szukaj
Szczyt UE w Brukseli i grecki kryzys
Grecji na ratunek – część II
Tym razem nie ma już wątpliwości. Rozwiązanie greckiego problemu potrwa wiele lat i będzie sporo kosztować – zarówno banki, jak i podatników.

Angela Merkel na szczyt nie jechała w dobrym nastroju. Nie dość, że musi ciągle przekonywać swojego koalicjanta i wielu posłów we własnej partii do poparcia swoich decyzji, to jeszcze byli kanclerze ostro krytykują jej strategię radzenia sobie z kryzysem. A dokładniej brak pomysłu i nieustanne lawirowanie. A przecież, choć pani Merkel nie jest bez winy, Helmut Kohl i Gerhard Schröder są jak najbardziej współodpowiedzialni za dzisiejszy dramat. Pierwszy tak bardzo uwierzył w euro jako projekt polityczny, że nie zadbał o odpowiednie mechanizmy zabezpieczające. A drugi nieodpowiedzialną polityką budżetową dał sygnał do łamania reguł Paktu Stabilności i Wzrostu w całej Unii. To prawda, że dzisiejsi europejscy przywódcy to ludzie zbyt małego formatu na tak trudne czasy. Ale nie idealizujmy ich poprzedników, bo i oni popełnili brzemienne w skutkach błędy.

Co dobrego zdarzyło się w Brukseli? Nowy pakiet ratunkowy zakłada wreszcie udział prywatnych inwestorów, czyli głównie banków i ubezpieczycieli, w ratowaniu Grecji. Godzą się oni na gorsze dla siebie warunki spłat greckiego zadłużenia, a na należne pieniądze decydują się czekać nawet trzydzieści lat. Oficjalnie banki wykonują ten krok dobrowolnie, jednak wiadomo, że to efekt długich mediacji, podczas których Sarkozy i Merkel doszli do porozumienia z szefami najważniejszych instytucji finansowych strefy euro. W ten sposób banki poniosą straty, jednak nie powinny one zagrozić ich egzystencji. A politycy będą mogli pokazać wyborcom, że zrobili wszystko, aby ulżyć europejskiemu podatnikowi.

Poza tym warunki nowych pożyczek dla krajów zagrożonych upadkiem mają być wyjątkowo korzystne. W razie potrzeby dokapitalizowane zostaną greckie banki. A do tego europejscy liderzy nie przestraszyli się agencji ratingowych i nie ugięli się pod ich presją. Zapowiadają, że nie boją się ogłoszenia częściowej niewypłacalności Grecji, a Europejski Bank Centralny na wypadek takiej sytuacji przygotował rozwiązania awaryjne. Być może to najcenniejsze osiągnięcie dzisiejszego szczytu – próba przejęcia inicjatywy, a nie tylko spóźnione reagowanie na to, co dzieje się na rynkach finansowych.

Ale czy te wszystkie zabiegi wystarczą? Czy drugi pakiet ratunkowy okaże się rzeczywiście ostatnim? Trudno być dziś optymistą, bo przyszłość zależy przede wszystkim od siły gospodarki Grecji i innych państw, które popadły w tarapaty. Im potrzebny jest duży program inwestycyjny, nazywany nieco pompatycznie, ale celnie nowym planem Marshalla. Jeśli Grecja pogrąży się na lata w recesji, nie pomogą jej żadne gesty ze strony banków, bo dług będzie dalej rósł w szybkim tempie. Tylko wzrost gospodarczy może uratować południe Europy, a wraz z nim całą strefę wspólnej waluty. Z nim uda się spłacić z czasem kredyty. Bez niego trzeba będzie błagać o następne.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj