UE: Czy banki zapłacą kontrowersyjny podatek?
Kwestia uczciwości
Dyskusje i przymiarki trwały blisko dwa lata, ale wreszcie Komisja Europejska się odważyła: od początku 2014 roku chce wprowadzić w 27 krajach wspólnoty podatek od transakcji finansowych. Uda się?

To kwestia uczciwości – argumentował przewodniczący KE Manuel Barroso – Jeśli nasi rolnicy, pracownicy i cały sektor gospodarczy dają coś społeczeństwu, to sektor bankowy też powinien”. Mocno wątpię, że tak się stanie.

Podatek obrotowy o którym mowa, czyli 0,1 proc. od obrotu akcjami i obligacjami oraz 0,01 proc. od instrumentów pochodnych (a to one właśnie były czarnym charakterem ostatniego kryzysu, bezpośrednią przyczyną uruchamiającą lawinę spadków na giełdach) będzie dla obciążanych ledwo zauważalny. Sami jego pomysłodawcy szacują, że w ciągu roku przyniesie 55-57 mld euro ze wszystkich banków i innych instytucji finansowych, działających w 27 krajach. Te miliardy euro to na pierwszy rzut oka suma ogromna. Ale - w porównaniu z bilionami rzeczywistych obrotów - przypomina … brzęczenie komara w huku armat. Kto to w ogóle zauważy?

Różnym głosem
Gdybym się jednak mylił i naprawdę miało zaboleć  (w końcu handel akcjami, derywatami, obligacjami jest elektroniczny, coraz wydajniejsze i sprawniejsze systemy komputerowe łatwo wyławiają najlepsze oferty), to sami bankierzy otwarcie radzą, żeby się nie łudzić: jak trzeba to przeniosą działalność do krajów, gdzie rządy mają mniej entuzjastyczny stosunek do takiej formy „ucisku świata finansjery”. Podczas niedawnego szczytu ministrów finansów we Wrocławiu, Timothy Geithner, sekretarz skarbu USA, podtrzymał sprzeciw Stanów Zjednoczonych w tej sprawie. Wielu innych członków grupy G-20 (najsilniejsze gospodarczo kraje świata) będzie podobnego zdania.W efekcie podatku nie wprowadzą - i przez coraz szersze szczeliny zostanie on wypłukany.

Zatwardziali liberałowie i przeciwnicy unifikacji podatków są zresztą i w samej Unii. Na pierwszej linii, jak zwykle, Brytyjczycy. Prócz liberalnych zasad mają też własny, oczywisty interes. Obawiają się, że nowy obrotowy podatek wypłoszy z londyńskiego City „grube ryby”, gospodarka brytyjska poniesie wielkie straty. Już choćby z tych względów mówią nie, a w kwestiach podatkowych potrzebna jest w Unii jednomyślność. Ze średniej chmury szykuje się więc całkiem mały deszcz. O co więc naprawdę chodzi?

Powiększyć szczelinę
Zdegustowanej i już mocno zmęczonej europejskiej opinii publicznej, która od kilku lat ciągle słyszy o bankach za dużych, żeby upaść, o niepohamowanej rządzy zysku, o maklerach naciągaczach (kolejny - o wyjątkowo adekwatnym do sytuacji nazwisku Adoboli  - spekulując pozbawił właśnie szwajcarski UBS 2,3 mld dolarów) postanowiono pokazać, że już dość świętych krów. Teraz powszechnie obwiniane za większość gospodarczych nieszczęść banki - ale nie bankierzy, podatku  od ich pensji nie będzie, KE uznała, że łatwo przerzuciliby go na klientów - mają ponieść z nami ten podatkowy krzyż. Tymczasem i to nie jest wcale pewne.

Jeśli Brytyjczycy faktycznie się sprzeciwią to wówczas – jak zapowiedzieli przywódcy Francji i Niemiec - podatek zostanie ograniczony tylko do krajów tworzących strefę euro. Szczeliny byłyby więc jeszcze większe, skuteczność całej akcji jeszcze mniejsza. Na razie cały projekt ma pomóc  studzić społeczne nastroje. A potem się zobaczy.

Sektor europejskich finansów jeśli padnie (a dziś brak pewności, że tak się nie stanie) to nie z tego powodu, że zdusił go kontrowersyjny podatek. To już nie ta skala problemów i nie te dylematy. Dziś kilku dużym, rozwiniętym krajom, które beztrosko pożyczały, grozi realna niewypłacalność. Rzecz w powojennej historii bez precedensu. I to o tak naprawdę trzeba się martwić.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj