Dziś Kraków, jutro kosmos
Sergey Brin, współtwórca najpopularniejszej na świecie wyszukiwarki Google, odwiedził w czwartek, 19 czerwca Kraków, gdzie mieści się centrum badawczo-rozwojowe Google i spotkał się z dziennikarzami.

Mimo że biznesowy magazyn Forbes sklasyfikował w tym roku Brina na 32. miejscu wśród najbogatszych ludzi na Ziemi, z majątkiem wycenianym na 18,7 mld dolarów (jego partner biznesowy Larry Page jest na miejscu 33. z 18,6 mld dolarów), ten urodzony w Moskwie 35-latek zachowuje się tak, jakby chciał zaprzeczyć wizerunkowi miliardera. Przyznaje, że nie wie, ile warta na giełdzie jest jego firma, a do biura w Krzemowej Dolinie jeździ rowerem. Ten środek transportu jest znacznie bardziej ekologiczny niż napędzana silnikiem hybrydowym Toyota Prius, z której także korzysta. Jakby tego było mało, na spotkanie Brin przyszedł ze zwykłą reklamówką, z której w pewnym momencie wyjął - odpowiadając na pytanie z jakiego korzysta komputera - ultracienkiego Macbooka Air.

Teraz Kraków
Umiejscowione przy krakowskim Starym Rynku centrum badawczo-rozwojowe Google jest 3. biurem firmy w Polsce i jednym z 33 biur w regionie Europy i Bliskiego Wschodu (EMEA). Liczący ponad 30 osób krakowski zespół Googlersów pracuje nad rozwojem produktów lokalnych (np. map) oraz globalnych, m.in. mobilnej platformy Android. Sergey Brin przyjechał odwiedzić kilka swoich europejskich placówek, do polskiego biura natomiast zawitał po raz pierwszy.

Zainteresowanie Europą Wschodnią wynika z dużego potencjału rynkowego, rosnącej dostępności internetu, ale też dużego zasobu kapitału intelektualnego i utalentowanych programistów (polscy młodzi programiści byli finalistami i zwycięzcami konkursów Google Code Jam).


Kierunek kosmos
Chociaż najważniejszym wydarzeniem na rynku internetowym ostatnich dni jest nawiązanie współpracy Google z Yahoo! dotyczącej wyświetlania jego reklam na portalu, to jednak krakowskie spotkanie zdominował temat lotu na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS), zapowiedzianego już wcześniej przez Sergeya Brina.

W tym akurat przypadku nikt nie ma wątpliwości, że Brin jest zamożnym człowiekiem. Aby zrealizować swoje marzenie, Brin wpłacił 5 milionów dolarów zaliczki na konto firmy Space Adventures, która organizuje komercyjne loty na ISS. Lot jest planowany rok 2011, ale Brin przyznał, że ostatecznie nie jest jeszcze zdecydowany. Gdyby się rozmyślił, może odsprzedać tę rezerwację. Jeśli nie, dwutygodniowy pobyt będzie kosztował go w sumie 35 mln dolarów.

Mimo że lot w kosmos to ryzyko, Brin zauważa, że to ryzyko rozmyślne i skalkulowane, a takie lubi. Jego plany wyprawy na ISS popiera także żona. W tym miejscu warto dodać, że żona Brina, mająca polskie korzenie Anne Wojcicki, jest współwłaścicielką biotechnologicznej firmy 23andMe, która zajmuje się nowym rodzajem usług, jakim jest możliwość przebadania swojego kodu genetycznego, jego analizę pod kątem ewentualnych chorób.

Swój fascynację dla podboju kosmosu Google zadeklarował w ubiegłym roku, gdy został sponsorem Lunar X Prize. 20 milionów dolarów dostanie ten zespół, który jako pierwszy wyśle tam bezzałogowy statek z robotem, który przejedzie 500 metrów po powierzchni Księżyca.

Brin żałuje, że od ponad 30 lat człowiek nie pojawił się ponownie na Księżycu. Jego zdaniem warto pobudzać konkurencję w wyścigu w kosmos, b o stanowi źródło potencjalnych korzyści, nowatorskich technologii, zebrania nowych materiałów. Google Lunar X Prize jest ich sposobem na rozwój technologii kosmicznych.

Świat według Google
Z punktu widzenia współwłaściciela jednej z największych firm informatycznych na świecie, otoczenie konkurencyjne wygląda nieco inaczej, niż może się wydawać. Jego naturalnymi konkurentami są - rzecz jasna - takie firmy jak Microsoft czy Yahoo!, ale znacznie groźniejszy jest... własny horyzont myślowy. Brin przyznał, że najtrudniej walczyć z brakiem i ograniczeniem własnej wyobraźni. I nie dotyczy to tylko jego, ale każdego, kto prowadzi biznes, który powinien ewoluować wtedy, gdy zmienia się środowisko, w którym działa. Dlatego też dla Google priorytetem są warunki, w jakich pracują jego programiści - liczy się maksimum fizycznego i umysłowego komfortu, by zachować twórczego ducha firmy.


Brin zapytany o to, czym zająłby się dziś, gdyby właśnie teraz skończył studia, odpowiedział, że ma nadzieję, że zatrudniłby się w Google. Jego zdaniem osoby, które teraz zaczynają swoją drogę w biznesie internetowym mają łatwiej, niż oni 10 lat temu, z racji powszechnej dostępności infrastruktury i narzędzi. Ale, zdaniem Brina, niski próg wejścia ma zarazem i skutek negatywny w postaci okresowego nadmiaru pewnych rodzajów serwisów, tak jak to dzieje się teraz w przypadku serwisów społecznościowych. Gdy pojawił się Google, na rynku było już kilka wyszukiwarek, ale te popełniły grzech pychy, chcąc stać się portalami. Google zaś skoncentrował się na samym wyszukiwaniu i usprawnianiu swoich narzędzi, i dzięki temu odniósł sukces.

Współtwórca Google, z racji swojej pozycji, uosabia jak mało kto zupełnie nową grupę przedsiębiorców cyfrowej gospodarki, która na pierwszym miejscu stawia użytkownika i jakość swoich usług. Rozwój produktów i satysfakcja użytkownika ważniejsza jest od robienia samego biznesu, co widać szczególnie w przypadku takich projektów jak Google Books czy Google Scholar. O swoich motywacjach do pracy Brin mówi wprost, że być może brzmią naiwnie, ale naprawdę ważne jest dla niego to, aby wprowadzić w życie jakieś istotne zmiany, głównie nowe wartości w świat nauki, edukacji i technologii. 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj