szukaj
Czy faktycznie mamy do czynienia z globalnym spiskiem klimatycznym?
Komentarz dr hab. Mirosława Miętusa do raportu pt. 'Idzie zimno' i odpowiedź prof. dr hab. Zbigniewa Jaworowskiego.

Prof. dr hab. Zbigniew Jaworowski, przeciwnik hipotezy globalnego ocieplenia i jego antropogenicznych przyczyn opublikował na łamach Polityki (nr 2008/15) artykuł zatytułowany „Idzie zimno!", w którym bardzo szybko i niezwykle gładko rozprawił się z hipotezą współczesnego globalnego ocieplenia i jego antropogenicznymi przyczynami. Autor znalazł swoistego wroga w ubiegłorocznym współlaureacie Pokojowej Nagrody Nobla - Międzyrządowej Grupie Ekspertów ds. Zmiany Klimatu (IPCC ang. Intergovernmental Panel on Climate Change) i w jego kolejnej, 4. Okresowej Ocenie Zmiany Klimatu. Profesor Jaworowski niezwykle sprawnie obnaża przed Czytelnikami jednego z najbardziej opiniotwórczych tygodników w Polsce międzynarodowy spisek zawiązany pod koniec lat 80-tych XX w. przez liczącą ponad 10 000 osób grupę nieuczciwych pseudonaukowców w celu wyłudzenia środków na pseudonaukowe badania oraz doprowadzenia do realizacji niezwykle kosztownego programu ograniczenia konsumpcji energii z paliw kopalnych. Grupa ta, niczym średniowieczni alchemicy i magowie, opracowała, jak z lekceważeniem mówi Autor, „przepowiednie", które jego zdaniem należy odłożyć do lamusa. I nie ma tutaj żadnego znaczenia fakt, że IPCC przygotowuje swoje okresowe raporty w oparciu o rezultaty badań naukowych prowadzonych m.in. w zakresie fizyki i chemii atmosfery, meteorologii, klimatologii, oceanologii, glacjologii i geologii we wszystkich krajach na świecie i publikowanych przez renomowane czasopisma naukowe w oparciu o pozytywne recenzje środowiska naukowego. W każdym kolejnym raporcie IPCC analizuje i syntetyzuje wyniki badań przeprowadzonych po opublikowaniu poprzedniej wersji raportu. Liczba cytowań tylko w przypadki raportu Pierwszej Grupy Roboczej, odpowiedzialnej za omówienie naukowych podstaw zmiany klimatu, przekracza kilka tysięcy. Tymczasem Prof. Jaworowiski na dowód słuszności własnych tez oraz pseudonaukowości i magiczności raportów IPCC przytacza kilkadziesiąt prac, faktycznie opierając swoje zarzuty wobec IPCC na zaledwie kilku pracach i kilkunastu liczbach. Nieobeznany z problematyką ani z zasadami dyskusji w środowisku naukowym Czytelnik może ulec złudzeniu, że Autor tekstu ujawnia faktycznie jakiś kolosalny spisek, a doświadczane przez Czytelnika od kilkudziesięciu lat anomalie klimatyczne są wyłącznie iluzjami, w które uwierzył pod wpływem mediów i naukowców-szarlatanów.
 
Czas więc zweryfikować fakty podawane przez prof. Jaworowskiego. Czy rzeczywiście ujawniają wielką manipulację świata pseudonaukowców? Czy faktycznie rację ma prof. Jaworowski? Już samo porównanie ilościowe kontrargumentów, którymi posłużył się Autor artykułu „Idzie zimno!" powinno włączyć sygnał alarmowy. Czyżby w grupie kilkudziesięciu tysięcy specjalistów w zakresie nauk o Ziemi znalazła się grupka zaledwie kilkunastu osób, którzy znają prawdę i potrafią wyjaśnić zmienność systemu klimatycznego? Wróćmy jednak do podawanych przez autora danych liczbowych oraz przytaczanych publikacji naukowych. Prof. Jaworowski powołując się na czołowe ośrodki badań klimatu jakimi są Hadley Center (Brytyjskie Biuro Meteorologiczne w Exeter) i Climate Research Unit (Uniwersytet Wschodniej Anglii w Norwich) podaje, że styczeń 2008 był wyjątkowo zimny i aż o 0,75°C chłodniejszy niż rok temu. Zajrzyjmy więc do źródła owej informacji. Już na stronie głównej CRU (http://www.cru.uea.ac.uk/) znajdujemy informację, która przeczy przytaczanym przez prof. Jaworowskiego danym. Otóż okazuje się, że w roku 2007 temperatura przy powierzchni Ziemi była o 0,4˚C wyższa od średniej wieloletniej a nie niższa od niej, jak podawał Autor wspomnianego artykułu. Nie występuje więc ochłodzenie, proces ocieplenia utrwala się. Jednocześnie CRU podaje, że rok 2007 był 8. w rankingu najcieplejszych lat od momentu prowadzenia systematycznych pomiarów instrumentalnych. Cieplejszymi była jedynie lata 1998, 2005, 2003, 2002, 2004, 2006 i 2001.
 
Na serwerze tego samego centrum (http://www.cru.uea.ac.uk/cru/climon/monthly/2008/1/) znajdujemy informacje, że styczeń 2008 roku był także cieplejszy niż zwykle, temperatura przy powierzchni globu była o 0,075˚C wyższa niż średnia (na półkuli północnej była wyższa o 0,088˚C). Cieplej było również w lutym i w marcu. Gdzie jest więc owe ochłodzenie? Analogiczne dane podaje cytowane przez Autora artykułu amerykańskie National Climatic Data Center (NCDC). W raporcie dotyczącym charakterystyki stanu systemu klimatycznego w styczniu 2008 roku (http://www.ncdc.noaa.gov/oa/climate/research/2008/jan/global.html) czytamy, że globalna temperatura powietrza nad lądami i oceanami była w styczniu wyższa od średniej aż o 0,18˚C (o 0,10˚C na półkuli północnej i o 0,28˚C na półkuli południowej). Jednocześnie specjaliści amerykańscy piszą, że w styczniu br. cieplej niż zwykle było w Europie, północnej Azji, we wschodnich i centralnych częściach USA i na większości terytorium Australii. Chłodniej niż zwykle było natomiast na Środkowym Wschodzie, w Centralnej Azji, południowo-wschodnich Chinach, zachodniej części USA i w zachodniej Alasce.
 
W tym samym raporcie znajdujemy informacje, że pomimo to, iż środkowa troposfera była w styczniu 2008 chłodniejsza niż zwykle to nadal utrzymuje się dodatni trend temperatury wynoszący 0,05˚C/dekadę oraz ochładzanie się stratosfery (zgodne zresztą z teorią globalnego ocieplenia). Jest prawdą, że półkula północna była w styczniu pokryta śniegiem na obszarze niespotykanym od momentu rozpoczęcia systematycznego monitorowania jej zasięgu tj. od roku 1967, jednak na obszarze Stanów Zjednoczonych obszar pokryty śniegiem tylko nieznacznie przekraczał normę klimatyczną. Jest również faktem, że w styczniu zasięg lodu morskiego w Arktyce był największy od 4 lat. Jednakże prof. Jaworowski przemilczał fakt, że nadal był on mniejszy od średniej wartości wieloletniej, co utrwaliło obserwowany od szeregu lat trend zmniejszania się zasięgu lodu morskiego na półkuli północnej (-3,7 proc./dekadę). Zasięg lodu morskiego w rejonie Antarktyki był z kolei największy od momentu rozpoczęcia regularnego monitoringu w tym rejonie. Było to jednak związane z bardzo częstym w ostatnim okresie odrywaniem się olbrzymich fragmentów lodowców szelfowych i ich dryfowaniem z wiatrem i prądami morskimi. W tekście artykułu jego Autor przywołuje wyniki pracy prof. Przybylaka, w której to znajduje się stwierdzenie o braku wyraźnego ocieplenia w Arktyce do początku lat 90-tych XX w. Dlaczego jednak prof. Jaworowski nie przytoczył wyników późniejszych prac prof. Przybylaka, w których jej autor wskazuje na występujące ocieplenie Arktyki, trudno jest mi odpowiedzieć. Czyżby sceptycznie nastawiony prof. Jaworowski nie znał owych prac? A może wnioski z nich wypływające są niewygodne dla tez Pana Profesora?

Autor mówi też o zmianach poziomu morza, wskazując rzekomo za IPCC, że proces ten związany jest z topnieniem lodowców pod wpływem gazów cieplarnianych. Nic bardziej mylnego! Czyżby prof. Jaworowski nie przeczytał uważnie 4. raportu IPCC? Przecież wg IPCC głównym powodem obecnie obserwowanego wzrostu poziomu wszechoceanu jest wzrost objętości górnych warstw oceanu. Jak pokazują najnowsze badania z wykorzystaniem np. dryfterów ocean znacząco ogrzał się nawet do głębokości 3000 m, co w konsekwencji doprowadziło do wzrostu objętości wody i podniesienia się poziomu morza. Topnienie lodowców wpłynęło na wzrost poziomu wszechoceanu znacznie słabiej, dopiero topnienie czaszy lodowej Grenlandii i Antarktyki przyspieszy tempo podnoszenia się poziomu morza i stworzy bardzo poważne zagrożenie dla licznych obszarów nadmorskich. Obecnie mamy do dyspozycji dwa niezależne systemy obserwacji zmian poziomu morza.

Pierwszy, tradycyjny, bazujący na pomiarach poziomu morza przez wodowskazy lub mareografy, a drugi satelitarny. Pierwszy system ma blisko 250-letnią historię i wymaga bardzo precyzyjnej niwelacji geodezyjnej oraz uwzględnienia ruchów eustatycznych. Pokazuje on jednoznacznie, że poziom mórz i oceanów podnosi się. Drugi system bazujący na obserwacjach prowadzonych przez satelity TOPEX/POSEIDON pokazuje współczesne zmiany poziomu morza oraz bardzo silne przestrzenne ich zróżnicowanie.  Jednocześnie prof. Jaworowski przytacza przykład Malediwów, gdzie poziom morza nie podniósł się, a nawet obniżył aż o 30 cm w ciągu ostatnich 30 lat. Najprawdopodobniej Autor artykułu zaczerpnął swoją wiedzę na ten temat z opublikowanej w 2003 roku pracy, której autorzy jednocześnie podają prawdopodobne wyjaśnienie przyczyn tego zjawiska. Jest nim zwiększone w rejonie archipelagu parowanie, zależne m.in. od wzrostu temperatury i prędkości wiatru w warstwie przywodnej. Czy jest to zatem konsekwencja globalnego ocieplenia, czy też nie? Jednocześnie, wg oficjalnych danych wyspecjalizowanych agend rządu Malediwów, wyspy są systematycznie zalewane przez morze, fale wdzierają się do 60  proc. domostw. Czy więc poziom morza podnosi się w rejonie archipelagu, czy też nie?

Na podstawie przytoczonych faktów prof. Jaworowski neguje uzasadnianą przez IPCC hipotezę o globalnym ociepleniu spowodowanym działalnością człowieka. Nawiązuje do modeli klimatu Autor stara się je ośmieszyć przytaczając nieprawdziwe informacje o błędnym opisywaniu przez nie podstawowych cech ziemskiej atmosfery jak np. spadku temperatury powietrza wraz z wysokością. Proces ten przecież związany jest w tym, że im dalej od powierzchni Ziemi, tym atmosfera (zwłaszcza jej dolna warstwa zwana troposferą, sięgająca do wysokości 10-15 km od powierzchni Ziemi) jest rzadsza, słabiej pochłania zarówno bezpośrednie krótkofalowe promieniowanie Słońca, jak i zwrotne długofalowe promieniowanie Ziemi. W warstwie bezpośredni leżącą nad troposferą, nazywaną stratosferą (sięgająca do 45-50 km od powierzchni Ziemi) temperatura początkowo jest stała. Dopiero od poziomu około 30km następuje z kolei systematyczny wzrost temperatury z wysokością co związane jest z występowaniem w tej warstwie ozonu, który silnie absorbuje promieniowanie Słońca. Autor artykułu zarzuca również specjalistom pracującym na rzecz IPCC, że nie potrafią odwzorować innych cech klimatu ani nie potrafią prawidłowo powiązać zmian temperatury ze zmianami koncentracji CO2 w atmosferze.
 
Czy jednak możliwe jest przeprowadzenie pełnego dowodu na związek pomiędzy działalnością człowieka a zmianami temperatury przy powierzchni Ziemi i w górnych warstwach atmosfery? Otóż nie jest to możliwe! Nie jest bowiem możliwe przeprowadzenie obecnie pełnego i bezpośredniego dowodu o wpływie człowieka na klimat, gdyż taki dowód wymaga czasu, którego niestety nie mamy. Dlatego przeprowadza się dowód pośredni, polegający na modelowaniu ewolucji ziemskiego systemu klimatycznego w 2 etapach, różniących się między sobą o jeden proces. Tym procesem jest antropogeniczna emisja CO2. Okazuje się, że seria globalnej temperatury powietrza przy powierzchni globu otrzymana jako efekt obliczeń wielu modeli, uwzględniających jedynie długookresowe naturalne czynniki zmieniające klimat tj. tzw. cykle Milankowicza, aktywność słoneczną oraz naturalną zmienność koncentracji CO2 wynikającą m.in. z procesów biologicznych oraz wymiany pomiędzy oceanem a atmosferą i lądem a atmosferą nie pokrywa się z serią obserwacyjną. Nie wykazuje ona wyraźnego, współczesnego ocieplenia klimatu. W drugim etapie w procesie modelowania pojawia się dodatkowy strumień CO2 związany z antropogeniczną emisją. Wówczas zgodność serii otrzymanej w efekcie modelowania z serią pomiarową jest duża. Powyższy proces nazywany jest atrybucją przyczyn.
 
Autor szydzi sobie także z modeli opisujących klimat, a przecież odzwierciedlają one aktualny stan naszej wiedzy o procesach zachodzących w systemie klimatycznym. Modele matematyczne stanowią najbardziej zaawansowane narzędzia badawcze jakich używają naukowcy w wielu dyscyplinach, w tym również w zakresie przewidywania cykli słonecznych, o których wspomina prof. Jaworowski. Jednakże Profesor przemilczał fakt, że modele używane przez specjalistów zajmujących się cyklami słonecznymi także nie dają identycznych rezultatów i dopiero po analizie wyników otrzymanych w szeregu ośrodkach badawczych naukowcy ustalają, na zasadzie konsensusu, przebieg cyklu, termin jego rozpoczęcia i zakończenia, termin kulminacji, intensywność itp. Stosują więc metodologię analogiczną do praktykowanej przez IPCC, które analizuje liczne scenariusze klimatyczne (a nie przepowiednie ani prognozy) i określa najbardziej prawdopodobny przebieg w przypadku danego scenariusza emisyjnego.
 
W tym miejscu należy powiedzieć, że w przypadku określenia spodziewanej ewolucji systemu klimatycznego nie mówi się o prognozie, tak jak w przypadku pogody, ale o scenariuszu klimatycznym. Powstaje on bowiem w wyniku uwzględnienia w modelu klimatycznym tzw. scenariusza emisyjnego, który jest efektem rozwoju społeczno-ekonomicznego współczesnego świata. Scenariusze rozwoju opracowują m.in. demografowie, socjologowie, ekonomiści i finansiści, inżynierowie. Jednak modele klimatu różnią się w sposób zasadniczy od modeli pogody, które są niestabilne po kilkunastu dniach prognoz. Ta zasadnicza różnica wynika z faktu, że w modelach klimatu bilans strumieni musi się równoważyć (zerować) w skali roku, podczas gdy w modelach pogody występuje bardzo duża zmienność strumieni z dnia na dzień.
 
Wracając do cykli słonecznych i cytowanej przez Autora artykułu pracy Hathawaya z roku 2006 warto zaznaczyć, że jest to jedna z 45 prognoz cyklu słonecznego nr 24, które specjaliści NASA brali pod uwagę publikując ostateczna prognozę. Prognoza ta była jednak kilkakrotnie korygowana, zmieniano m.in. termin rozpoczęcia cyklu. Jednocześnie naukowcy z NASA, z Goddard Institute, są zgodni co do tego, że obecnie Słońce jest w minimum swojej aktywności, najbliższe maksimum jego aktywności spodziewane jest ok. roku 2012. Ponadto uważają oni, że Słońce może modyfikować temperaturę powietrza przy powierzchni Ziemi o ±0.1˚C, co związane jest z faktem, że w okresie maksimum/minimum jego aktywności do powierzchni Ziemi dociera ok. 1.3W/m2 więcej/mniej energii. Zmiany aktywności Słońca są zdaniem fizyków Słońca skupionych w NASA odpowiedzialne za wzrost temperatury globalnej przy powierzchni Ziemi o ok. 0.15˚C tj. o 20 proc. całkowitej zmiany jaką obserwujemy w ostatnich 150 latach. Jednocześnie fizycy Słońca nie zgadzają się z przywoływanym przez Jaworowskiego Archibaldem w zakresie przebiegu tzw. Małej Epoki Lodowcowej, a w szczególności Minimum Maudera oraz spodziewanego wpływu aktywności Słońca na klimat. Zdaniem fizyków w okresie niemal całkowitego braku aktywności, w latach 1650-1715, wyraźne ochłodzenie występowało jedynie na półkuli północnej, na obszarze Europy, gdzie zimy były dłuższe i chłodniejsze o około 1˚C niż obecnie. Potwierdzają to jednak nieliczne dane instrumentalne (serie temperatury: Centralna Anglia, Uppsala, De Bilt, Berlin) oraz szereg danych „proxy", zwłaszcza dokumenty. Być może wkrótce do tych serii dołączy seria temperatury z Gdańska. Odnaleziono bowiem liczne manuskrypty zawierające zapiski na temat przebiegu pogody w tym mieście począwszy od 1655 roku a więc od początku minimum Maudera. Zdaniem specjalistów z NASA w przyszłości aktywność słoneczna może być nieco większa lub mniejsza, ale może ona co najwyżej modulować zmiany temperatury w zakresie ±0,2˚C.
 
Również w przypadku średniowiecznego optimum klimatycznego nazywanego przez wielu Medieval Warm Period nastąpiła zmiana poglądów, której prof. Jaworowski nie zechciał zauważyć. Formułując przed dziesięcioleciami hipotezę o niezwykle ciepłym początku drugiego tysiąclecia, wybitny brytyjski klimatolog Lamb, dysponował jedynie informacjami z kilku źródeł o różnej jakości i dokładności. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat liczba danych „proxy", a więc pochodzących z pozainstrumentalnych pomiarów temperatury (np. analizy pierścieni drzew, odwierty i pomiary temperatury w nich, dokumenty i inne) bardzo istotnie wzrosła. Pozwoliło to na rekonstrukcję zmian temperatury w okresie drugiego tysiąclecia oraz odrzucenie, jako nieuzasadnionej, hipotezy o niezwykle ciepłym średniowieczu. Fakt ten został odnotowany przez IPCC już w Trzeciej Okresowej Ocenie Zmiany Klimatu w roku 2001. Dziwne, że Autor artykułu „Idzie zimno!" ani przywoływany przez niego Archibald tego nie zauważyli.

Konfrontacja informacji zawartych w artykule prof. Zbigniewa Jaworowskiego z faktami, tj. publicznie dostępną informacją oraz tysiącami publikacji naukowych pokazuje wyraźnie, że żadnego spisku „pseudonaukowców" nie ma, a argumenty potwierdzające rzekomy spisek niestety nie są rzetelne.

Jest prawdą, że w odległej przeszłości było na Ziemi nawet cieplej niż teraz i planeta przetrwała. Jednakże wówczas była ona najprawdopodobniej niezamieszkana przez człowieka, a zmiany klimatyczne zachodziły powoli w skali tysiąca lat a nawet dłużej. Tymczasem współczesne ocieplenie jest zauważalne od ok. 150 lat. W tym czasie populacja ludzka wzrosła do ponad 7 mld osób. Czy wobec tego stać nas na bierność? Czy możemy sobie pozwolić na czekanie a jedynym przeciwdziałaniem będzie oddanie pola naturze? Czy może lepiej podjąć działania umożliwiające spowolnienie tempa globalnego ocieplenia i opóźnienia momentu wystąpienia kulminacji zdarzeń negatywnych? Odpowiedz jest jednoznaczna. Należy podjąć takie działania! Per saldo jest to działanie na naszą korzyść.


dr hab. Mirosław Miętus
Profesor nadzwyczajny w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej, kierownik Zakładu Klimatologii, ekspert Światowej Organizacji Meteorologicznej, współpracownik IPCC, wyróżniony przez IPCC dyplomem uznających jego istotny wkład w uzyskanie przez IPCC Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 r. oraz Profesor nadzwyczajny w Uniwersytecie Gdańskim, Wydział Biologii, Geografii i Oceanologii, kierownik Katedry Meteorologii i Klimatologii.


Odpowiedź prof. Zbigniewa Jaworowskiego

Motto:
Climatologyf is a science. Climatism is an ideology. Climatologists are scientists. Climatists are social or political organizers who abuse climatology in the service of ideologues. Climatology was and still is an investigation of nature. Climatism is the exploitation of the fear of nature to gain power, wealth and social esteem. Anonim

„Kolosalny międzynarodowy spisek"

W artykulef "Idzie zimno" nie wspomniałem o „kolosalnym międzynarodowym spisku", o którym pisze prof. Miętus. Widocznie taka idea narzuca mu się z faktów, które przedstawiłem. Właściwie po niemal każdej prelekcji o klimacie otrzymuję pytania w tej sprawie, choć jej  nie poruszam. Dość dobrze omawia ją Wikipedia.

O spisku otwarcie mówił Marice Strong, twórca traktatu z Kioto, Sekretarz Generalny konferencji „Szczyt Świata" w Rio de Janeiro w r. 1992, Asystent Specjalny Sekretarza Generalnego ONZ Kofi Anana. Otwierając tę konferencje stwierdził:  "What if a small group of world leaders were to conclude that the principal risk to the Earth comes from the actions of rich countries? And if the world is to survive, those rich countries would have to sign an agreement reducing their impact on the environment. Will they do it? The group's conclusion is "no." The rich countries won't do it. They won't change. So, in order to save the planet, the group decides: Isn't the only hope for the planet that the industrialized civilizations collapse? Isn't it our responsibility to bring that about? This group of world leaders form a secret society to bring about an economic collapse." (Locke, 2001). Wikipedia wymienia Stronga jako jednego z głównych uczestników spisku ogrzewaczy klimatu, obok Kofi Anana, Al. Gora, Georga Sorosa, Michaiła Gorbaczowa, Jacqua Chiraca, ONZ, Grupy Bilderberg, Klubu Rzymskiego i ruchów ekologicznych (Wikipedia, 2008), a zalecany przez Stronga ekonomiczny kolaps, sztucznie wywoływany wraz z bessą rynków finansowych, spadkiem produkcji żywności i sztucznym wzrostem cen paliw, właśnie zaczyna się realizować.

Ideologia, prezentowana przez Stronga, przedstawiciela najwyższych władz ONZ, jest prawdopodobnie bardziej niebezpieczna niż wszystkie poprzednie aberracje intelektualne ludzkości. Wyjaśnia ona  mizantropijne motywy postępowania IPCC, części klimatologów, polityków i mediów. Problem klimatu już kilkadziesiąt lat temu został  upolityczniony i stracił charakter czysto naukowy, służąc celom ideologicznym, politycznym i biznesowym. Źródła tej ideologii można znaleźć w opracowaniu przygotowanym w r. 1967 (po 4 latach pracy  piętnasto-osobowego zespołu amerykańskich uczonych) znanym jako „Report from the Iron Mountain" (Lewin, 1967). Raport dyskutował długoterminowe perspektywy nadchodzącego kresu wojen i  konieczności wprowadzenia ich substytutów, celem uniknięcia zagrożeń wynikających z pokoju. Proponował m.in. utworzenie globalnych sił policyjnych, wprowadzenie współczesnego niewolnictwa, eugeniki, nowych quasi-religijnych mitów o planetarnych zagrożeniach oraz wyolbrzymioną ochronę środowiska. Myśli zawarte w tym raporcie, oddające ówczesne opinie elit intelektualnych i politycznych Stanów Zjednoczonych, stały się zalążkiem ciągu zdarzeń prowadzących do gwałtownego rozwoju ruchów ekologicznych i obecnej histerii klimatycznej. Wkrótce potem Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił „National Environmental Protection Act" (1969), a w r. 1970 Prezydent Nixon powołał US Environmental Protection Agency, pierwsze w świecie ministerstwo środowiska. Miałem w tym ministerstwie kilka wykładów i przez 10 lat z jego pomocą finansową prowadziłem badania skażeń atmosfery globu  .

Raport z Iron Mountain został początkowo utajniony przez prezydenta Lyndona Johnsona, ale po kilku latach opublikowano go jako „przeciek". Natychmiast stal się bestsellerem. Jednym z najważniejszych zaleceń raportu, mających stać się substytutem wojen i umożliwić zaakceptowanie rządu światowego, jest koncentracja uwagi społeczeństwa na skażeniu środowiska planety i  „fikcyjnych globalnych wrogach". Zadanie to zrealizował Klub Rzymski w swoim, wydanym w 3 mln egzemplarzy, mizantropijnym reporcie „Granice Wzrostu"(Meadows et al., 1972). Nie przeszkodziło to publikacji drugiego wydania tego dzieła pod zmienionym tytułem „Ludzkość w Punkcie Wzrotnym"(Mesarovic and Pestel, 1976). Jego niesłychanie groźne motto: „Świat ma raka, a tym rakiem jest człowiek",  powszechnie przyjęli zieloni, wraz z zaleceniami ograniczania wszystkiego, eufemistycznie nazwanymi „zrównoważonym rozwojem". W czasopiśmie „Nature"  raport ten określono jako niedorzeczny (ludicrous study) (Beckerman, 1994), a jego wszystkie przewidywania katastroficznych skutków skażeń i niedoborów okazały się fałszywe.

W osiemdziesiątych latach, po trzech dekadach spadku temperatury przy ciągle wzrastającej emisji dwutlenku węgla, zaczęło robić się cieplej. To stało się pretekstem do przemianowania CO2, „gazu życia",  z którego zbudowane jest wszystko co żyje na Ziemi, na najgorsze skażenie powodowane przez człowieka, rzekomo zagrażające planecie. W r. 1988 James Hansen z NASA, czołowy przedstawiciel klimatycznego lobby, ogłosił w Kongresie Amerykańskim jako udowodniony fakt, że Współczesne Ocieplenie klimatu (WO) spowodował produkowany przez człowieka CO2 oraz, że konieczne jest natychmiastowe podjęcie radykalnych kroków zaradczych jeżeli chcemy uniknąć nieodwracalnych katastrofalnych zmian klimatu. To wezwanie sprzed 20 lat stało się mantrą klimatystów. Recytuje ją profesor Miętus.

Politykę zastraszania społeczeństwa niekończącą się serią groźnych zmór - wszystkich wyimaginowanych, konsekwentnie kontynuuje trzeci raport Klubu Rzymskiego (King and Schneider, 1991). Oświeca on nas w następujący sposób: „In searching for a new enemy to unite us, we came up with the idea that pollution, the threat of global warming, water shortages, famine and the like would fit the bill ... All these dangers are caused by human intervention ... The real enemy, then is humanity itself".  Tak więc stworzony został ów zalecany przez  Raport z Iron Mountain „fikcyjny wróg globalny", tym niebezpieczniejszy, że dla walki z nim odwołano się do altruistycznych instynktów ludzi dobrej woli, co umożliwiło światowy zasięg propagującej go ideologii. Upieczono przy tym dwie pieczenie: mamy niebezpiecznego wroga planety, ludzki CO2, dla którego zwalczenia gotowi jesteśmy poświęcić swój dobrobyt i rozwój, a jednocześnie wymierzono niemal śmiertelny cios w światowy system energetyki, będącej podstawą cywilizacji przemysłowej, przyczyny rozwoju „światowego raka" - jest to cios wymierzony wprost w ludzkość, w owego „the real enemy - rzeczywistego wroga".
 

Całość wypowiedzi prof. Zbigniewa Jaworowskiego znajduje się w załączniku PDF.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj