GŁOS 3: Emerytalny karambol
Emerytalny karambol
Dr Tomasz Kasprowicz, wspólnik w firmie Gemini, zajmującej się wdrożeniami IT w przedsiębiorstwach, prokurent doradczej spółki Matbud
Czy słuszne jest zamknięcie ZUS, czy może jednak likwidacja OFE?
Ludger Banneke-Wilking/PantherMedia

Czy słuszne jest zamknięcie ZUS, czy może jednak likwidacja OFE?

Prof. Leokadia Oręziak, proponując „Zlikwidować OFE”, przytacza argumenty często kuriozalne. Pisze, że otwarte  fundusze emerytalne mają być odpowiedzialne za wzrost zadłużenia publicznego, zapominając, że składki emerytalne nie mają służyć finansowaniu strefy publicznej, tylko zabezpieczeniu przyszłych emerytur, zaś „samonapędzający się mechanizm tworzenia długu publicznego” jest wynikiem rozbuchanych wydatków, a nie istnienia OFE. Pani profesor wytyka także fakt, że środki w OFE są narażone na straty związane z załamaniami rynków finansowych, ale zapomina dodać, że narażone są także na zyski w czasach hossy. Należy zauważyć, że pomimo wszystkich zawirowań w okresie kilkudziesięcioletnim inwestowanie w instrumenty finansowe przynosiło znaczące zyski, zaś straty z okresu kryzysu zostawały zawsze odrabiane.

Oczywiście, przeszłe wyniki nie gwarantują osiągnięcia sukcesu w przyszłości, ale dają nam pewne wskazówki. Zgodzić należy się jednak z opinią, że opłaty pobierane przez te instytucje są znaczące i powinny ulec zmniejszeniu. Nie powinno się to jednak odbyć na drodze administracyjnej, ale dzięki konkurencji na tym rynku.

Czy słuszne jest zamknięcie ZUS, czy może jednak likwidacja OFE? Prawda jest taka, że z punktu widzenia naszych emerytur nie ma to większego znaczenia. Powodem jest fakt, że na emerytury odkładamy pieniądze, a nie chleb, elektryczność czy też lekarstwa, choćby dlatego, że nie da się ich przechowywać tak długo. Siłą rzeczy musimy liczyć wyłącznie na to, ile uda się wyprodukować w kraju w czasie, kiedy będziemy na emeryturze. Jeśli młodzi ludzie w wieku produkcyjnym nie będą w stanie wytworzyć wystarczająco dużo, by zaspokoić swoje i nasze potrzeby, zaczną się napięcia pomiędzy pokoleniami.

Co zatem zrobić, by uniknąć takiego scenariusza? Rozwiązań może być kilka. Po pierwsze, można do Polski zaprosić imigrantów. Problem w tym, że starzeją się niemal wszystkie kraje, zatem imigranci będą mogli wybierać w lokalizacjach znacznie bardziej atrakcyjnych niż Polska. Zwiększenie wydajności pracy może być innym rozwiązaniem, ale nie do końca mamy na to wpływ.

Najprostsze i najpewniejsze jest inne rozwiązanie: nie przechodzić za szybko na emeryturę. Wtedy liczba pracujących zwiększy się na tyle, że utrzymanie niepełnosprawnych, ludzi z demencją, nienadających się do pracy z racji bardzo zaawansowanego wieku nie będzie problemem. Aby mieć więcej chleba do podziału, trzeba po prostu więcej go upiec. Oczywiście proste podniesienie wieku emerytalnego nie jest tu rozwiązaniem, bo – jak słusznie zauważają związkowcy – trudno sobie wyobrazić 70-letniego górnika dołowego czy kierowcę autobusu.

Nie znaczy to jednak, że górnik musi przechodzić na emeryturę w wieku 50 lat. Po prostu należy zadbać o to, żeby ludzi w tym wieku przekwalifikować do takich zawodów, gdzie wiek nie jest wadą. Praca w branżach takich jak edukacja, opieka nad dziećmi, niepełnosprawnymi, administracja, kontrola jakości i wielu innych wydaje się naturalnym pomysłem. Zmiany w procesach produkcji, takie jak robotyzacja, również mogą stworzyć warunki odpowiednie dla ludzi starszych.

Celem polityki powinno być zatem tworzenie w społeczeństwie kultury pracy, gdzie emerytura jest rozwiązaniem dla ludzi, którzy rzeczywiście nie są w stanie pracować, zaś praca jest elementem budowania własnego człowieczeństwa oraz identyfikacji swojego miejsca w społeczeństwie. Niestety, politycy jak zwykle zamiast meritum zajmą się deliberacją, ile procent składki przekazać komu i na co, jakby miało to wpływ na nasz dobrobyt w przyszłości.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj