Co mamy w kuferku
Ogłoszony właśnie Narodowy Program Foresight Polska 2020 mówił o wyzwaniach nadchodzącego dziesięciolecia. Zdecydowanie warto tak daleko wybiegać myślą w przyszłość, zwłaszcza w warunkach kryzysu.

Lektura doniesień ze świata nie nastraja optymistycznie. Prestiżowy magazyn „Foreign Affairs" ostrzega, że najgorsze dopiero nadejdzie. „The Economist" chłodno zauważa: gospodarka brytyjska tonie. Niemcy mówią, że takiego spowolnienia nie doświadczyli od końca wojny. Mimo to wszyscy są przekonani, że kryzys kiedyś się skończy i wróci wzrost gospodarczy. A wraz z nim stare problemy: kryzys energetyczny, kryzys klimatyczny, kryzys żywnościowy.

By podołać tym wyzwaniom, potrzebne są przełomy technologiczne na miarę tych, jakie dokonały się na przełomie XIX i XX w., tłumaczy Steven Chu, fizyk noblista, który objął w rządzie Baracka Obamy Departament Energii. Cóż takiego wydarzyło się sto lat temu? Przemysłowy globalny kapitalizm rozwijał się w tempie nie gorszym niż współczesny jeszcze przed rokiem. I - podobnie jak dziś - wraz ze wzrostem dobrobytu rósł apetyt na dobra konsumpcyjne. Pesymiści wieszczyli, że świat niechybnie czeka głód. Bieg historii zmieniło kilka naukowych odkryć i wynalazków, z najważniejszym - syntezą amoniaku z azotu zawartego w powietrzu. Dokonanie niemieckiego chemika Fritza Habera stało się podstawą przemysłu nawozów sztucznych i pierwszej zielonej rewolucji. Nowoczesna chemia odsunęła na bok nie tylko widmo głodu, lecz także niedostatku innych produktów: barwniki, tworzywa sztuczne, włókna syntetyczne zaspokoiły popyt, jakiego nie potrafiła zaspokoić natura.
 

©

Chu konkluduje: potrzebna jest podobna rewolucja. Oczywiście, nie sposób jej zaplanować, bo nikt nie jest w stanie zaplanować przełomowych innowacji. Nie pojawią się one jednak bez nakładów na rozwój nauki i nowych technologii. Z opinią szefa Departamentu Energii zdaje się zgadzać przewodnicząca Izby Reprezentantów Kongresu USA Nancy Pelosi. Amerykańską odpowiedzią na kryzys obecny i przyszłe wyzwania będzie nauka, nauka i jeszcze raz nauka! Temu wezwaniu wtóruje prezydent Obama. W zaproponowanym przez niego antykryzysowym pakiecie finansowym ponad 150 mld dol. przeznaczonych jest na sfinansowanie rewolucji technologicznej: rozwój nowej, inteligentnej infrastruktury energetycznej, modernizację sieci Internetu, rozwój technologii energetycznych, zwiększone nakłady na badania.

Nicholas Stern, były główny ekonomista Banku Światowego, zasłynął w grudniu 2006 r. raportem dla rządu brytyjskiego na temat ekonomiki globalnego ocieplenia. Dzięki temu opracowaniu kryzys klimatyczny stał się priorytetowym problemem politycznym w Unii Europejskiej. W połowie lutego 2009 r. Stern opublikował kolejne opracowanie, w którym przekonuje polityków, że jeśli chcą rozruszać stygnące gospodarki i jednocześnie uratować przyszłość, powinni w ciągu najbliższych dwóch lat zainwestować 400 mld dol. w sfinansowanie zielonej technologicznej rewolucji.

Co na to Polska? Strategię polskiego rządu doskonale tłumaczy Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki: słuchaj księdza i rektora, lecz kuferek mocno trzymaj. Ludowa mądrość w przełożeniu na język politycznych decyzji oznacza: swoje pieniądze oszczędzamy, gdzie się tylko da, niezbędne inwestycje finansujemy ze środków płynących do Polski z Unii Europejskiej. Jeśli innym uda się kosztem wzrostu deficytu budżetowego pokonać kryzys, skorzystamy i my. Jeśli Amerykanom, Brytyjczykom, Niemcom nie powiedzie się, zawsze pozostanie zawartość kuferka.

Logika żelazna, lecz bardzo niebezpieczna, co ujawniają ogłoszone 16 lutego 2009 r. wyniki Narodowego Programu Foresight Polska 2020. Światowi liderzy nie kryją, że obecny kryzys jest zagrożeniem, lecz także niepowtarzalną szansą dla nowego rozdania kart w globalnej grze. Oczekiwane innowacje i nowe technologie staną się podstawą rozwoju nowych gałęzi gospodarki, wyznaczając nowe pola międzynarodowej konkurencji gospodarczej. Świat podzieli się na tych, którzy mają problemy, i na tych, którzy mają rozwiązania.

Polska ma problemy. I to znacznie poważniejsze niż tracący na wartości złoty i związany z tym ból głowy właścicieli walutowych kredytów hipotecznych. Kryzys i zmniejszona produkcja przemysłowa odroczyły na chwilę widmo krachu energetycznego. Widmo jednak czyha na pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego, by o sobie przypomnieć zapowiadanymi przez ekspertów wyłączeniami dostaw prądu. Zaraz za nim czai się strach, związany ze zobowiązaniami wynikającymi z przyjętego w grudniu 2008 r. unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego. Owszem, Polska zyskała nieco czasu, zanim będzie musiała ponosić pełne konsekwencje emisji dwutlenku węgla, czyli kupować prawo do tych emisji. Przy strukturze polskiej gospodarki, której sektor energetyczny w ponad 90 proc. uzależniony jest od węgla, oznacza to radykalny wzrost kosztów.

Rozwiązaniem tego problemu jest modernizacja sektora energetycznego. Oznacza to konieczność zarówno przebudowy elektrowni konwencjonalnych, by efektywniej spalały węgiel, jak i rozwój sektora energetyki ze źródeł odnawialnych, a także energetyki jądrowej. Skąd weźmiemy technologie? Część trzeba kupić, nie ma wyjścia - elektrowni jądrowej nie zbudujemy bez udziału partnerów zagranicznych. Jeśli jednak chodzi o technologie węglowe, sytuacja jest odmienna. Ciągle jeszcze Polska dysponuje dużym potencjałem badawczym i doświadczeniem technicznym, by swój węglowy problem zamienić na jedną z lokomotyw rozwoju.

Jednym z rezultatów programu Foresight Polska 2020, w wyniku którego powstały scenariusze rozwoju kraju, jest lista technologii, które mogłyby stać się podstawą rozwoju rodzimych przemysłów, zdolnych konkurować na globalnym rynku - m.in. materiały i technologie dla inżynierii biomedycznej, zaawansowane technologie informatyczne. Eksperci wymieniają jako szczególną polską szansę technologie czystego węgla (od bardzo jeszcze ryzykownych, lecz wartych badania metod wyłapywania dwutlenku węgla i jego składowania w złożach podziemnych, po technologie podziemnego zgazowania). Wskazują, że o ile nie dysponujemy żadnym doświadczeniem w zakresie energetyki jądrowej, to jednak moglibyśmy w kooperacji międzynarodowej zająć się rozwojem technologii polegających na wykorzystaniu reaktorów najnowszej generacji do przeróbki węgla. Efekty komercyjne pojawią się nie wcześniej niż pod koniec lat 20., akurat w momencie, kiedy węgiel nawet w Polsce będzie już zbyt cennym surowcem, by spalać go w kotłach, lecz doskonale nadawać się będzie jako surowiec do syntezy chemicznej, kolejnego silnego punktu na technologicznej mapie Polski.

Do unowocześnienia gospodarki nie wystarczy wskazanie obiecujących technologii i kierunków badań, tak jak w przypadku węgla i energetyki. Jak więc przestawić dźwignię? Niestety, nie ma prostych rozwiązań, nie wystarczy rządowy dekret, nie wystarczą pieniądze, nie wystarczy inicjatywa przedsiębiorczych Polaków. O tym, czy Polska zdoła zapewnić sobie trwały rozwój za 10 lat, zadecydują cztery zasadnicze czynniki. Po pierwsze, globalizacja i integracja międzynarodowa. Gdy polski foresight ruszał w 2006 r. (projektem kierował prof. Michał Kleiber, prezes PAN, a w przedsięwzięciu uczestniczyło ok. 5 tys. ekspertów ze świata nauki, gospodarki, administracji), wydawało się, że międzynarodowa integracja jest faktem oczywistym i nieodwracalnym, niewartym analizy. A jednak zbiorowa intuicja ekspertów okazała się słuszna: globalny kryzys spowodował, że procesy międzynarodowe są dziś jednym z najważniejszych czynników niepewności i trudno być nawet pewnym trwałości UE wobec tendencji protekcjonistycznych i nacjonalizacyjnych.

Czynnik drugi to zdolność elit politycznych do sformułowania i realizacji programu reform, których pozytywne skutki pojawią się dopiero za ok. 10 lat, a więc w perspektywie przekraczającej kalendarz wyborczy. Sprawa kolejna to akceptacja społeczna programu reform, a także rozwoju technologii o dużym potencjale rozwojowym, lecz wywołujących kontrowersje. Wagę tego czynnika doskonale ilustrują kłopoty z reformą systemu emerytalnego, spór o zapłodnienie in vitro i o organizmy modyfikowane genetycznie.

W końcu czynnik czwarty to szeroko rozumiany system wiedzy. Od niego zależy innowacyjność kraju, a od innowacyjności zdolność do zapewnienia trwałego rozwoju. Stwierdzenie wręcz banalnie oczywiste, tyle tylko, że w ostatnich latach radykalnie zmienił się kontekst. Nie wystarczy już jedynie zreformować system nauki, poprawić jakość edukacji i zwiększyć nakłady na badania i rozwój. Coraz więcej innowacji powstaje poza tradycyjnym obiegiem, czyli laboratoriami akademickimi i przemysłowymi. Coraz istotniejsze stają się innowacje konsumenckie, a największą obecnie platformą proinnowacyjną jest Internet.

Podczas prezentacji polskiego foresightu Waldemar Pawlak mówił nie tylko o kuferku, lecz także przekonywał, że rząd rozumie i popiera transformację do gospodarki wiedzy. Minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka zapewniała, że władza realizuje scenariusz skoku cywilizacyjnego, czego dowodem wszystkie reformy zgodne z duchem eksperckich wskazówek. Kierujący badaniami foresight prof. Kleiber nie krył jednak obaw, że Polska zaczyna realizować negatywny scenariusz, określony w raporcie scenariuszem słabnącego rozwoju: dzisiejsze oszczędności - choć najprawdopodobniej konieczne, to niekoniecznie racjonalnie podejmowane - spowodują, że w ciągu najbliższych lat powiększy się luka technologiczna. Gdy kryzys się skończy, dzisiejsze atuty w konkurencji, jakimi są niskie koszty pracy, wyczerpią się. Unijna pomoc także nie będzie trwać wiecznie.Nadejdzie moment, gdy któryś z uczestników globalnej gry zawoła: sprawdzam! I wówczas okaże się, że kuferek jest pusty.

Więcej szczegółów na stronie www.makroskop.pl

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj