Santander - żarloczny bank
Emilito na zakupach
90 mln klientów, 13 tys. oddziałów, 11,6 mld dol. zysku – szef Santandera mógłby spocząć na laurach. Czego Emilio Botín szuka w Polsce?
Emilio Botín
EFE/Forum

Emilio Botín

Emilio Botín Sanz de Sautuola García de los Ríos jest znanym miłośnikiem golfa. Pewnego dnia, podczas gry na swoim luksusowym polu pod Madrytem, zobaczył w jeziorze martwego zająca. Wezwał pracownika i rozpoczął śledztwo – okazało się, że co tydzień topi się kilka zwierząt, bo pionowe brzegi sztucznego jeziora uniemożliwiają zającom wydostanie się z wody. Jeszcze tego samego dnia Botín urządził spotkanie ze współpracownikami i domagał się pomysłów, jak temu zapobiec. Ostatecznie stanęło na zrobieniu nasypów. Według pracowników Botína, historia nie dowodzi jednak troski o zwierzęta ani o środowisko, tylko jego obsesji na punkcie najmniejszego szczegółu. W Santanderze nic nie umknie prezesowskiemu oku.

Ta obsesja i rodzinna kontrola nad bankiem to główne powody, dla których Santander nie utopił fortuny ani w amerykańskim kryzysie finansowym, ani w zapaści hiszpańskiego rynku nieruchomości. Przeciwnie, 2007 r. zakończył rekordowym zyskiem (9,1 mld dol.), a gdy kilka miesięcy później konkurenci z pierwszej ligi walczyli o przetrwanie, Emilio Botín ruszył na zakupy. W Wielkiej Brytanii przejął bank Alliance&Leicester, a trzy tygodnie później Bradford&Bingley, po czym połączył oba z posiadanym już Abbey National. Prezes Santandera to żywy dowód, że nie trzeba płynnie mówić po angielsku, by rozdawać karty w biznesie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną