął aż dwukrotnie po laury Ligi Mistrzów; Realu, który w ubiegłym sezonie pokazał Fabio Capello – po wywalczeniu mistrzostwa kraju – co to znaczy zostać wylanym z pracy. Jakże musiał być zdumiony, czytając oświadczenie zarządu klubu: „Zawsze szukaliśmy ludzi, którzy dadzą nam więcej niż dobre wyniki. Historia klubu nakazuje nam zaoferować zupełnie inny styl gry, by w następnym sezonie sprawić fanom przyjemność”.

Sytuacja sportowców i trenerów nie jest więc łatwa mimo niebotycznych zarobków. A może właśnie dlatego. Gary Linker, znakomity napastnik angielski, nie mógł się nadziwić, że „tak dużo mu płacą za tak dziwne zajęcie jak kopanie wypełnionego powietrzem okrągłego, skórzanego przedmiotu”. A Christian Vieri, gdy dowiedział się, że mediolański Inter zdecydował się wyłożyć aż 43 mln dol., aby go pozyskać, stwierdził lakonicznie, iż w życiu za samego siebie nie zapłaciłby takich pieniędzy.

Na zawodniku ciąży presja wyniku. Musi wygrywać, najlepiej bezustannie. Owa presja, wszechobecność mediów, konieczność poświęcenia praktycznie całości życia na katorżniczy trening, niezwykle ostra konkurencja, korupcja często obecna w sporcie, krótkotrwałość kariery sportowca, pokusa używania niedozwolonych środków... Sportowiec to zawód wysokiego ryzyka.

METODA KOPA

W Izraelu psycholodzy sportowi pracują w Instytucie Wingate. W systemie przygotowania psychologicznego wydzielili trzy etapy: diagnoza, trening mentalny i specyficzny, wreszcie – psychoregulacja stanów startowych. Działania realizują w ścisłej współpracy z dietetykiem i trenerem.

W USA trening psychologiczny jest ważną częścią działalności Komitetu Olimpijskiego USA. Zespół psychologów sportu (Sport Psychology Registry) pomaga w przygotowaniach zawodników do najważniejszych imprez.

W Polsce dzięki osiągnięciom Jana Blecharza i Beaty Mieńkowskiej, ich współpracy z wybitnymi trenerami Apoloniuszem Tajnerem oraz Pawłem Słomińskim i dzięki sukcesom Adama Małysza oraz Otylii Jędrzejczak praca psychologa sportowego znalazła rozgłos i uznanie.

Dariusz Nowicki, trener sportów walki, zawarł tajemnicę przygotowania mentalnego w bardzo klarownej formule: „Ja to w swoim czasie ubrałem w słowo, które wręcz idealnie pasuje do sportowych sztuk walki. A mianowicie trzeba mieć KOP-a. Czyli: koncentrację, opanowanie i pewność siebie, żeby móc funkcjonować prawidłowo w sytuacjach, jakie stawia życie”.

Dr Blecharz proponował sportowcom pracę z ciałem, relaksację progresywną, nauczenie się świadomości napięć mięśniowych (czyli umiejętności wyczucia, które partie ciała sztywnieją, gdzie gromadzi się napięcie).

Psycholodzy stosują takie narzędzia jak: dzienniczek samokontroli umysłowej, programowanie celów, techniki służące podnoszeniu samooceny i tworzenia pozytywnego obrazu siebie; kształcą umiejętność szybkiej i wolnej relaksacji. Ów dzienniczek służy temu, by sam sportowiec mógł kontrolować postępy pracy i razem z trenerem oraz psychologiem szukać błędów i niedociągnięć. I je poprawiać. Nieustannie.

JAK POLITYK

Samoocena i poczucie własnej wartości są dla zawodnika wyczynowego bardzo ważne z dwóch powodów: po pierwsze – presji kibiców, którzy noszą go na rękach, kiedy odnosi sukcesy, a odsądzają od czci i wiary, gdy przegrywa. Dużo na ten temat mógłby opowiedzieć Andrzej Gołota, który już kilka razy był „wielką nadzieją białych”, by po kilku minutach pojedynku stać się „najczarniejszą owcą wśród białasów”.

Drugim źródłem stresu są media, które każdy szczegół życia gwiazd sportu analizują w publicznej wiwisekcji. Dramat osobisty Otylii Jędrzejczak jest tego dobrym przykładem.

Stąd w oficjalnych wypowiedziach sportowcy przypominają dziś polityków: okrągłe deklaracje pełne optymizmu i wiary oraz zapewnienia o dołożeniu wszelkich starań. Zresztą to nie tylko wyrachowanie. Taki sposób wypowiedzi jest dla sportowca optymalny – ma dobry wpływ na budowanie postawy i dyspozycji przedstartowej. Lepiej skupić się na dobrym wykonania czynności niż na sukcesie za wszelką cenę, co może – zgodnie zresztą ze starym prawem motywacji – zestresować i usztywnić zawodnika i w efekcie obniżyć poziom wykonania. Wiara we własne możliwości, taka wiara, która nie jest butą, próżnością i lekceważeniem przeciwnika, jest jednym z warunków sukcesu, bo umożliwia optymalne czerpanie z własnych zasobów psychofizycznych w momencie rywalizacji.

Zawodowi bokserzy często poszturchują się na konferencjach prasowych przed walką i opowiadają malowniczo, co i jak zrobią z przeciwnikiem, ale więcej w tym udawania niż prawdziwych zachowań. W końcu ich zarobki w znacznej mierze zależą od wpływów z telewizji pay-per-view, czyli od zainteresowania widzów.

PROGRAMOWANIE CELÓW

Powróćmy do koncentracji, bez której – jako się rzekło – sukces jest niemożliwy. W sportach walki najważniejsza jest koncentracja nie na własnych stanach emocjonalnych (obawy, lęk) ani na tym, z jakim przeciwnikiem walczymy (jak jest groźny i silny), ale na samej czynności walki. Trzeba być tu i teraz, skupić się na tym, co mamy zrobić. Brzmi to prosto, ale w rzeczywistości opanowanie takiego nastawienia wymaga treningu.

Techniki wizualizacji sprzyjają lepszemu przyswojeniu materiału i opanowaniu czynności. Dowiedziono, że samo wyobrażenie czynności powoduje, że do mięśni płyną dokładnie takie same impulsy nerwowe, jakbyśmy tę czynność rzeczywiście wykonywali. Jeśli zamkniesz oczy i siedząc na krześle wyobrazisz sobie, że biegniesz, to twój mózg dokładnie takie impulsy będzie wysyłał do mięśni.

Przy pewnej wprawie można wyobrażać sobie skoki narciarskie czy walki bokserskie, które nas czekają. Im więcej zaangażujemy w to zmysłów, tym lepiej: ważne jest czucie kinestetyczne (kinestyka: umiejętność zarządzania własnym ciałem w przestrzeni, myślenie doznaniami), wzrok, słuch, nawet zapach. Nie jest to takie proste, bo wymaga... koncentracji. I wyobraźni.

We wschodnich sztukach walki medytacja zawsze zajmowała ważne miejsce i służyła zjednoczeniu umysłu z ciałem.

Programowanie celów ma podobne zadanie. Najwyższym celem jest zjednoczenie umysłu i ciała w stanie flow – przepływu, bo wtedy najłatwiej odnaleźć swoją „strefę szczytowych osiągnięć” (zone of peak performance) – i sportowiec działa jak natchniony. Widzieliśmy to nieraz: Jan Tomaszewski bronił jak w transie w eliminacjach (1973 r.) i podczas mundialu w 1974 r., siatkarze Huberta Wagnera grali jak natchnieni, a bokser Tomasz Adamek w 2005 r. toczył heroiczny bój o tytuł mistrza świata WBC z Australijczykiem Paulem Briggsem, mimo złamanego nosa.

Franka Dietzsch, mistrzyni świata z 1999 r. w rzucie dyskiem, po sukcesie odnosiła głównie porażki. Szansą – może ostatnią – na pokonanie złej passy był Willi Neumann i kierowane przez niego laboratorium psychofizjologiczne. Franka Dietzsch starała się nabyć umiejętność przywoływania pozytywnych uczuć w czasie zawodów. Gdy wkraczała na stadion, ogarniały ją przygnębiające myśli, które podczas zawodów urzeczywistniały się niczym koszmary ze snu. I nastąpiło przebudzenie – złoto i tytuł mistrzyni świata w 2005 i 2007 r. Przebudzenie to trafny termin, bo do jej sukcesów przyczyniły się seanse hipnozy przeprowadzone właśnie przez Neumanna.

Za pioniera zastosowania hipnozy w sporcie uważa się profesora Larsa-Erica Unestahla, założyciela Międzynarodowego Uniwersytetu Skandynawskiego w Örebro, który jeszcze w 1976 r. w Monteralu przemierzał wioskę olimpijską w poszukiwaniu podobnych do siebie trenerów mentalnych. Na próżno.

Prof. Unestahl podczas pracy dla sportowców (pływaków, hokeistów, kierowców wyścigowych, gimnastyków, tenisistów, lekkoatletów) doszedł do kilku bardzo interesujących wniosków: każdy przede wszystkim dąży do nieustannej poprawy i to nie tylko w sporcie. Po drugie: fatalnie, że nasze problemy zawsze wybijają się na pierwszy plan przed naszymi celami. No i po trzecie: towarzyszące naszym problemom dołujące myśli mają znacznie większą siłę od pozytywnych. Pewnie dokładnie to miał na myśli jeden z psychologów sportowych, mówiąc (w 2004 r.), że „właściwie (...) Adamowi Małyszowi trzeba »obciąć głowę«. Tę, w której miota się tyle wątpliwości. Wtedy Małysz znów będzie nie do pokonania”.

Zatem, jak konkluduje prof. Unestahl, jeśli chcemy poprawić swoje usposobienie, nasze cele muszą stać się przynajmniej równie konkretne jak nasze problemy – tylko znacznie atrakcyjniejsze. I obiecuje, że za pomocą metod relaksacyjnych i autohipnozy, stosowanej 15 minut dziennie przez 8 tygodni, jesteśmy w stanie osiągnąć znaczącą poprawę.

Pamiętajmy jednak o ostrzeżeniu udzielonym przez Klausa-Dietharta Hüllemanna, członka rady naukowej oraz zespołu olimpijskich kontrolerów antydopingowych: „Zależnie od dawkowania, hipnoza może, tak jak lekarstwo, narobić paskudnych szkód. Z niczym nie wolno przesadzać”. Trudno się z tym nie zgodzić.

„To wszystko wygląda jak zbieranina zaturbanionych mistyków, którzy kierują sportowcami jak zdalnie sterowanymi zombi” – tak zresztą żartował nie kto inny jak Willi Neumann, który potrafił precyzyjnie wyjaśnić, jak za pomocą „wpływów obrazów wewnętrznych”, zachodzących podczas stanów wysokiej koncentracji i umysłowego wyciszenia, przygotowywani przez niego sportowcy mogą osiągnąć stan flow.

ODPORNOŚĆ NA PORAŻKĘ

Niezmiernie ważna jest u sportowca odporność na przegraną i trudności, czyli radzenie sobie ze stresem. Sport to dziedzina wymierna i zawodowiec jest nagradzany nie za wkład pracy i motywację, a za konkretne rezultaty. Jeśli ich brakuje, to rodzi się poważny problem – tak dla debiutanta jak i starego mistrza, choć temu drugiemu może pomóc rutyna i doświadczenie. Porażki są wpisane w sport tak samo mocno i niezbywalnie jak w życie pozasportowe. Tylko ze względu na komercyjny charakter współczesnej rywalizacji sportowej tu obrachunek jest szybki, kosztowny i często niesprawiedliwy.

Jakie trzeba mieć zatem cechy, żeby to unieść? Oprócz wiary w siebie i umiejętności koncentracji mistrzowie muszą potrafić wyobrazić sobie finał swojego dziania. Sukces mogą osiągnąć ci, co umieją wyciągać nauki z własnych błędów i porażek. Po porażce nie zaliczają siebie do pokonanych, bo wiedzą, że jest ona nieunikniona. Dokładnie taką filozofię życiową proponuje Marek Piotrowski, mistrz kickboxingu (film „Wstań i walcz”).

Każdy człowiek prowadzi własny monolog wewnętrzny. Rozmawia ze sobą, wyjaśniając sobie, co dzieje się z nim i ze światem. Tłumaczy przyczyny sukcesów i porażek, tworzy motywację do działań, radzi sobie z trudnościami i sukcesami w swoim życiu. Wszystko to świetnie opisał Martin Seligman i Albert Eliss. Od monologu wewnętrznego zależy nasz optymizm lub pesymizm i sposób radzenia sobie ze stresem oraz trudnościami (tzw. indywidualny styl wyjaśniania niepowodzeń). Jeśli sportowiec będzie siebie obwiniał za niepowodzenia i nie będzie widział szans na sukces (pesymistyczny styl wyjaśniania rzeczywistości i brak nadziei), to taki monolog wewnętrzny (negatywny, pesymistyczny, depresyjny) utrudni mu osiąganie sukcesów. Można się nauczyć modyfikować monolog wewnętrzny tak, by nauczyć się pozytywnych wyjaśnień.

Bezustanne rozliczanie sportowca na wielu poziomach sprawia, że zawodnicy są ustawicznie zestresowani, szybciej się męczą i zużywają więcej energii. Dlatego tak ważny jest system wartości człowieka zaangażowanego w tę trudną i ryzykowną działalność, jaką jest współczesny sport. Jak mówi dr Blecharz, ważne, by mieć filozofię tego, co się robi. Umieć nadać sens porażce, której doznamy, i wykorzystać ją do budowania motywacji do dalszego działania.

Sportowiec nie powinien ograniczać swojego funkcjonowania i myślenia do jednej roli życiowej: zawodnika, ale interpretować klęski i sukcesy w kontekście swojej egzystencji tak, żeby stawał się samodzielnym, myślącym człowiekiem, dojrzewał dzięki doświadczeniom sportowym. Aby sport stawał się szkołą życia, a nie bezrefleksyjnym sposobem zarabiania pieniędzy i robienia kariery.

Umiejętności zdobywane w sporcie przydają się w życiu. Na Zachodzie wiele firm chętnie zatrudnia byłych sportowców i to nie w charakterze maskotek.

ZESPOŁOWO

Psychologia ingeruje dziś bardzo istotnie w gry zespołowe. W AC Milan w tzw. Milan Lab pod kierunkiem Jean-Pierre’a Meerssemana trenuje się nie tylko mięśnie, lecz także psychikę zawodników. Z psychologiem sportu Bruno Demichelisem i trenerem fitnessu Daniele’em Tognaccinim najpierw wprowadzają oni dane do komputera. Dosłownie wszystko: co zawodnik je na śniadanie lub jakie buty nosi na treningu, jaka jest budowa jego kośćca, mięśni, systemu nerwowego, wreszcie – sporządza się charakterystykę osobowości za pomocą odpowiednich testów (dostępnych ponoć w 27 wersjach językowych). Całość trafia do komputera, gdzie specjalnie opracowany przez nich program nie tylko wyrzuca konkretne zalecenia, dotyczące np. biofeedbacku (biologiczne sprzężenie zwrotne – dostarczanie zawodnikowi informacji zwrotnej o zmianach jego stanu fizjologicznego) czy posiedzenia w Mind Room (to specjalne miejsce, o którym za chwilę), ale ostrzega również trenera przed kontuzjami graczy. Dzięki temu według danych klubu liczba nietraumatycznych kontuzji spadła o 90 proc., ponieważ piłkarz w porę wycofywany jest z treningu. Już po roku funkcjonowania tego ośrodka AC Milan w finale Champions Ligue pokonał Juwentus. Przedtem przez 7 lat nie mógł przebrnąć przez fazę ćwierćfinałową. Teraz jest najbardziej utytułowanym klubem piłkarskim w historii na szczeblu międzynarodowym, ciesząc się z 18 oficjalnych trofeów. Ale sport przynosi również gorzkie porażki. Jedną z bardziej gorzkich była klęska w finałowym meczu z Liverpoolem (mimo prowadzenia 3:0 do przerwy) w 2005 r. Zamiast szukać winnych, wybudowano, na wyraźnie sformułowane ultimatum przez szefa ośrodka, ów Mind Room, do którego można wejść, jeśli w biometrycznym sensorze zostanie zidentyfikowany odcisk kciuka. Dopiero wtedy można rozpocząć trening za pomocą biofeedbacku czy mentalnej gimnastyki. Aby na przykład poprawić swoją zdolność koncentracji, zawodnik, posługując się falami myślowymi, ma utrzymać w ciągłym ruchu animowaną postać. Jeśli zacznie błądzić myślami (na przykład gdzie zainwestować gigantyczne honoraria), figurka natychmiast nieruchomieje.

Skoro jest tak pięknie, to dlaczego klub wpakował się w aferę korupcyjną i został zdegradowany? Może to i dobrze, że ostatnie dwa sezony Milanu, oględnie rzecz biorąc, nie są oszałamiające? Może rację mają i krytycy ośrodka, jak Tim Meyer, lekarz niemieckiej reprezentacji piłkarskiej, który domaga się bezspornych dowodów na potwierdzenie, że program w Milan Lab naprawdę działa.

W każdym razie piłka nożna pozostaje grą nieprzewidywalną; i dobrze, bo inaczej mecze coraz bardziej przypominałyby rozgrywki na PlayStation.

Wiadomo natomiast, że o sukcesie zespołu w grach zespołowych decydują trzy czynniki:

• stochastyczny, czyli po prostu szczęście. Psycholodzy doradzają, że postawa nastawiona na sukces (silna motywacja i optymizm) pozwala nam łatwiej pokonywać trudne sytuacje i lepiej wykorzystywać nadarzające się okazje, co może sprawiać wrażenie, że zwiększamy swój fart;

• umiejętności czysto sportowe; niektórzy utożsamiają to głównie z techniką zawodnika;

• psychologia na poziomie indywidualnym i zespołu, czyli opisana już koncentracja, odporność na stres, a także umiejętności kierowania i liderowania zespołowi, współpraca w zespole, dobra komunikacja. Dużo zależy od usytuowania gwiazd w zespole, jego spójności, umiejętności osiągania efektu synergii.

Dopiero z mieszanki tych czynników tworzy się moc zespołu, która zwielokrotnia albo zubaża jego wartości sportowe. Tworzy teamy z charakterem lub bez właściwości.

SZTUKA ZARZĄDZANIA

Leo Beenhakker: „Czuję, że dobrze wykonuję swoją pracę. Sukces jest konsekwencją ambicji, profesjonalizmu, wiedzy i wiary w siebie. Jeśli ktoś w swoim życiu zawodowym trzyma się tych pryncypiów, mało co będzie w stanie odebrać mu osiągnięcie celu, który sobie wyznaczył”. Beenhakker jest chwalony za pracowitość, komunikatywność, jasność reguł i dawanie szans wszystkim, którzy na to zasługują, akcentowanie pracy zespołowej, sprawiedliwość. Krótko mówiąc, jest bardzo zdolnym organizatorem pracy zespołowej, menedżerem, który daje sobie radę w różnych warunkach: od Trynidadu po Mazowsze.

W swojej książce o zarządzaniu przez jakość John Bank opisuje historię All Blacks, czyli rugbistów z Nowej Zelandii. Zespół ten przegrał bodaj jeden mecz w ciągu 10 lat, nie mając w swoim składzie jakichś nadzwyczajnych sław. Zawdzięcza to konsekwentnemu wprowadzeniu w życie kilku zasad psychologicznych.

Po pierwsze – zadano sobie pytanie: jak oceniać członków zespołu? Indywidualnie – wtedy łatwo o dobrą informację zwrotną, rozsądny poziom kontroli, ocenę. Robiono wszak badania w czasie przeciągania liny przez ludzi, które wykazały, że im więcej zawodników w zespole ciągnącym linę, tym siła ciągnienia mniejsza. W lidze futbolu amerykańskiego w wielu klubach w czasie meczów każdego zawodnika filmuje się osobno. Ale przede wszystkim zawodnicy muszą czuć się członkami drużyny. Można to różnie określać, jako esprit de corps czy dumę z przynależności grupowej.

Po drugie – zapytano, jak należy traktować członków zespołu? Równo i sprawiedliwie. Największe konflikty wybuchają, kiedy jest zakłócone poczucie sprawiedliwości.

Po trzecie – jaki główny motyw musi tkwić u podłoża ich wysiłków?

Muszą się dobrze bawić – bez radości, jaką przynosi praca, nie można osiągnąć najwyższego poziomu bez względu na to, czy leci się w kosmos, czy ugania za piłką.

Do tego można dodać, że zawodników traktowano jak ekspertów w swoim zawodzie, a nie jak przerośniętych chłopców, którym trzeba mówić, ile mają pić i kiedy, ile mają ważyć i że nie wolno spóźniać się na treningi.

Proste? Nad wyraz. Ktoś powiedział, że wszystkie dobre rady są już na świecie, wystarczy je tylko stosować. I być w tym konsekwentnym.

Sport to wielki interes i pewnie nic nie grozi jego istnieniu. Pozostaje jednak pytanie, na ile sport to zdrowie. Zwłaszcza psychiczne.

Agata Wróbel, dwukrotna medalistka olimpijska w podnoszeniu ciężarów, marzyła o Pekinie. Ale po kontuzji nadgarstka marzenia prysły. Kariera się skończyła. W zeszłym roku media odnalazły ją segregującą śmieci w Peterborough, niewielkim mieście w północnej Anglii.

Ale przecież amerykański kolarz Lance Armstrong w dużej mierze dzięki sportowi i psychologii pokonał raka.

  

Autorzy są psychologami, specjalizują się w treningach od radzenia sobie ze stresem po sposoby przeciwstawiania się manipulacjom.

  

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj