Stoi i sapie, dyszy i dmucha...
Rok temu rząd i samorządy obiecywały kolej przyjazną dla pasażerów. Dziś oskarżają się wzajemnie o doprowadzenie Przewozów Regionalnych do ruiny. Czy grozi nam paraliż na torach?
faxepl/Flickr CC by SA

Na początku grudnia 2008 r., pod hasłem wielkiej reformy kolei, rząd zrewolucjonizował przewozy pasażerskie – przynajmniej na papierze. Spółka PKP Przewozy Regionalne (PR) miała uruchamiać już tylko lokalne pociągi w 15 województwach (z wyjątkiem mazowieckiego, gdzie lokalne połączenia obsługuje odrębna spółka Koleje Mazowieckie). PR zostały przekazane nieodpłatnie wojewódzkim samorządom, które przejęły za nie pełną odpowiedzialność. Natomiast firma PKP Intercity, będąca nadal własnością Skarbu Państwa, zaczęła obok pociągów ekspresowych i Intercity obsługiwać również prawie wszystkie połączenia pospieszne. Przewozy Regionalne zostały oddłużone przez rząd. Intercity miały jeszcze w 2009 r. wejść na giełdę. Pasażerów raczono wizją poważnych zmian, obietnicami wielkich pieniędzy na modernizację i zakup taboru oraz coraz większą liczbę połączeń.

Po roku obietnice okazały się w większości bez pokrycia. Przynosząca przez lata zyski mała spółka PKP Intercity zdecydowanie się rozrosła, ale to jej raczej zaszkodziło. Zaczęła przynosić straty, a jej dyrekcja narzekać, że dotacja rządowa w wysokości 180 mln zł do pociągów pospiesznych jest grubo za mała.

Od września kilkadziesiąt tego typu połączeń zostało więc zlikwidowanych. Tym sposobem kompletnie odcięto np. Zamojszczyznę od sieci kolejowej. Cięcia dotknęły też pociągi ekspresowe i Intercity.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną