Po szczycie ratunkowym w Brukseli
Euro wersja 1.5
Kuracja wspólnej waluty daje nadzieję na ratunek, ale na pewno nie wystarczy. Polska udaje ambitnego ucznia, choć sama dotąd dobrego przykładu nie dała.

Miało być wielkie święto na cześć ulepszonego euro, ale portugalskie kłopoty popsuły ten ambitny plan. Po miesiącach twardych negocjacji udało się jednak uzgodnić kilka rozwiązań. Dzięki nim i rynki finansowe, i zwykli obywatele, mają przestać zgadywać, kiedy strefa euro się rozpadnie. Dobrze, że mechanizm ratunkowy krajów w kryzysie, który już funkcjonuje, zyska charakter stały i będzie miał do dyspozycji więcej środków niż dotychczas. Dobrze, że kraje używające wspólnej waluty będą większą niż dotąd uwagę zwracać na niebezpieczne procesy – przede wszystkim nierównowagę we wzajemnej wymianie handlowej, bilansie płatniczym i kosztach pracy. Wreszcie dobrze, że surowiej niż dotąd karani mają być ci, którzy łamią reguły dotyczące deficytu budżetowego i długu publicznego.

Ale też trudno się dziwić, że rezultaty zakończonego dziś szczytu wielu przyjęło bez entuzjazmu. Większość postanowień to bowiem raczej deklaracje, a nie twarde zobowiązania. Koordynacja polityk gospodarczych ma się odbywać na zasadzie corocznych porozumień. Nie będzie minimalnego wieku emerytalnego dla członków strefy euro, a i podatki nadal każdy może ustalać równie dowolnie jak dotąd. Co gorsza, także kraje łamiące reguły budżetowe nie będą karane automatycznie. Jest co prawda straszak w postaci bardzo surowych sankcji finansowych, ale czy rzeczywiście członkowie Unii odważą się wobec siebie na taki krok?

Reformie strefy euro - zakładając oczywiście, że to dopiero początek - trzeba dać szansę. Daleko jej do ideału, ale też musiała zostać zaakceptowana przez wszystkie kraje członkowskie. Jest więc kompromisem – na tyle odważnym, że bez nacisków rynków finansowych byłby nie do pomyślenia. Cieszy symboliczne otwarcie strefy euro na państwa pozostające poza nią, w tym Polskę. Nasz rząd, podobnie jak pięć innych, postanowił dobrowolnie przystąpić do Paktu Euro Plus, jasno pokazując, że przyszłość wiąże właśnie ze wspólną walutą. Uchwalenie reformy euro to bowiem też wyzwanie dla nas. Czy taka konstrukcja nam odpowiada i robimy wszystko, aby wstąpić do strefy euro jak najszybciej? Czy też reforma nas nie przekonała i odkładamy przyjęcie euro na dalszą przyszłość?

Obecność Polski w nowym Pakcie, nie do pomyślenia za czasów Jarosława Kaczyńskiego, to na pewno pozytywny sygnał dla naszych partnerów. Ale też trzeba szczerze powiedzieć, że wiele nas ona nie kosztuje. Mało prawdopodobne, aby kraje unijne były w ramach tych przepisów gotowe do przyjmowania konkretnych zobowiązań. Najbardziej wymagające elementy na razie i tak nas nie dotyczą. Nie wpłacamy pieniędzy do mechanizmu ratunkowego i nie udzielamy gwarancji krajom w trudnej sytuacji. Brak wielkiego zapału rządu w walce z deficytem nie wystawia nam najlepszego świadectwa, skoro właśnie dyscyplina budżetowa ma być w Unii teraz egzekwowana znacznie bardziej rygorystycznie niż dotąd.

Czy Polska jest na to gotowa? Deklaracje Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego w Europie to potwierdzają. Ich czyny w kraju raczej temu przeczą.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj