Baron sprzedaży bezpośredniej
Wyścigi w pościeli
Biznes trzydziestolatka Bartłomieja Remplewicza kręci się bez reklamy.
Życie na własny rachunek zaczął jako osiemnastolatek
Mariusz Forecki/Tam Tam

Życie na własny rachunek zaczął jako osiemnastolatek

Zanim Bartłomiej Remplewicz stał się biznesmenem, najpierw nie chciało mu się uczyć. Mama wychodziła na szóstą do pracy, a on dojeżdżał do szkoły autostopem i nie zawsze dojechał. A w najlepszym razie zostawało mu kilka minut na odpisanie lekcji od kolegi. Kubeł zimnej wody wylał się na głowę, gdy nie zdał do liceum sportowego. Poszedł uczyć się na cukiernika. – Kiedy koledzy wybierali się wieczorem na imprezę, ja musiałem iść na nocną zmianę do piekarni – wspomina.

Życie na własny rachunek zaczął jako osiemnastolatek. W baraku, który jeszcze w PRL zbudował ojciec w poznańskim osiedlu Bajkowe. W tym szpecącym nawet peerelowskie bloki nieotynkowanym budynku młody Bartek postanowił smażyć pączki. – W nocy robiłem pączki, rano rozwoziłem je do sklepów, a potem biegłem na AWF, gdzie zaocznie studiowałem – opowiada. – Kiedy więc zgłosił się kolega z pomysłem na łatwiejsze życie, chętnie się zgodziłem. Zwłaszcza że byłem pewien, iż to on ma kapitał, skoro jeździ Mercedesem. Z kolei on liczył, że pieniądze są u mnie. Mam przecież cukiernię.

Gdy się okazało, że obaj są goli, pożyczyli przyczepę od szwagra i z niewielką gotówką pojechali do Przyborowa po pierwszą partię wełnianej pościeli. Kolega zapewniał, że mogą zarobić nawet 20 proc. Był 1992 r. i kto mógł, a częściej musiał, brał sprawy (...)

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną