Komu podwyżki się należą, a kto je dostaje
Podwyżki nie dla wszystkich
Rosną ceny, więc pracujący coraz głośniej domagają się podwyżek. Mogą na nie liczyć ci, którzy już teraz zarabiają najwięcej.
Grupa biednych pracujących będzie rosła.
Piotr Socha/Polityka

Grupa biednych pracujących będzie rosła.

Pracownicy widzą, że wiele firm stać na podwyżki. Narodowy Bank Polski nie ukrywa, że przedsiębiorstwa, mające dziś zamrożone w depozytach aż 170 mld zł, już się odkuły po kryzysie. A jednocześnie na ankietę NBP, w której pada pytanie, czy zamierzają podnieść ludziom płace, twierdząco odpowiada zaledwie 20 proc. Podobne wnioski płyną z badań TNS OBOP, które są prowadzone co kwartał. Wynika z nich, że 65 proc. przedsiębiorstw w ostatnim półroczu nie podnosiło wynagrodzeń, a jeszcze więcej – bo 66 proc., w następnym także nie zamierza. Tylko 23 proc. bierze taką konieczność pod uwagę. To zwykle duże firmy, zatrudniające ponad 250 osób, raczej z kapitałem zagranicznym niż z polskim. Nawet jednak one nie planują podwyżek o więcej niż 3–5 proc. I nie wszystkim po równo.

Małe przedsiębiorstwa krajowe o podwyżkach na razie nie myślą. Ich sytuacja finansowa jest najtrudniejsza. Jeśli będą miały wolne środki, to raczej zapłacą „pod stołem”, by nie dekretować na stałe większego funduszu płac. Mogą go potem nie udźwignąć.

Skąd ten upór? Dr Jacek Męcina z Instytutu Polityki Społecznej UW, związany także z PKPP Lewiatan, tłumaczy, że przez ostatnie lata polskie firmy w ogóle nie inwestowały. Teraz nareszcie postanowiły się rozwijać. – Inwestycje są konieczne, bez nich nie przybędzie nowych miejsc pracy – tłumaczy Męcina.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną