Zbigniew Derdziuk: ZUS-prezes od emerytur
Boski prezes
Zbigniew Derdziuk, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych - największej publicznej instytucji finansowej w kraju - 12 września poprowadzi swoich pracowników na Jasną Górę.
Zbigniew Derdziuk - prezes, który zarządza milionami emerytur i miliardami złotych
Newspix.pl

Zbigniew Derdziuk - prezes, który zarządza milionami emerytur i miliardami złotych

Czytaj także

Koszt organizacji pielgrzymki dla kilku tysięcy osób z całego kraju zostanie pokryty z funduszu socjalnego ZUS.

Zakład poligraficzny ZUS z tej okazji wydrukował specjalne śpiewniki. Na wypadek, gdyby nie każdy pamiętał słowa pieśni maryjnych. Na wewnętrznych stronach internetowych ZUS można przeczytać, że „autokary poszczególnych grup powinny być oznakowane logo Pierwszej Ogólnopolskiej Pielgrzymki Pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (wzór logo w załączeniu) z dopisaną nazwą  miasta. Informujemy,że logo Pielgrzymki może być również wykorzystywane do przygotowania okolicznościowych bannerów przez grupy z poszczególnych Oddziałów, do czego serdecznie zachęcamy”. Po skompletowaniu listy uczestników o szczegółach pielgrzymki informowano już zainteresowanych bezpośrednio.

Koszt organizacji pielgrzymki - wydatki na zakwaterowanie, wynajem autokarów itp. - zostanie pokryty z funduszu socjalnego ZUS (obowiązkowego dla każdego przedsiębiorcy w Polsce, jeśli zatrudnia powyżej 20 osób). Mimo to w Internecie podniósł się bunt. Na forum pracowników ZUS ktoś podający się za wyznawcę Hare Kriszna, wystąpił z postulatem dofinansowania przez fundusz socjalny pielgrzymki do Indii. Przedstawicielka emerytów w Radzie Nadzorczej ZUS, Jadwiga Einstein, ewangeliczka, zapowiedziała, że poruszy tę sprawę na zebraniu. Może nie do Indii, ale odmowa dofinansowania pielgrzymki na Grabarkę z pewnością może być uznana za dyskryminację innych wyznań.

Jeremi Mordasewicz, ekspert gospodarczy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, a także członek rady nadzorczej ZUS, stanowczo uważa, że nie należy instytucji państwowej mylić z religijną. Akcja chrystianizacyjna prezesa Derdziuka budzi też pewną konfuzję w Ministerstwie Pracy. Nie na tyle dużą jednak, aby interweniować. Tym bardziej że prezes ZUS jest politycznie bliski Minister Pracy Jolancie Fedak.

Wpływowy i zaprzyjaźniony

Nie jest tajemnicą, że pani minister Jolanta Fedak z faktu, iż Zbigniew Derdziuk wygrał w 2009 r. konkurs na prezesa ZUS, była niesłychanie zadowolona. Wiadomo było, że wywodzi się on ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości, przyjaźni z wieloma osobami, które kiedyś – razem z Lechem Kaczyńskim - pracowały w ratuszu. - Może dzięki temu pan prezydent łaskawszym okiem spojrzy na ustawy, wychodzące z resortu – spekulowano. Już po wyborze okazało się, że były to marne nadzieje,  bo pomysły Jolanty Fedak i tak były przez prezydenta Kaczyńskiego wetowane.

Gdy w październiku zeszłego roku Derdziuk wygrywał konkurs na prezesa państwowego zakładu ubezpieczeń społecznych, na korytarzach Kancelarii Premiera mówiono, że lepszego kandydata po prostu nie znajdą. Dziś mówi się tam o tym, o czym głośno w ZUS: że prezes coraz bardziej otacza się ludźmi z PiS. Organizuje się  konkursy na niskie stanowiska, a potem wygrani szybko awansują.

Do czasu objęcia ZUS Zbigniew Derdziuk nigdy się nie eksponował. Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha poznał go w czasie rządów AWS, gdy – za namową Mariana Krzaklewskiego – największe firmy państwowe zrzuciły się na sfinansowanie Telewizji Familijnej. – Derdziuk reprezentował w niej interesy ojców Franciszkanów, to oni byli posiadaczami koncesji  - pamięta Gwiazdowski. W tworzenie katolickiej telewizji był zaangażowany także Wiesław Walendziak, bardzo bliski Derdziukowi, lider grupy tzw. Pampersów. W czasie rządów AWS Derdziuk razem z nim pracował w zarządzie Telewizji Polskiej. Ale najbliżej - wtedy i teraz - jest z Kazimierzem Marcinkiewiczem. Dzięki niemu po raz pierwszy trafił do Kancelarii Premiera.

Po  przegranej AWS w wyborach parlamentarnych, młodzi ambitni politycy się nie rozpierzchli. Wręcz odwrotnie. Zaczynali się przygotowywać do powrotu do władzy. W tym celu Walendziak założył Instytut Środkowoeuropejski. Po kilku latach powie „Polityce”, że miał to być think tank prawicy, druga Ordynacka, tylko jeszcze lepiej przygotowana do władzy. Ojcami założycielami, oprócz Walendziaka, byli Kazimierz Marcinkiewicz, Zbigniew Derdziuk, Jarosław Sellin, Cezary Michalski, Konrad Szamański (obecnie eurodeputowany PiS), Jarosław Bauc (obecnie prezes operatora sieci Plus GSM). Na zebrania często wpadał Jarosław Kaczyński i Ludwik Dorn.

Wykształcony i ustosunkowany

W oficjalnym życiorysie Zbigniewa Derdziuka, urodzonego w 1962 roku w Skierbieszowie pod Zamościem, przeczytać można, że jest on absolwentem socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Oraz, że przeszedł wiele szkoleń zagranicznych z zakresu bankowości, rachunkowości, zarządzania. Gdy został prezesem ZUS, w oficjalnym życiorysie pojawiło się też, że ukończył  renomowaną hiszpańską IESE Business School z Barcelony. Doktoryzował się tam m. in. Cezary Mech, wiceminister finansów w rządzie Marcinkiewicza. W jego rządzie Derdziuk kierował potem kancelarią premiera.

Szkoła w Barcelonie uznawana jest za kuźnię kadr Opus Dei, międzynarodowej organizacji katolickiej.

Gdy na przełomie 2006 i 2007 r. wybuchła afera w Banku Gospodarki Komunalnej, okazało się że dużo ma w nim do powiedzenia właśnie Zbigniew Derdziuk, choć jest tam tylko członkiem rady nadzorczej. Afera była odpryskiem konfliktu Marcinkiewicza z Zytą Gilowską. Pani wicepremier robiła czystki w państwowym BGK,  wyrzucając z niego ludzi Marcinkiewicza. A media donosiły że w jego radzie nadzorczej są głównie członkowie Opus Dei.

Zaufany PiS, zaufany PO

Po dymisji Kazimierza Marcinkiewicza i zesłaniu go przez prezesa PiS do warszawskiego ratusza jako komisarza miasta, kancelarię prezesa Rady Ministrów opuścił też Zbigniew Derdziuk. Także wylądował w magistracie, na mało eksponowanym stanowisku. Kaczyńscy najwyraźniej nie mieli do niego na tyle zaufania, by pozostawić mu kierowanie kancelarią. By to on nadal decydował, która ustawa jest warta tego, by dyskutować ją w Komitecie Stałym Rady Ministrów. Nie pomogło  mu nawet to, że ma brata bliźniaka, profesora na KUL oraz rektora Wyższego Seminarium Duchownego Kapucynów w Lublinie. Drugi brat Zbigniewa jest egzorcystą.

Kiedy w 2007 roku władzę objęła koalicja PO-PSL, szefem kancelarii premiera został… Zbigniew Derdziuk. Wśród osób orientujących się w mechanizmach sprawowania władzy, budziło to ogromne zdziwienie. Derdziuk miał dostęp do największych tajemnic państwa. W nieoficjalnych rozmowach osoby bliskie premierowi rozkładały ręce: w PO nie było odpowiedniego człowieka, który byłby w stanie pokierować skomplikowanym organizmem, jakim jest kancelaria. Był też drugi powód – podobno o pracę dla Derdziuka prosił Tuska Kazimierz Marcinkiewicz. Media jeszcze nie pisały o romansie byłego premiera z Izabel i Marcinkiewicz w sondażach opinii wypadał rewelacyjnie. Niektórzy doradcy premiera Tuska nie wykluczali, że – być może – PO zrobi kiedyś użytek z popularności Marcinkiewicza. Dopiero po ponad roku Derdziuka zastąpił w Kancelarii Michał Boni.

Dzisiaj prezes ZUS już nie unika mediów, choć w rozmowie podkreśla, że gazet nie czyta. Najchętniej mówi o milionach kont przyszłych i obecnych emerytów, które - bez większych wpadek - prowadzi ta ogromna instytucja. Prezes ZUS to nie tylko ogromna władza, którą gwarantuje mu ustawa. W przypadku Derdziuka to także kontakty towarzyskie z osobami  na najwyższych stanowiskach w państwie. W czasie gdy był szefem Kancelarii Premiera, każdy minister, który chciał przekonać rząd do swojego projektu ustawy, najpierw musiał przekonać Derdziuka. Taki kapitał musi procentować.

Dopóki więc ZUS regularnie wypłaca emerytury, o jedną Pielgrzymkę i kilka wspólnych modlitw nikt się na pewno prezesa czepiać nie będzie.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij