Minęła 45. rocznica lądowania człowieka na Księżycu
Spisek pilotów
Rozmowa z prof. Davidem A. Mindellem z Massachusetts Institute of Technology o kulisach programu Apollo i lądowaniu człowieka na Księżycu.
Apollo 15 na orbicie księżyca Źródło
Wikipedia

Apollo 15 na orbicie księżyca Źródło

Neil Armstrong chodzący po księżycu
spaceexp/Tumblr

Neil Armstrong chodzący po księżycu

[Rozmowa ukazała się w POLITYCE w lipcu 2009 r. przy okazji 40. rocznicy lądowania Apollo na Księżycu]

Marcin Rotkiewicz: – Podobno wyprawa Apolla 11, który wylądował na Księżycu 20 lipca 1969 r., kilka razy była na krawędzi katastrofy?
Prof. David Mindell:
– To była bardzo skomplikowana i trudna misja, obarczona ogromnym ryzykiem. Ówczesny prezydent Richard Nixon miał nawet gotowe orędzie do narodu – na wypadek, gdyby astronautom nie udało się powrócić na Ziemię.

Dowódca Apolla 11 Neil Armstrong musiał przejść na sterowanie ręczne, gdyż komputer pokładowy błędnie skierował lądownik Eagle na obszar pełen niebezpiecznych głazów i kraterów.
Rzeczywiście, paliwo już się kończyło i Armstrong musiał szybko podjąć decyzję, w którym miejscu osadzić pojazd. Natomiast ręczne lądowanie było przewidziane od dawna, więc astronauta wcale nie musiał podczas tego manewru zastępować komputera. Nie jest też prawdą, że zawiniła maszyna – problem polegał na wprowadzonych do niej danych. Ekipa przygotowująca misję nie dysponowała wystarczająco dokładną mapą grawitacyjną Księżyca i stąd wzięły się błędy. Na ich skutek Eagel znalazł się ok. 8 km od miejsca, w którym powinien być. Armstrong, który jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu, powiedział później, że na skali trudności od 1 do 10 chodzenie po nim oceniłby na 3, a lądowanie na 13. Niewątpliwie była to najbardziej skomplikowana i ryzykowna faza całej wyprawy.

Jednak przynajmniej raz to właśnie komputer omal nie doprowadził do przerwania misji.
Heroiczna walka astronautów z psującym się komputerem to jeden z największych mitów związanych z Apollo 11. Rzeczywiście, 7 minut przed lądowaniem komputer zasygnalizował, że ma problemy z prawidłowym funkcjonowaniem oprogramowania. W ciągu dwóch następnych minut alarm pojawił się jeszcze cztery razy, a maszyna sama się zresetowała.

Jak zareagowali na to astronauci i kontrola naziemna w Houston?
Tętno Armstronga, który natychmiast poinformował Ziemię o kłopotach, błyskawicznie skoczyło ze 120 do 150 uderzeń na minutę. Nie wiedział, co dokładnie się dzieje. W Houston też zrobiło się nerwowo, ale po krótkiej naradzie kontrolerzy nakazali kontynuować lot.

Jak ważny był ten komputer dla całej wyprawy?
Bez niego lot na Księżyc byłby po prostu niemożliwy.

Czy wiemy, co z nim było nie tak?
Owszem. Komputer restartował się pięciokrotnie i to powodowało wyświetlenie komunikatu alarmowego.

Zawiesił się aż kilka razy?
Nie, musiał się restartować, ponieważ zadławił się nadmierną ilością danych.

Dlaczego do tego doszło?
Błąd człowieka, nie maszyny. Popełnił go Edwin Aldrin, który wraz z Armstrongiem znajdował się w lądowniku Eagle. Aldrin był ekspertem od manewrów dokowania, a Eagle po starcie z Księżyca miał połączyć się na orbicie z modułem załogowym, w którym czekał Michael Collins, trzeci z załogi Apolla 11. Podczas dokowania kosmonauci posługiwali się specjalnym radarem. W trakcie lądowania na Księżycu był on niepotrzebny i powinien pozostać wyłączony. Jednak Aldrin zdecydował, wbrew wcześniej ustalonej i przetestowanej na Ziemi procedurze, by radar cały czas działał. Ktoś w Houston, nie uzgadniając tego z innymi zespołami odpowiedzialnymi za misję Apolla 11, zatwierdził tę zmianę. Rezultat był taki, że pamięć komputera została zasypana nadmiarem danych, które napływały z dodatkowego radaru.

I dlatego komputer się resetował.
Tak. W ten sposób radził sobie z informacjami, których nie był w stanie przeanalizować. Po wznowieniu pracy wyłączył zadania o mniejszym znaczeniu, natomiast pozostawił te o najwyższym priorytecie. Warto dodać, że wszystkie statki kosmiczne programu Apollo wyposażone były tylko w jeden centralny komputer. I on nigdy nie zawiódł.

Skąd się zatem wziął mit zmagań astronautów Apolla 11 z zepsutym komputerem?
Dla mediów bohaterski kosmonauta zmagający się z bezdusznym komputerem to bardzo atrakcyjny obrazek. Dołożyli się do tego politycy. Prezydent Nixon uhonorował m.in. Steve’a Balesa, jednego z kontrolerów lotu w Houston, który zdecydował, by kontynuować lądowanie Apolla 11 na Księżycu. W swoim uzasadnieniu stwierdził, że Bales podjął słuszną decyzję w momencie, gdy zawiodła maszyna.

Czyli bohaterami bez skazy mieli pozostać zdobywcy Księżyca?
Bohaterów się nie sądzi. Ale spór o to, kto spowodował problemy podczas lądowania, ma znacznie głębsze korzenie. To przejaw zderzenia dwóch wizji konkurujących ze sobą od samych początków istnienia programu kosmicznego i agencji NASA.

Wizji czego?
Roli człowieka w programie kosmicznym. Było to starcie dwóch środowisk, czy też kultur wewnątrz NASA: pilotów oblatywaczy, skupionych w Society of Experimental Test Pilots (Towarzystwie Pilotów Doświadczalnych), oraz inżynierów początkowo związanych z przemysłem rakietowym. Tym pierwszym zależało, ze zrozumiałych względów, na jak największym udziale pilotów w wyprawach kosmicznych. Natomiast drugie środowisko nie widziało miejsca dla człowieka za sterami pojazdów kosmicznych.

Dlaczego inżynierowie chcieli pozbyć się pilotów?
Bo uważali, że do precyzyjnych manewrów pojazdem kosmicznym przy wielkich prędkościach człowiek się nie nadaje – nie umie tak szybko podejmować decyzji jak komputer. Za symboliczny początek tego konfliktu można uznać pewne wystąpienie Wernhera von Brauna, nazistowskiego inżyniera i współtwórcy rakiety V-2, pracującego po wojnie dla USA. W 1959 r. wygłosił odczyt na zjeździe Towarzystwa Pilotów Doświadczalnych, w którym dowodził, że rozwój techniki kosmicznej i rakietowej doprowadzi de facto do wyeliminowania pilotów. Nie muszę mówić, że zostało to przyjęte lodowato przez pilotów. Chociaż von Braun nie chciał się ich pozbyć całkowicie, ale sprowadzić do roli kontrolerów. Gdyby coś było nie tak i wszystkie automatyczne systemy zawiodły, zadaniem pilota byłoby naciśnięcie czerwonego guzika z napisem „abort”, czyli przerwanie misji. Von Braun i tak złagodził swoje poglądy, bo jeszcze 6 lat wcześniej pisał w książce „Podbój Księżyca” coś innego. W kierunku Srebrnego Globu miała wyruszyć załoga, na której czele stał naukowiec, a nie pilot. Dla tego drugiego w ogóle nie przewidziano miejsca. Wyprawa księżycowa składałaby się wyłącznie z inżynierów, nawigatorów, lekarzy, astronomów, fotografów i mineralogów.

Piloci w końcu postawili na swoim.
Ale nie od razu zanosiło się na ich zwycięstwo. Pierwsze programy kosmiczne – samolot rakietowy X-15, Gemini i Mercury – były bardzo zautomatyzowane, a rola pilotów dość ograniczona. Wyglądało na to, że w programie Apollo będzie podobnie. Dowodzi tego pierwsze zamówienie w ramach przygotowań do lotu na Księżyc – był to kontrakt na zbudowanie centralnego komputera pokładowego!

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj