szukaj
Polska polityka morska
Bardzo suche doki
Dlaczego morze, które żywi tak wiele krajów, dla nas jest głównie źródłem problemów?
Arrnau/Flickr CC by SA

Obchodzoną z pompą w lutym w Pucku 90 rocznicę zaślubin z morzem uświetnili i prezydent, i marszałek Sejmu RP. Spodziewano się też premiera, któremu Liga Morska i Rzeczna przyznała honorowe wyróżnienie – Pierścień Hallera. Ale za symbolicznym pierścieniem, który generał Haller wrzucił w 1920 r. do Zatoki Puckiej, poszły inwestycje – budowa portu, floty handlowej i wojennej, początki budowy stoczni w Gdyni. W ostatnim dwudziestoleciu odwrotnie – przemysły morskie obumierają. Dziś na Wybrzeżu hasło „polityka morska” kojarzy się głównie z powyborczym obsadzaniem posad.

Żałosne szczątki

Przestały istnieć przedsiębiorstwa połowów dalekomorskich. Z czterech wielkich firm (77 statków w 1990 r.) przetrwał tylko Dalmor – właściciel jednego trawlera i cennych nieruchomości w centrum Gdyni. O smętnych losach rybołówstwa dalekomorskiego zadecydowały czynniki zewnętrzne – podział łowisk pomiędzy państwa nadbrzeżne. Połowy bałtyckie też trzeba było ograniczyć, bo z powodu przełowienia rychło zabrakłoby ryb. Stąd wielka akcja (wkrótce zacznie się kolejna) złomowania kutrów i łodzi rybackich. Morskie rolnictwo dramatycznie się skurczyło.

Tu kończy się wpływ sił wyższych. Termin „nadzór właścicielski” w branżach morskich stał się synonimem zaniechania.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną