Marki polskie udające zagraniczne i odwrotnie
Polski Turek jest francuski
Chcemy się ubierać światowo, ale potrawy wolimy miejscowe. Dlatego polskie firmy odzieżowe udają zachodnie, a międzynarodowe koncerny spożywcze kryją się za polskimi markami.
Piotr Socha/Polityka

Fundacja Dajesz Pracę.pl zorganizowała akcję mającą na celu wyłonienie firm, które konsumenci mogliby nazwać wizytówkami Polski 2010 r. Badania przeprowadził TNS OBOP. Okazało się, że za najbardziej udane i godne polecenia polskie produkty uważamy napoje, a za najlepszą firmę polską – Hortex. Problem w tym, że od dobrych kilku lat jest on własnością funduszy amerykańskich, więc nie spełnia głównego kryterium.

Kiksów w badaniu było więcej. W branży kosmetycznej jako wizytówkę Polski 2010 wyłoniono Sorayę, także dawno temu przejętą przez Amerykanów. Nie uwzględniono natomiast polskiej Dermiki. Czy dlatego, że nazwa brzmiała obcojęzycznie? Jak widać, sami organizatorzy nie nadążają za zmianami własnościowymi w rodzimym biznesie.

Wpadki te łatwo wytłumaczyć: firmy same starają się o to, by nas wprowadzić w błąd. Metka Gino Rossi na butach celowo ma budzić skojarzenia z Włochami znanymi z modnego obuwia. Mało kto wie, że jest to firma polska, choć jednym z jej założycieli był przed laty prawdziwy Włoch. Simple, Hexeline czy Reserved także celowo brzmią z angielska. Mają się kojarzyć raczej z modą londyńską niż warszawską. Nic dziwnego, że polska odzież i obuwie to ostatnie produkty, które polecilibyśmy obcokrajowcom. Przecież nawet nie wiemy, które są nasze.

Polak lubi chrzanić

Ulice polskich miast, (...)

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną