Kolebka dla ducha
Zaczęło się odliczanie: 30 maja zapadnie decyzja, gdzie zostanie ulokowany Europejski Instytut Technologii, który ma pobudzać ducha innowacji w całej Unii. Duże szanse ma Wrocław.

Europa, kolebka nowożytnej nauki i zaawansowanych technologicznie przemysłów, pogrążyła się pod koniec XX w. w sklerozie. Setki tysięcy młodych naukowców nie tylko z Polski, ale także z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii ruszyło za Atlantyk w poszukiwaniu lepszych laboratoriów dla rozwijania swych talentów. Nawet europejskie koncerny high-tech coraz częściej przenoszą swoje ośrodki badawczo-rozwojowe do Stanów Zjednoczonych, Chin, Indii, widząc tam lepszy grunt dla hodowli nowych idei biznesowych i technologii. Coraz mniej Europejczyków wybiera trudne przyrodnicze kierunki studiów, w efekcie legendarny uniwersytet w Cambridge zamknął wydział fizyki, a uczelnie niemieckie likwidują wydziały chemii.

Europa stała się rzeczywiście Starym Kontynentem – starym pod względem demograficznym i intelektualnym. By przeciwdziałać tym złym tendencjom, kraje Unii sformułowały w marcu 2000 r. ambitne wyzwanie, znane pod hasłem Strategii Lizbońskiej. Realizacja jej założeń, polegających m.in. na zwiększeniu nakładów na naukę do 3 proc. PKB, miała uczynić z Europy najbardziej innowacyjną i jednocześnie najatrakcyjniejszą przestrzeń do życia w perspektywie 2010 r. Na półmetku, w 2005 r., okazało się jednak, że powiększona już Unia Europejska 25 państw odstaje od Stanów Zjednoczonych pod względem innowacyjności o jakieś 50 lat (choć ma w swym składzie kraje takie jak Finlandia i Szwecja, które USA wyprzedzają).

W lutym 2005 r. José Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, rzucił pomysł, by powołać nową instytucję – Europejski Instytut Technologii, który miałby być podobnym wulkanem innowacyjności i przedsiębiorczości, jakim dla Amerykanów jest Massachusetts Institute of Technology, najsłynniejsza bodaj politechnika świata. Znaczna część establishmentu naukowego państw europejskich przyjęła pomysł Barroso ze zgrozą, widząc w nim konkurencyjne zagrożenie dla swoich ośrodków – lord Patten, kanclerz Oxfordu, nie wahał się napisać, że przewodniczącemu Komisji Europejskiej marzy się biały słoń.

Magnes dla inwestycji

Pomoc nadeszła z najmniej oczekiwanego kierunku. Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, zaproponował, by siedzibę EIT ulokować na Dolnym Śląsku (POLITYKA 47/06). Kolejny biały słoń? – Nie – wyjaśnia prof. Mirosław Miller, prezes Wrocławskiego Centrum Badań (EIT+). – Jeszcze zanim Barroso ogłosił swój pomysł, pracowaliśmy w Polsce nad koncepcją Centrów Zaawansowanych Technologii w efekcie we Wrocławiu powstało Dolnośląskie Centrum Zaawansowanych Technologii, konsorcjum mające skupiać potencjał naukowo-techniczny regionu. Z EIT byłoby nam po drodze.

Dlaczego? Wyjaśnia Rafał Dutkiewicz: – Wrocław osiągnął niebywały sukces, przyciągając wiele inwestycji zagranicznych z obszaru zaawansowanych technologii. Wiadomo jednak, że w pierwszej fazie inwestorzy lokują najprostsze zadania, bardziej licząc na niski koszt siły roboczej niż samodzielny potencjał intelektualny. Zależy nam, by powstałe i powstające centra usługowe i badawczo-rozwojowe wykonywały coraz bardziej złożone i twórcze projekty. By tak się stało, Wrocław musi stać się strefą gospodarki opartej na wiedzy.

Tym pięknym hasłem posługują się jednak w Polsce niemal wszyscy politycy, ale efektów ciągle nie widać. Co wyróżnia Wrocław? – Działamy systemowo. Jeśli chcemy mieć u siebie przemysły wiedzy, musimy zapewnić inwestorom dostęp do odpowiednio wykształconej kadry. Dlatego gdy zauważyliśmy, że w powstałych w wyniku reformy gimnazjach brakuje pracowni fizyczno-przyrodniczych, zaczęliśmy w takie pracownie inwestować. Gdy minister Giertych wpadł na pomysł abolicji maturalnej, my ogłosiliśmy program stypendialny dla uczniów, którzy wybiorą matematykę na maturze i podejmą studia na kierunku technicznym lub przyrodniczym – wylicza Rafał Dutkiewicz.

To tylko fragmenty większego planu, którego kluczowym elementem jest mający już dwa lata program EIT+, odwołujący się w nazwie do idei EIT Barroso. To właśnie w ramach tego programu powstało wspomniane Wrocławskie Centrum Badań (EIT+) – spółka, w skład której weszły cztery największe wrocławskie uczelnie, miasto oraz samorząd województwa. Miasto w aporcie wniosło tzw. kampus Pracze, teren o powierzchni 27 ha z zabudowaniami, w których do niedawna mieścił się zespół szkół rolniczych. Na tym terenie powstanie inkubator przedsiębiorczości innowacyjnej, laboratoria, park technologiczny. Inwestycja – wartości 140 mln euro – zostanie sfinansowana w większości z unijnych funduszy strukturalnych. – Drugi projekt infrastrukturalny to budowa Środowiskowej Biblioteki Technicznej za 25 mln euro – dodaje prof. Miller. – Wielką zasługą władz miasta jest inteligentne przywództwo, które polega na łączeniu, a nie rozpraszaniu wysiłków poszczególnych instytucji akademickich.

Za infrastrukturą idą duże projekty badawcze odwołujące się do tradycyjnego potencjału naukowo-badawczego Wrocławia. W ramach programu EIT+ w pierwszej kolejności będzie realizowany projekt rozwoju biotechnologii i zaawansowanych technologii medycznych oraz projekt rozwoju materiałów zaawansowanych i nanotechnologii. – Ważnym elementem intelektualnego kapitału Wrocławia są tradycje matematyczne i informatyczne – dodaje prof. Wacław Kasprzak, były rektor Politechniki Wrocławskiej. – Przez wiele lat Wrocław na światowej mapie nauki kojarzył się głównie jako miejsce kontynuacji lwowskiej szkoły matematyki. Dziś potencjał ten przyciąga jak magnes inwestorów zagranicznych – z takimi potentatami informatyki jak amerykański HP, Google czy indyjski Wipro. Tu powstał największy fenomen polskiego Internetu ostatnich lat – portal Naszaklasa.pl, założony przez studentów Politechniki, tu w końcu inwestuje inny krajowy fenomen polskiego high-tech – serwis Gadu-Gadu.

Mocna złotówka sprzyja

Aglomeracja wrocławska przyjęła w latach 2003–2007 5 mld euro inwestycji zagranicznych, dzięki którym powstało 125 tys. nowych miejsc pracy, a bezrobocie spadło z 14 do niespełna 5 proc. Tylko w ciągu jednego roku Wrocław pokonał 34 stopnie w prestiżowym rankingu europejskich metropolii E-REGI, publikowanym przez firmę LaSalle, zajmując w 2007 r. 40 miejsce (w 2006 r. był na 74). Realiści zwracają uwagę na fakt, że miasto, jeśli chodzi o gospodarkę opartą na wiedzy, jest ciągle diamentem nieoszlifowanym. – Wrocław ma duży potencjał intelektualny, jednocześnie jednak wrocławskie środowisko naukowe trapią te same problemy co całą polską naukę – wyjaśnia prof. Leszek Pacholski, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego. O problemach tych pisaliśmy w Raporcie „Płacz nad trumną” (POLITYKA 14); w skrócie – to brak mobilności, brak otwarcia na świat, kult przeciętności. – Lokalizacja we Wrocławiu takiej instytucji międzynarodowej jak EIT na pewno wpłynęłaby pozytywnie na całe polskie środowisko naukowe – dodaje prof. Pacholski.

Ale czy ten obecny prowincjonalizm polskiej nauki nie podkopuje naszych szans? – Musimy patrzeć na tendencje, nie na wycinek rzeczywistości – przekonuje prof. Jerzy Langer, były wiceminister nauki, który wspiera starania Wrocławia o EIT. – Nie jesteśmy naukowym potentatem, ale jeśli odniesiemy stan naszych badań do poziomu rozwoju gospodarczego, okaże się, że nasza produkcja naukowa odpowiada krajowi znacznie od Polski bogatszemu. Poza tym jesteśmy krajem o jednej z największych dynamik na świecie, jeśli chodzi o wzrost liczby doktoratów. Jako też jeden z niewielu krajów w Europie odnotowujemy przyrost liczby studiujących kierunki techniczne i przyrodnicze.

Wrocław chce tę pozytywną dynamikę jeszcze bardziej przyspieszyć, czyniąc miasto atrakcyjnym miejscem dla najlepszych uczonych z kraju i z zagranicy. – Liczymy bardzo na Polaków prowadzących badania za granicą, a naszym planom sprzyja mocny kurs złotówki – wyjaśnia prof. Miller. Efekty już widać. Nad przeniesieniem do Wrocławia zastanawia się jedna z osób, która otrzymała prestiżowy grant European Research Council (granty te dostało tylko troje Polaków, wszyscy prowadzą badania za granicą). Władzom miasta zależy na rozwoju nauki, więc dobry uczony może liczyć na pomoc i uznanie.

Te same argumenty wysuwa Rafał Dutkiewicz, jeśli chodzi o EIT: – W większej metropolii europejskiej EIT stałby się kolejną instytucją, my traktujemy tę sprawę w kategoriach wielkiego projektu cywilizacyjnego, ważnego dla regionu, Polski i całej Europy, dlatego traktujemy go priorytetowo. By się o tym przekonać, wystarczy przeczytać oficjalną ofertę złożoną Komisji Europejskiej przez Wrocław wspólnie z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W razie pozytywnej decyzji siedzibą Rady Zarządzającej EIT będzie piękny pałac w Leśnicy wyremontowany na koszt miasta. Członkowie Rady oraz pracownicy obsługi rektoratu, w sumie ok. 80 osób, mogą liczyć na ułatwienia kwaterunkowe, dostęp do szkół wielojęzycznych dla swoich dzieci i liczne atrakcje kulturalne środkowoeuropejskiej metropolii. Pomyślano nawet o takich szczegółach jak uprawnienia parkingowe w mieście.

Przegrana jak wygrana

Duże koszty, jaki efekt? Odpowiedzi na to pytanie udziela raport firmy konsultingowej Deloitte, który bada cztery warianty rozwoju sytuacji. Najbardziej optymistyczny zakłada, że miasto dostanie nie tylko lokalizację Rady Zarządzającej, ale także zostanie w nim ulokowana jedna z tzw. Wspólnot Wiedzy i Innowacji (EIT będzie miał strukturę sieciową, w której działalność badawczo-rozwojową prowadzić będą rozproszone po całej Europie Wspólnoty Wiedzy). Wówczas w perspektywie 2021 r. miasto Wrocław zyska 7,8 mld zł na skutek wykreowanego popytu oraz 740 mln dodatkowych wpływów fiskalnych. Zaskakuje jednak scenariusz czarny, kiedy Wrocław przegrywa: w rezultacie dotychczasowych inicjatyw związanych z programem EIT+ miasto zyska 6,3 mld zł na skutek wykreowanego popytu oraz 600 mld zł dodatkowych wpływów fiskalnych. – Wrocław już wygrał – mówi prezydent Dutkiewicz. A prof. Miller dodaje: – EIT we Wrocławiu przyspieszy budowanie naszej marki i spowoduje olbrzymi efekt prestiżowy. Ale nawet negatywna decyzja nie zniweczy dorobku ostatnich lat ani nie zmieni naszej strategii.

Wrocław już wygrał i zrobił, co mógł, by zdobyć główną nagrodę – przekonuje prof. Langer. – Gdyby liczyły się względy wyłącznie merytoryczne, decyzję znalibyśmy już dziś. Ale decyzja będzie miała charakter polityczny i dlatego teraz wszystko w rękach rządu. A rząd – jak pamiętamy z exposé premiera Donalda Tuska – wpisał kwestię EIT jako jeden z priorytetowych celów polityki. By politykę tę wypełnić substancją, w styczniu powołano międzyresortowy zespół ds. EIT, którym kieruje prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – W tej chwili trwa intensywna akcja dyplomatyczna – informuje prof. Kudrycka. – Spotykamy się z ministrami kolejnych krajów unijnych, zabiegając o ich poparcie, w negocjacje osobiście zaangażowany jest premier. Bardzo ważną rolę w tych zabiegach odgrywa prof. Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego i prominentna postać europejskiej polityki naukowej. Działania polityków wspiera niezwykła mobilizacja społeczna: projekt EIT poparli we wspólnym liście wszyscy ministrowie nauki od 1989 r. i prezesi Polskiej Akademii Nauk, zbiorowy list poparcia podpisało 35 tys. studentów. Trwa akcja zbierania podpisów „Napiszmy do Europy” (www.napiszmydoeuropy.pl).

Co może pokrzyżować plany? – Zgodnie z umową, nowe instytucje europejskie powinny być lokalizowane w nowych krajach Unii. W Warszawie został już umieszczony Frontex, czyli Europejska Agencja Graniczna – wyjaśnia prof. Kudrycka. – Węgrzy, którzy także ubiegają się o EIT, nie mają jeszcze żadnej instytucji. To może być argumentem przeciwko nam. Na szczęście nie brak pozytywnych argumentów, byle rząd umiał i chciał je wykorzystać.
 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj