szukaj
Dziwne przywileje podatkowe
Małe jest sprytne
Szara strefa i liczni fikcyjni przedsiębiorcy to uboczny skutek przywilejów podatkowych, zwłaszcza kosztów uzyskania przychodu.
Łukasz Król/Forum

Statystycznie Polacy stali się niesamowicie przedsiębiorczym narodem. Zatrudnionych jest ponad 11 mln osób, ale prawie 3 mln osób figuruje w GUS jako właściciele firm. Olbrzymia większość z nich to biznesmeni, tacy jak pan Adam i Robert, którzy polecają się w Internecie jako solidni wykonawcy drobnych remontów w mieszkaniach. Pomalują ściany, zmienią glazurę w łazience, położą wykładzinę. Wbrew pozorom ten remontowy duet nie składa się z właściciela firmy i pracownika, to już raczej „konsorcjum biznesowe”. Obaj panowie są właścicielami swoich jednoosobowych firm. Inaczej się nie kalkuluje.

Jeszcze przed wielką reformą podatkową, która w 1992 r. wprowadziła powszechny PIT, ktoś w Ministerstwie Finansów wymyślił, że najdrobniejsze firmy mogą rozliczać się z państwem w sposób uproszczony, na tak zwaną kartę podatkową. Urzędnik najwyraźniej był na pełnym etacie i musiał uzasadnić rację swojego zatrudnienia. Więc to uproszczenie przyozdobił własnymi wyliczeniami. Dziś karta uważana jest za bardzo atrakcyjną formę opodatkowania, pod warunkiem jednak, że przedsiębiorca nikogo nie zatrudni.

Robert i Adam płacą fiskusowi miesięcznie, jako podatek, po 145 zł. Mogą sobie od tego odliczyć 180 zł, jakie równocześnie płacą do ZUS jako obowiązkową składkę na zdrowie. To oznacza, że podatku nie płacą w ogóle. Muszą jednak odprowadzać składki na ubezpieczenie społeczne.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną