Bielecki odchodzi z Pekao SA
Zmiana warty
Ta decyzja mało kogo zaskakuje, ale pozostają pytania: czemu rezygnuje tak nagle, w trybie niemal awaryjnym i właśnie teraz?

Pekao SA, drugi co do wielkości bank działający w Polsce, traci właśnie prezesa. Od 11 stycznia 2010 roku Jan Krzysztof Bielecki przestaje pełnić wszystkie swoje funkcje nie tylko w banku, ale w całej grupie Unicredit. Odchodzi nagle, przed zbliżającym się końcem kadencji obecnego zarządu. Mimo to swoją decyzją mało kogo zaskakuje. Były premier to przecież przede wszystkim ekonomista i polityk z temperamentu, a bankowiec trochę jednak z przypadku. Pozostają pytania: czemu rezygnuje tak nagle, w trybie niemal awaryjnym i właśnie teraz? Oficjalnych komunikatów brak, więc pozostają domysły i przypuszczenia.

Najważniejszym powodem – w tej sprawie niemal wszyscy obserwatorzy bankowej sceny są zgodni – są zmiany jakie zachodzą we wszystkich dużych bankach (nie wyłączając Pekao SA) po przejęciu ich przez zagranicznych właścicieli. Jest regułą, że wpływy miejscowych zarządów maleją, wszystkie najważniejsze decyzje, także te dotyczące bieżącego sterowania firmą, są podejmowane w zagranicznych centralach. A procesy erozji faktycznych kompetencji w filiach, choćby nie wiem jak wielkich, w miarę upływu czasu tylko się nasilają. Nie można więc wykluczyć, że prezes Bielecki miał już dość firmowania tego rodzaju przemian a ograniczanie się do funkcji reprezentacyjnych mało go interesowało.

Podjęcie tego rodzaju decyzji ułatwił mu zapewne rozwój wydarzeń na polskiej scenie politycznej. Ostatnie przesilenie rządowe i dla niego stworzyło nowe perspektywy w kolejnym rozdaniu (wiadomo, że odchodzący prezes niemal „od zawsze”, nie tylko w sprawach ekonomicznych, był i jest zaufanym doradcą Donalda Tuska). Na dziennikarskiej giełdzie nazwisko Bieleckiego wymieniane jest zresztą często jako potencjalnego przyszłego premiera. Może więc prezes wróci na dobre do polityki?

Czego by nie zrobił, jego były bank ma chwilowo kłopot. W dotychczasowej praktyce tego rodzaju instytucjami, nawet jeśli zostały lata temu przejęte przez zagraniczny kapitał, kierowali dotąd Polacy. Owszem, Luigi Lovaglio, zastępca prezesa i dyrektor generalny Pekao SA nauczył się naszego języka i dobrze osadził w Polsce. Ze względów wizerunkowych nie musi być jednak idealnym kandydatem. Dzisiaj w dwóch dużych polskich bankach (ING Bank Śląski, Pekao) są do obsadzenia najważniejsze stanowiska. Brunona Bartkiewicza (awansował w korporacji i wyjeżdża z Polski) a przede wszystkim Jana Krzysztofa Bieleckiego trudno jednak będzie z sukcesem zastąpić.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj