Euro poniżej 4 zł
Złoty mocny cudzą słabością
Teoretycznie złoty powinien się nadal umacniać. Ale rynek walutowy rządzi się prawami całkowicie nieprzewidywalnymi.

Przebicie psychologicznej granicy 4 złotych za euro to zawsze ważne wydarzenie. Rok temu z niepokojem patrzyliśmy, jak złoty gwałtownie słabnie. Teraz z większym spokojem obserwujemy, jak powoli, ale konsekwentnie odrabia straty poniesione na fali kryzysu finansowego. Cieszyć może przede wszystkim fakt, że o ile rok temu dzienne wahania naszej waluty przyprawiały o zawrót głowy, teraz wszystko odbywa się jakby leniwie, bez specjalnych fajerwerków.

Warto jednak pamiętać, że to nie powrót do sytuacji z 2008 r., kiedy nasza waluta biła rekordy siły (nawet 3,20 zł za euro), ale raczej efekt słabości europejskiego pieniądza. Dla euro nadeszły ciężkie czasy, bo z jednej strony cały czas trwa gaszenie pożaru w greckich finansach i spekulowanie o konieczności ratowania Aten przed kompletnym upadkiem, a z drugiej strony coraz bardziej niepewna staje się sytuacja Hiszpanii. Gdyby kłopoty tej gospodarki, stanowiącej pod względem potencjału 10 proc. strefy euro, okazały się naprawdę poważne. Kurs euro może się załamać.

Gdy zatem nasz złoty zyskuje do euro, równocześnie wcale nie umacnia się wobec dolara czy funta. Oczywiście marne to pocieszenie dla eksporterów, bo dla nich istotne znaczenie ma głównie europejskie pieniądz. Ale kursy w granicach 4,50-4,80 zł za euro nie były ani normalne, ani korzystne dla wiarygodności naszej gospodarki.

Co dalej? To oczywiście wróżenie z fusów, bo na kursy walut wpływa olbrzymia liczba czynników – nie tylko twardych ekonomicznych danych, ale też tzw. nastrojów na rynku czy po prostu prób spekulacji nastawionej na jak najszybszy zysk. Logika podpowiada, że złoty powinien się dalej umacniać – polska gospodarka rośnie szybciej od innych, deklarujemy walkę z nadmiernym deficytem, sytuacja polityczna jest w miarę spokojna, odżywają zagraniczne inwestycje. Niektórzy prognozują, że jeszcze w tym roku dojdziemy do 3,50 zł za euro.

Ale równie dobrze może stać się dokładnie odwrotnie. Jakiekolwiek poważne zawirowania na świecie, jak choćby mityczna druga fala kryzysu, mogą zaszkodzić złotemu równie poważnie jak ostatnio. Jeśli rząd straci swój zapał do oszczędzania, polska waluta też może ucierpieć. Najkorzystniejszym dla naszej gospodarki byłoby dalsze umacnianie złotego, ale w bardzo powolnym tempie. Niestety, rynki zawsze mają jakieś niespodzianki w zanadrzu.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj