szukaj
Polskie PKB 4,2 proc. na plusie!
W szpicy peletonu
Jeszcze na początku ubiegłego roku polska gospodarka ledwo się rozwijała. Owszem, na tle innych europejskich państw byliśmy - jak mówił Donald Tusk - „zieloną wyspą”, na której jednak niewiele rosło. Od tego czasu z każdym miesiącem jest jednak lepiej, a trzeci kwartał br. autentycznie makroekonomistów zaskoczył.

Polski Produkt Krajowy Brutto, najważniejszy, pojedynczy wskaźnik określający kondycję ekonomiczną kraju, wzrósł w stosunku rocznym o 4,2 procent. W skali całego roku aż tak słodko nie będzie - pierwsza połówka była trochę słabsza - ale powód do zadowolenia jest. Ciekawe, jakie nowe, barwne porównanie z tej okazji wymyśli premier? Zielona wyspa już się trochę wszystkim przejadła i niepotrzebnie kojarzy dzisiaj z ...Irlandią. Drugim, po Grecji, chorym dzieckiem eurolandu.

Skąd wzięło się to nieoczekiwanie mocne przyspieszenie? Przede wszystkim z naszych konsumenckich wyborów. „Zawinili” wszyscy Polacy kupując więcej niż się spodziewano. Robimy to od miesięcy. W efekcie w październiku sprzedaż detaliczna (liczona rok do roku) wzrosła o 9 proc. Prywatna konsumpcja, znacznie mocniej niż eksport czy ciągle bardzo rachityczne inwestycje, napędza gospodarkę. Do końca roku nic się w tej dziedzinie nie zmieni. Idą święta, na które wydajemy coraz więcej. W statystyce będzie dobrze. A potem?

Eksperci Komisji Europejskiej są optymistami. Liczą, że przyszły rok dla Polski będzie jeszcze lepszy niż obecny, a nasza gospodarka jeszcze przyspieszy. Jej fundamenty, zwłaszcza na tle innych państw Unii, ciągle są w miarę zdrowe (choć dług publiczny na pewno za szybko wzrasta). Niepokoi, że polskie firmy zbyt mało inwestują. Ale - dzięki lepszej sytuacji na rynku pracy - rosnący popyt konsumpcyjny nadal powinien się utrzymać. To on, po raz kolejny, będzie najważniejszym motorem naszego wzrostu. Gorzej z eksportem, któremu coraz bardziej doskwierają gwałtowne zmiany walutowych kursów.

Te plany może oczywiście pokrzyżować kolejna odsłona finansowego kryzysu. W strefie euro, wstrząsanej perspektywą niewypłacalności kolejnych, mniejszych państw, jest ona na pewno możliwa i realna. Jeśli do niej dojdzie, spadnie popyt na polskie towary, banki znowu zaczną gwałtownie ograniczać kredyty, a spekulacyjny kapitał huśtać międzynarodowymi finansami. Wówczas wszystkie te piękne prognozy wezmą w łeb.

Na ewentualną realizację takiego scenariusza naprawdę nie mamy jednak większego wpływu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj