Plan finansów publicznych
Pakiet z kotwicą
Ekonomiści, żądający radykalnych reform, z przedstawionego przez Donalda Tuska planu rozwoju i konsolidacji, z pewnością zadowoleni nie będą.

Za to wyborcy się nie przestraszą, a to do nich przecież jest on adresowany - żeby swoimi głosami w zbliżających się wyborach parlamentarnych umożliwili premierowi wzięcie odpowiedzialności za realizację przedstawionego pakietu. Czyli, żeby zagłosowali na jego partię.

Jedynym konkretem, do zastosowania od zaraz, czyli już od 2011 r. ma być tzw. kotwica Tuska, trzymająca wydatki państwa na smyczy. Ta smycz nie pozwalałaby ich zwiększać bardziej, niż o poziom inflacji powiększony o dodatkowy punkt procentowy. Takie ograniczenie wydaje się jednak zbyt małe, by w perspektywie kilku lat myśleć o spełnieniu kryteriów z Maastricht, bez których wejście do strefy euro nie będzie możliwe. Nic więc dziwnego, że – oczekiwana przez wielu – deklaracja o przyjęciu wspólnej waluty w 2015 r. z ust premiera nie padła. Bo paść nie mogła, w sytuacji gdy nie padają konkrety w sprawie „drogi dojścia”.

Zamiast radykalnych reform, uzdrawiających finanse państwa, premier zaprezentował wizję kraju, w którym mamy szansę żyć, jeśli w kolejnych wyborach postawimy na Platformę Obywatelską. Bardzo różni się od IV RP, o której marzy PiS. Polska Tuska to przyjazny kraj dla zwykłych ludzi, w którym będzie więcej pracy, a po niej – wyższe emerytury. Żeby to było możliwe, powinniśmy pracować dłużej, ale konieczne zmiany będą wprowadzane powoli. Czyli np. wydłużenie czasu aktywności zawodowej dla mundurowych z obecnych 15 do 25 lat obejmie dopiero tych, którzy zaczną pracę w policji czy wojsku dopiero od 2012 r. Na efekty trzeba więc będzie długo poczekać. Również wieś nie ma powodów, by się obawiać. Najbogatsi rolnicy, owszem, będą stopniowo włączani do ogólnego systemu podatkowego i ubezpieczeniowego, ale tak, żeby nie bolało. I żeby nikt nie tracił praw nabytych, a koalicyjny PSL nie demonstrował dystansu do planu.

W sprawnie rządzonej Polsce Tuska, oprócz „orlików” i autostrad, powstawać będzie więcej żłobków i przedszkoli, a efekty wzrostu gospodarczego w większym stopniu przeznaczane będą na cele społeczne i prorozwojowe. To miła wizja, ale wydaje się odległa, nie wiadomo nawet, czy – bez bardziej zdecydowanych posunięć – w ogóle możliwa. Kotwica Tuska a właściwie Rostowskiego, być może, umożliwi Polsce przycumowanie do bardziej spokojnego brzegu, ale wypłynąć gospodarce na szerokie wody na pewno nie pozwoli. Pozostaje mieć nadzieję, ze po wyborach padnie jednak hasło „cała naprzód”. W przeciwnym razie zwątpimy w zapewnienia premiera, że zabiega o władzę nie dla niej samej.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj