szukaj
Debata OFE: Balcerowicz kontra Rostowski
Wieczorne ekonomistów rozmowy
Wreszcie doszło do debaty, o której mówiono od tygodni, choć obaj panowie starali się jej unikać. Leszek Balcerowicz i Jacek Rostowski - wybitny ekonomista i wybitny minister finansów - próbują odpowiedzieć na pytanie, czy i jak zmiany w OFE, wprowadzane przez rząd, wpłyną na nasze przyszłe emerytury.
Leszek Balcerowicz i Jacek Rostowski - niegdyś bliscy współpracownicy, dziś merytoryczni przeciwnicy.
Maciej Biedrzycki/Forum

Leszek Balcerowicz i Jacek Rostowski - niegdyś bliscy współpracownicy, dziś merytoryczni przeciwnicy.

Reforma polskiego systemu emerytalnego, przeprowadzona przez rząd Jerzego Buzka w 1999 roku, była przez lata ukazywana jako nasz cywilizacyjny sukces. Przestawienie systemu ubezpieczeń tak, aby każdy obywatel miał indywidualne konto, na którym odkładane będą pieniądze na starość, w wielu europejskich rządach przedstawiano jako duże osiągnięcie. Już za 20-30 lat ten pomysł może nas ochronić przed skutkami starzenia się społeczeństwa, a więc głównym słabym punktem wszystkich dzisiejszych systemów emerytalnych, wywodzących się jeszcze z ery kanclerza Bismarcka (i zakładających pełną zastępowalność pokoleń).

Niestety - ta śmiała reforma miała jeden feler. Nie została dokończona. Żaden kolejny rząd nie odważył się pozbawić prawa do wcześniejszych emerytur licznych uprzywilejowanych grup zawodowych (m.in. rolników, górników, policjantów). Nie monitorowano też na bieżąco stabilności całego systemu. Nie wpłacono też do systemu dodatkowych pieniędzy, pochodzących z prywatyzacji (a takie założenie zrobił rząd Buzka). Tymczasem okazało się, że twórcy reformy nie docenili jej kosztów. Dla państwowej kasy oznacza to bowiem faktycznie utrzymywanie przez 2-3 dekady dwóch równoległych systemów emerytalnych - starego i "nowego". To obciążenie - w czasach gospodarczej prosperity dyskretnie przemilczane - objawiło się z całą mocą w czasie kryzysu gospodarczego.

Ratowanie kasy państwa

Już w zeszłym roku minister finansów Jacek Rostowski oraz kluczowi doradcy strategiczni, jak minister Michał Boni, alarmowali premiera Tuska, że Polski zwyczajnie nie stać na tak drogą reformę. Zanim społeczeństwo odczuje jej dobroczynne skutki, dwa równoległe systemy emerytalne - dla uproszczenia nazwijmy je ZUSowskim oraz OFE - które trzeba na kilka sposobów wspierać z państwowej kasy, dokumentnie wydrenują budżet państwa, które podzieli losy Grecji czy Irlandii. Kilka tygodni temu podjęto decyzję - składka emerytalna, trafiająca przy każdej wypłacie pensji na indywidualne konta obywateli w OFE, zostanie zmniejszona dzisiejszych z 7,3 proc. do 2,3 proc. Potem ma rosnąć, by w 2017 r. osiągnąć poziom 3,5 proc. Różnica trafiać będzie do ZUS, na specjalne subkonta. Zgromadzone na nich pieniądze będzie można dziedziczyć na takich samych zasadach, jak obecnie w OFE. Będą one waloryzowane rocznie lub kwartalnie (to ostatnie rozwiązanie dotyczy tych, którzy nabyli uprawnienia w trakcie roku) o wskaźnik wzrostu gospodarczego z ostatnich pięć lat i inflacji.

Dodatkowo, w ramach niejako rekompensaty, od przyszłego roku będzie można skorzystać ze specjalnej ulgi podatkowej. Dotyczy to osób, które zaczną odkładać dodatkowe pieniądze na tzw. indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego – IKZE. Tworzenie tych kont ma być dobrowolne i będzie można je zakładać w dowolnym OFE lub w innych instytucjach finansowych. Ulga ta wyniosłaby 4 proc. (od podstawy opodatkowania).

DEBATA: Balcerowicz kontra Rostowski

Rząd - ustami ministra Jacka Rostowskiego - przekonuje, że to jedyny sposób aby utrzymać stabilność systemu emerytalnego bez demolowania finansów państwa. Ta koncepcja spotkała się jednak z zajadłą krytyką Leszka Balcerowicza. Autor polskich reform rynkowych z początku lat 90. skrytykował pomysły rządu Tuska, nazywając je - mówiąc w skrócie - okradaniem przyszłych emerytów. Trwająca od kilku miesięcy dyskusja zaognia się, a kolejne głosy ekspertów, rozmaitych lobby oraz polityków, tylko zaciemniały obraz.

Dlatego od początku namawiano, aby główni antagoniści stanęli do merytorycznej debaty. Obaj panowie - znający się i współpracujący od lat - nie chcieli się jednak zgodzić. Ostatecznie jednak się udało. O poprowadzenie dzisiejszej debaty poproszono Jerzego Baczyńskiego, redaktora naczelnego Tygodnika POLITYKA oraz dziennikarza ekonomicznego TVP - Tadeusza Mosza.

Debata zaczęła się od pytania o to, czy nie jest po prostu spóźniona - wszak propozycje zmian w systemie emerytalnym na dniach trafią do Sejmu. Zdaniem Leszka Balcerowicza jest to już zbyt późno, a zmiany przeprowadzane są w tempie zbyt ekspresowym, jak na przepisy dotyczące wszystkich Polaków. Minister Jacek Rostowski tego poglądu nie podzielił, ale obaj zgodzili się, że jest ona niezbędna.

Leszek Balcerowicz przekonywał dalej, że wśród państw, które w ciągu ostatnich dwóch dekad przeprowadziły reformy emerytalne podobne do polskiej - m.in. kraje Ameryki Łacińskiej, kraje bloku post-sowieckiego - tylko te, w których do władzy doszli populiści oraz te, w których jest dramatyczna recesja, postanowiły się z tej reformy wycofać. Według Balcerowicza nie ma żadnych powodów, aby Polska szła tą drogą.

Jacek Rostowski przekonywał z kolei, że w system emerytalny jest dziś wmontowana "wada wrodzona" - uruchamia się mechanizm, w którym polski budżet dofinansowuje OFE, zaś OFE te same pieniądze pożyczają znów budżetowi państwa (mając obowiązek kupowania obligacji), pobierając po drodze prowizję. Minister finansów przekonywał, że pomysły rządu ograniczą dodatkowy koszt, jaki tworzy owa wada wrodzona.

DEBATA: Jak ciąć, aby przybywało

Jacek Rostowski przekonywał, że aktualne cięcie ma spowodować szybką poprawę sytuacji. Zaś przewidywane przez rząd obowiązkowe przeglądy sytuacji (co 3 lata) pozwolą potem korygować system. Na przykład dozwalając na większe inwestycje OFE w akcje.

Leszek Balcerowicz przekonywał, że lepiej szukać dodatkowych pieniędzy w cięciu rozrastającej się administracji publicznej, przywilejów emerytalnych górników i rolników. Warto też podnieść wiek emerytalny. Przypomniał też, że w państwowych spółkach wciąż jest zamrożone 100 mld zł, które powinno się odzyskać, większość z nich prywatyzując.

Dla Jacka Rostowskiego najprostszym sposobem na finansowanie dziury w systemie byłoby podniesienie podatków, na co z kolei - zdaniem ministra finansów - nigdy nie będzie zgody. Z niektórymi propozycjami ograniczania deficytu, podanymi przez Balcerowicza, minister finansów się zgodził. Przekonywał również, że rząd dokonuje szeregu kroków, które deficyt ograniczą.

Na ten moment debaty podstawowy spór między profesorami zdawał się sprowadzać do tego - czy pieniądze odbierane OFE powinny trafiać na indywidualne emerytalne konta kapitałowe, a więc budować kapitał osobisty każdego obywatela (Leszek Balcerowicz), czy też powinny pozostawać w gestii państwa, które je lepiej spożytkuje (Jacek Rostowski).

DEBATA: Ile w ZUSie, ile w OFE?

Jedno z kluczowych pytań w dyskusji padło - czy nasze przyszłe emerytury, po zmianach wprowadzonych przez rząd, będą wyższe, czy niższe. Zdaniem Jacka Rostowskiego będzie nam lepiej i gospodarka rozwijać będzie się szybciej, gdy oszczędności uzyskane na proponowanej przez rząd reformie zostaną zaintwestowane przez państwo w szkolnictwo, edukację, infrastrukturę. A lepiej rozwinięta gospodarka - to lepsza pozycja finansowa przyszłych emerytów.

Z kolei Leszek Balcerowicz przekonywał, że pozostawienie dzisiejszej składki - przy jednoczesnym przeprowadzeniu oszczędności budżetowych, reform finansów publicznych - da w przyszłości wyższe emerytury, niż te które chce nam zafundować swymi planami rząd. - Ścinając składkę, rząd daje sobie luz, aby dalszych reform nie robić - mówi Balcerowicz.

Podsumowanie

Leszek Balcerowicz: czy będzie przyjęte rozwiązanie, w którym ogół gospodarki będzie rósł? Chodzi tu też o zaufanie do państwa - reforma z 1999 roku to nie była zwykła ustawa, miliony ludzi zaufało państwu i weszło w ten system. Czy zmieniając go dziś, rząd nie narusza wiary w demokratyczną Polskę.

Jacek Rostowski: gdy tworzono reformę nikt nie przewidział, że ma ona wadę wrodzoną, która wytworzy dodatkowy, obciążający dług publiczny. Może lepiej, aby państwo zamiast spłacało ten dług, przeznaczyło pieniądze na edukację, drogi, lepszy standard życia obywateli?

A co państwo o tym sądzą? Zapraszamy do dyskusji na forum >>

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj