GŁOS 2: Nie likwidujmy OFE!
Nie likwidujmy OFE!
Jeremi Mordasewicz, członek Rady Nadzorczej ZUS, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan
Dziś cztery osoby pracują na jednego emeryta, a za 20 lat jednego emeryta będą utrzymywać zaledwie dwie osoby
Ramona Heim/PantherMedia

Dziś cztery osoby pracują na jednego emeryta, a za 20 lat jednego emeryta będą utrzymywać zaledwie dwie osoby

Zlikwidować OFE! – wzywa prof. Leokadia Oręziak w tygodniku „Polityka” (www.polityka.pl), a wtóruje jej redaktor Jacek Żakowski w TVP i „Gazecie Wyborczej”. To przez OFE nasze państwo jest tak bardzo zadłużone. Do tego obowiązkowe oszczędzanie na emeryturę w OFE naraża emerytów na straty w wyniku kryzysów finansowych i inflacji.

„Czy państwo ma nadal rezygnować z ważnych wydatków na służbę zdrowia, domy dziecka, wojsko, policję, podnieść podatki, czy może jednak pozamykać OFE?” – pyta retorycznie pani profesor. Gdyby taka alternatywa była prawdziwa, to odpowiedź byłaby oczywista: trzeba zlikwidować OFE, bo potrzebujemy więcej pieniędzy, a podatków nie chcemy podnosić. Jednak takie sformułowanie problemu to demagogia, zrozumiała w przypadku polityków wykorzystujących dyskusję o systemie emerytalnym dla zdobycia głosów wyborczych, ale zaskakująca w przypadku naukowca.

Nasz system emerytalny składa się z dwóch części. Pierwsza, zwana repartycyjną, ma charakter umowy międzypokoleniowej: my płacimy składki w wysokości 1/5 wynagrodzenia i z nich wypłacane są na bieżąco emerytury dla naszych rodziców. W przyszłości nasze dzieci będą w ten sam sposób finansować nasze emerytury. Jak długo kolejne pokolenia były liczniejsze od poprzednich, a średni czas życia wydłużał się powoli, system taki wystarczał. Obecnie rodzi się jednak mniej dzieci i liczba pracujących będzie malała, żyjemy jednocześnie coraz dłużej i liczba emerytów rośnie.

Dziś cztery osoby pracują na jednego emeryta, a za 20 lat jednego emeryta będą utrzymywać zaledwie dwie osoby. Nie możemy obciążyć pokolenia naszych dzieci dwukrotnie wyższą składką, bo byłoby to nieuczciwe. A nawet gdybyśmy chcieli to zrobić, to zapewne część pracujących odmówiłaby płacenia tak wysokich składek i przeszła do szarej strefy lub wyjechała za granicę.

Dlatego obok repartycyjnej części systemu emerytalnego dobudowaliśmy część kapitałową. 63 proc. płaconej przez nas składki emerytalnej trafia do ZUS i przeznaczane jest natychmiast na wypłatę świadczeń obecnym emerytom, a 37 proc. składki trafia do wybranego przez nas funduszu emerytalnego, który inwestuje nasze oszczędności, starając się wypracować jak największy zysk. To prawda, że gromadzenie części składek na naszych kontach w funduszach emerytalnych zmniejsza wpływy do ZUS, ale gdybyśmy z tego zrezygnowali, to pokolenie naszych dzieci padłoby przygniecione ciężarem naszych emerytur.

Likwidacja OFE, czyli systemu oszczędzania na emeryturę, nie zmniejszy zobowiązań finansowych państwa wobec emerytów, ale je ukryje. Gorączka nie spadnie po stłuczeniu termometru. Podstawową przyczyną obecnego deficytu systemu emerytalnego są przywileje emerytalne i zbyt niski wiek przechodzenia na emeryturę, w wyniku czego składki pokrywają tylko 2/3 wypłacanych emerytur. Jeżeli chcemy rzeczywiście powstrzymać narastanie zadłużenia państwa, a nie tylko je ukryć, musimy dalej ograniczać emerytalne przywileje górników, rolników, pracowników służb mundurowych i kobiet, które przechodzą na emeryturę 5 lat wcześniej od mężczyzn, mimo że żyją od nich 5 lat dłużej.

Jest jeszcze jeden ważny argument przemawiający za utrzymaniem części kapitałowej systemu emerytalnego.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że dzięki wprowadzeniu kapitałowej części systemu wyższe będą również nasze emerytury z części tzw. zusowskiej (repartycyjnej)!
OFE inwestują nasze oszczędności i przyczyniają się tym samym do rozwoju gospodarki i zwiększenia zatrudnienia. Część oszczędności gromadzonych w funduszach emerytalnych lokowana jest w akcje przedsiębiorstw na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Dopływ tego kapitału umożliwia spółkom zwiększenie inwestycji, szybszy rozwój i modernizację, zwiększenie zatrudnienia, wzrost wydajności pracy i wynagrodzeń.

W tym samym czasie nasze składki trafiające do ZUS są zapisywane na naszych indywidualnych kontach i corocznie waloryzowane. Wielkość tej waloryzacji zależy natomiast od wzrostu liczby pracujących i wzrostu płac. A dzięki kapitałowi napływającemu z funduszy emerytalnych do przedsiębiorstw tworzone są nowe, bardziej produktywne miejsca pracy, wzrasta zatrudnienie i płace. W efekcie waloryzacja składek w ZUS jest wyższa i wyższe będą emerytury.

Żałuję, że OFE mogą inwestować w akcje tylko 40 proc. naszych oszczędności. W praktyce, musząc liczyć się z wahaniami wartości akcji, mogą w nie inwestować maksymalnie 30–35 proc. Gdybyśmy znieśli to ograniczenie, OFE mogłyby w jeszcze większym stopniu przyczynić się do rozwoju i modernizacji polskiej gospodarki z korzyścią dla emerytów i pracujących. Mogłyby być szerzej zaangażowane w prywatyzację sektora energetycznego, który bardzo potrzebuje kapitału do sfinansowania inwestycji. Biorąc zaś pod uwagę, że inwestycje w energetyce mają charakter długoterminowy i są bezpieczne, bo zapotrzebowanie na energię będzie rosnąć, idealnie pasują do długoterminowego charakteru inwestowania OFE i byłyby korzystne dla przyszłych emerytów.

Pani profesor Oręziak uważa, że: „Wszystkie środki już znajdujące się w OFE powinny zostać ustawowo przeniesione do ZUS, a same fundusze przejść do historii”. Jestem temu zdecydowanie przeciwny, bo efektem takiego posunięcia byłoby zwiększenie bieżącej konsumpcji, a zmniejszenie inwestycji, które już teraz są zbyt małe, aby zapewnić Polsce szybką modernizację i rozwój.

Teoretycznie, gdybyśmy zrezygnowali z przekazywania części składki emerytalnej do OFE i całe składki przekazywali do ZUS, to moglibyśmy zmniejszyć dotacje z budżetu państwa do ZUS i „zaoszczędzone” w ten sposób pieniądze przeznaczyć na inwestycje. Ale ta teoria jest oderwana od rzeczywistości. Po pierwsze, politycy starają się przypodobać wyborcom i wydatki na bieżącą konsumpcję wypierają wydatki na inwestycje, które procentują dopiero w przyszłości. Politycy woleli przyznać „becikowe” zamiast budować przedszkola. Po drugie, inwestycje, o których decydują politycy, są bardzo często nieefektywne. OFE inwestują w spółki, które mają największe szanse na rozwój i wzrost wartości, politycy najchętniej „inwestują” w branże i regiony, w których mogą pozyskać najwięcej głosów wyborczych. OFE zdecydowanie efektywniej niż politycy i urzędnicy przekształcają nasze oszczędności w inwestycje.

Stwierdzenie, że: „Danie PTE wolnej ręki w grze na giełdzie pieniędzmi emerytów można porównać do zezwolenia im na hazard”, jest zadziwiające w ustach profesora Szkoły Głównej Handlowej. Po pierwsze, pani profesor podważa rolę giełdy w gospodarce, przyrównując ją do kasyna. Nie widzi różnicy między inwestowaniem oszczędności w akcje spółek, po przeanalizowaniu ich kondycji i perspektyw rozwoju, a hazardem. Po drugie, nie dostrzega faktu, że inwestycje funduszy emerytalnych mają charakter długookresowy i zarządzający nimi są najmniej skłonni do krótkoterminowych spekulacji i podejmowania ryzyka. Po trzecie, wprowadza w błąd czytelników, sugerując, że PTE, czyli powszechne towarzystwa emerytalne zarządzające funduszami emerytalnymi, mają wolną rękę w zarządzaniu naszymi pieniędzmi. W praktyce działalność funduszy jest silnie regulowana i nadzorowana, aby nie dopuścić do nadmiernego ryzyka. Fundusze emerytalne nie mogą używać instrumentów finansowych o wysokim ryzyku, spekulować opcjami walutowymi, zawierać transakcji terminowych na surowce czy indeksy giełdowe.

Debata na temat kapitałowej części systemu emerytalnego ożywiła się, kiedy nasze oszczędności w OFE zmniejszyły się w wyniku spadku wartości akcji na giełdzie w 2008 r. Ale pamiętajmy, że lęk jest złym doradcą. Kiedy emocje przysłaniają racjonalne argumenty, podejmujemy często błędne decyzje.

Zamiast likwidować OFE, jak proponuje prof. Leokadia Oręziak, lub zmniejszać przekazywaną do nich część składki, co proponuje Ministerstwo Pracy, powinniśmy wyciągnąć wnioski z dziesięcioletnich doświadczeń działalności OFE. Należy zmienić regulacje, którym podlegają, aby mogły bardziej efektywnie inwestować nasze oszczędności i wypracować dla nas większe zyski.

Należy poszerzyć możliwości inwestowania oszczędności – szczególnie osób młodych – w akcje, a oszczędności osób zbliżających się do emerytury stopniowo przenosić do funduszy bezpieczniejszych. Wynagrodzenie dla powszechnych towarzystw emerytalnych za zarządzanie trzeba natomiast w większym stopniu uzależnić od wyników inwestycyjnych w długim okresie oraz zmniejszyć dopuszczalne wydatki na akwizycję i reklamę. Nie likwidujmy OFE, bo wbrew powszechnej opinii na ich działalności wszyscy zyskamy, zarówno pracownicy, jak i emeryci.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj