Kredyty hipoteczne. Sejm zmienił przepisy
Wyborcza walka ze spreadem
Przyjęte przez Sejm zmiany wielkich oszczędności spłacającym kredyty nie przyniosą. Ale zmuszą chociaż banki do informowania o rzeczywistych kosztach nowych pożyczek.

Zapowiedzi były radykalne, ale najbardziej rewolucyjne pomysły poległy. PSL wycofał się na razie ze sztandarowego projektu Waldemara Pawlaka i spready nie zostaną całkiem zlikwidowane. A poprawki zgłoszone PiS nie znalazły poparcia w innych partiach, więc o tak egzotycznych pomysłach jak wielokrotne przewalutowania czy kredyt z korytarzem możemy zapomnieć. Podstawowa zmiana to zmuszenie banki do akceptowania przynoszonych czy przelewanych przez klienta franków czy euro bez żadnych dodatkowych aneksów i prowizji. Oto efekt kompromisu między Platformą, PSL i SLD.

Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy zadłużeni w obcych walutach natychmiast pobiegną do kantorów i zaczną zasypywać oddziały bankowe frankami czy euro. Raczej taki straszak ma skłonić same banki do stopniowego redukowania spreadów i dostosowywania ich do tych stosowanych przez kantory. Pierwsze zmiany na lepsze zresztą w niektórych bankach już widać. Oszczędności zatem dla klientów będą, choć na pewno mniejsze niż w radykalnym pomyśle resortu gospodarki, który chciał raty przeliczać na złotówki po średnim kursie NBP.

Jednak najcenniejsza zmiana przyjęta przez Sejm dotyczy tak naprawdę osób, które dopiero będą zaciągać kredyt walutowy. One mają zostać poinformowane już na początku, ile wynosić będą spready. Dzięki temu łatwiej policzą rzeczywisty koszt pożyczki i lepiej porównają ofertę poszczególnych banków. Spready okazały się tak bardzo bulwersujące nie z powodu swojego istnienia, tylko z powodu nadużywania tego narzędzia przez niektóre banki, ustalające kursy walut w oderwaniu od rzeczywistości. A mogły to do tej pory robić, bo były w stanie zgodnie z prawem zwiększać wysokość spreadów w dowolnym momencie i bez żadnych limitów.

Posłowie zdążyli ze zmianami przed letnią przerwą i mają kolejny argument w walce o wyborców. Szkoda tylko, że takiej gorliwości nie wykazywali kilka lat temu, bo gdyby problem spreadów został uregulowany na początku kredytowego szaleństwa, dziś nikt z klientów nie czułby się oszukiwany przez banki. A teraz trzeba było zmiany przygotowywać w chaotycznej atmosferze i pod presją czasu, aby zdążyć przed końcem kadencji. To znaczy przed dniem wyborów.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj