PZU już na giełdzie
Udany debiut
PZU wybierał się na giełdę od dziesięciu lat, ale nareszcie się udało. Powody do zadowolenia mają wszyscy.

Ci, którzy  zapisali się na akcje ubezpieczyciela z myślą, że od razu je sprzedadzą, bo cena w dniu debiutu skoczyła o 13 proc. Ponieważ można było dostać najwyżej 30 akcji, więc zarobek  wynosi około tysiąca zł, i z pewnością jest to suma, po którą warto się schylić. Ponieważ nie można się było „lewarować” (czyli wspomagać kredytem), zarobkiem nie trzeba dzielić się z bankami.

Ci, którzy zainwestowali w ubezpieczyciela na dłużej, też powinni się cieszyć. Największa polska spółka finansowa po ugodzie z Eureko nareszcie może zacząć się spokojnie rozwijać. Kryzys  przetasował karty na rynku, do kupienia jest sporo firm i PZU nareszcie może myśleć o przejmowaniu innych przedsiębiorstw. Ciągle ma sporo w kasie, banki z pewnością także nie odmówią spółce kredytu. Nowe zakupy są konieczne, ponieważ nasz narodowy ubezpieczyciel choć jest firmą ogromną, to pozostaje spółką lokalną. Powinien teraz skorzystać z nadarzających się okazji i rozejrzeć się za atrakcyjnymi spółkami za granicą. Ma szansę zostać liderem w naszym regionie Europy.

Powody do radości ma minister Aleksander Grad. Wejście PZU na parkiet jest faktycznym zwieńczeniem ugody, której nie był w stanie zawrzeć z Holendrami żaden z jego poprzedników. Do ostatniej chwili minister nie był pewien, czy debiut będzie udany, gdyż zawierucha na światowych rynkach, spowodowana kłopotami Grecji, mogła zniechęcić potencjalnych inwestorów. Co prawda sama cena akcji w dniu debiutu nie jest tak istotna, ma jednak znaczenie symboliczne. Zaś minister za chwilę na giełdę wprowadzi następne nasze srebro rodowe – energetyczną spółkę Tauron. Kolejnym powodem do radości jest dla Aleksandra Grada fakt, że to warszawska giełda jest miejscem, gdzie padł tegoroczny rekord – to największy debiut giełdowy w tym regionie Europy. Cichą ambicją ministra jest uczynić z naszego parkietu centrum finansowe Europy Środkowo - Wschodniej.

Radości nie ukrywa też prezes Andrzej Klesyk. Teraz będzie zarządzał spółką publiczną, od której politycy muszą trzymać się z daleka. Co prawda jest absolwentem Harvardu i ma świetne kwalifikacje, ale i tak kierowanie PZU to wielkie wyzwanie biznesowe. I w dodatku teraz będzie świetnie płatne - ponieważ minister skarbu zdecydował się na sprzedaż większej liczby akcji, niż pierwotnie planował, udział skarbu państwa w spółce wynosi mniej niż 50 proc. Dla prezesa Klesyka oznacza to, że przestaje go obowiązywać ustawa kominowa  i może zarabiać tyle, co jego konkurenci na rynku prywatnym.

Wreszcie do grona zadowolonych z debiutu trzeba też dodać Eureko. Holendrzy byli głównymi sprzedającymi udziały , więc dobra cena pozwala im z tej inwestycji wyjść z niezłym zyskiem.

Można też powiedzieć, że udało nam się zjeść ciastko i mieć ciastko. Zwolenników gospodarki rynkowej ucieszy fakt, że państwo ma w PZU już mniej, niż połowę udziałów, zaś przeciwników – że ciągle go kontroluje.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj