Plan pomocy dla krajów UE
Przestraszyć spekulantów
Niemalże w panice kraje strefy euro tworzą mechanizm ratunkowy, który już dawno powinien istnieć.

750 mld euro – taka kwota na pewno robi wrażenie. I właśnie o to chodziło ministrom finansów państw należących do strefy euro, gdy ogłaszali stworzenie zasad pomocy tym krajom, które wpadną w problemy porównywalne z greckimi. Oczywiście nikt nie planuje tak olbrzymiej sumy wydawać – ani teraz, ani w przyszłości. Byłby zresztą poważny problem z jej uzbieraniem, skoro prawie wszystkie państwa walczą z olbrzymimi dziurami budżetowymi. Ale dodając do siebie wszelkie gwarancje, powiększone jeszcze o ewentualną pomoc z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, można wysłać jasny sygnał – euro jeszcze nie umarło i będziemy go bronić, niezależnie od kosztów.

A właśnie na taką wiadomość czekał od tygodni cały świat. Europejska reakcja na grecki kryzys okazała się katastrofą – długie targi o kredyty dla Aten, przeciągane z powodu lokalnych wyborów w jednym niemieckim kraju związkowym, fatalnie zaważyły na wizerunku całej Unii. Interwencja ministrów finansowych jest próbą jego ratowania, choć niestety mocno spóźnioną. Oby uspokoiła panikę na rynkach, podsycaną ostatnio przez wypowiedzi niektórych amerykańskich (przypadek?) ekonomistów, wieszczących rychły koniec euro.

Patrząc na ostatnie paniczne zabiegi europejskich polityków, trudno nie wrócić na chwilę do przeszłości. Dziś łamana jest podstawowa zasada integracji walutowej, przyjęta w latach 90., podczas tworzenia euro. Oto okrężną drogą dopuszcza się pomoc jednych krajów innym w spłacie ich długów. Ale to efekt najcięższego grzechu europejskich polityków, którzy zniszczyli Pakt Stabilności i Wzrostu – gwaranta bezpieczeństwa wspólnej waluty, który miał stać na straży finansów publicznych krajów członkowskich. Gdyby ci, którzy przekraczali dopuszczalny deficyt w znacznie lepszych czasach od dzisiejszych, byli od razu przykładnie karani, cała Europa w kryzys weszłaby ze stosunkowo niskim długiem publicznym. Francuzi czy Niemcy nie mają dzisiaj moralnego prawa krytykować Grecji czy Portugalii, bo sami doprowadzili praktycznie od unicestwienia Paktu Stabilności i Wzrostu. Teraz trzeba zapłacić za to wysoką cenę.

Miejmy nadzieję, że nie wyniesie ona 750 mld euro. Ale nawet jeśli będzie znacznie niższa, to i tak fatalna wiadomość dla Polski. Każde euro wydane dzisiaj z powodu kryzysu zadłużeniowego, to jeszcze mniejsza niż wcześniej ochota krajów bogatszych na finansowanie unijnego budżetu. Nie mówiąc już o zagrożeniu dla i tak bardzo słabego ożywienia gospodarczego w Europie. Nawet jeśli Polska, jako nieuczestnicząca w strefie euro, nie musi wykładać pieniędzy na pomoc dla Grecji, nas też te turbulencje mogą sporo w przyszłości kosztować. I nie skończyć się tylko wahaniami kursu złotego.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj