Po expose Donalda Tuska
W dobrą stronę
Jeśli Donald Tusk faktycznie osiągnie to co zapowiedział w expose to – patrząc z dzisiejszej perspektywy – będzie miał sukces. Kłopot w tym, że to wcale nie jest takie pewne.

Co więcej - nawet pełna realizacja takiego programu, przy ostrej drugiej turze kryzysu finansowego, może nie wystarczyć.  Przed nami, jak to ujął na wstępie sam premier „4 lata najwyższej próby”. „Europa – dodał – zmienia się na naszych oczach, a kierunek zmian jest nieznany”.

Główne cele, jakie rząd chciałby na razie osiągnąć, to wyjście w 2012 roku „z unijnej procedury nadmiernego deficytu” (deficyt budżetowy musi spaść poniżej 3 proc. PKB) i ścięcie długu publicznego do 52 proc. PKB (co z kolei oddala nas od przekroczenia konstytucyjnych w tej sprawie ograniczeń i tym samym drastycznych, finansowych wyrzeczeń). Brzmi mało ekscytująco, jak u buchaltera, ale to rzeczywiście sprawy dla stabilności finansowej państwa superważne. Żeby nie przekroczyć  ustalonych progów trzeba więcej oszczędzać, roztropniej wydawać zgromadzone lub pożyczone pieniądze i… dłużej pracować. Stąd pakiet niepopularnych działań, które te plany mają zamienić w rzeczywistość. Nie mogą się podobać, ale też trudno ich będzie uniknąć. Na szczęście świadomość takiej konieczności stała się już w Polsce niemal powszechna. To akurat dobry prognostyk dla nas wszystkich.

Premier chciałby znieść lub ograniczyć część ulg podatkowych, zwłaszcza dla lepiej sytuowanych, wspierać z kasy państwa rodziny biedniejsze i liczniejsze, a nie wszystkie, uniemożliwić unikanie podatku od dochodów kapitałowych, wydłużyć czas pracy Polaków, zrównać wiek emerytalny mężczyzn i kobiet, stopniowo wprowadzić rolników do ogólnego systemu podatkowego, ograniczyć przywileje emerytalne dla służb mundurowych, górników, prokuratorów, sędziów, księży. Ten plan, na pewno słuszny, rozkłada na lata. I mówi, otwarcie, że to najpewniej tylko pierwszy etap.

Dzisiaj zresztą te szczegóły, pracowicie wyliczane w expose przez premiera, nie są aż tak superważne. Wystarczy, że znamy ogólny kierunek i trudno się z nim nie zgodzić. Sprawą naprawdę najważniejszą jest takie rozłożenie obciążeń dla przedsiębiorstw i obywateli (w expose premier nie wymienił nawet połowy teoretycznie istniejących możliwości), by nie przydusić ostatecznie tempa wzrostu gospodarki, a jednocześnie utrzymać możliwie wysokie zaufanie inwestorów do naszych papierów wartościowych, złotego i Polski jako miejsca, w którym warto inwestować.

W poprzedniej odsłonie kryzysu lat 2008-2009 udało się to Polsce znakomicie, z tym samym premierem i tym samym ministrem finansów. Czy teraz, po raz drugi, starczy im umiejętności przewidywania, wyczucia rynku i intuicji, by nie zadusić i nie stłamsić polskiej gospodarki, a jednocześnie nie zamienić jej w drugą Grecję?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj