Spółdzielnie socjalne: bezrobotni, łączcie się!
Róbta, jak chceta!
Pomysłem na kłopoty z wchodzeniem młodych ludzi na rynek pracy mogłyby się stać spółdzielnie socjalne. Ekonomia społeczna robi karierę w Europie, ale w Polsce dopiero raczkuje.
Spółdzielczość socjalna dopiero zaczyna się rozwijać.
Les Cunliffe/PantherMedia

Spółdzielczość socjalna dopiero zaczyna się rozwijać.

Przyszłość, Perspektywa, Szansa, Nowy Horyzont – nazwy spółdzielni socjalnych mówią wiele o nadziejach wiązanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Większość zostało założonych przez osoby wykluczone, biedne, czasem także zbuntowane, szukające życiowej odmiany i zawodowej alternatywy. Formę spółdzielni wybierali zwykle z inspiracji urzędu pracy, pod wpływem szkolenia lub ośrodka pomocy społecznej. – Dogadać się w pięć osób o wspólnym prowadzeniu biznesu jest trudno, a takim z problemami, którzy nigdy wcześniej biznesu nie prowadzili, jeszcze trudniej – tłumaczy Krzysztof Cibor z portalu ekonomiaspoleczna.pl.

Aranżacja przestrzeni, geoturystyka (turystyka geologiczna), kreowanie wizerunku, tworzenie prezentacji internetowych, prowadzenie klubokawiarni, sprzedaż ekologicznych środków czystości, opieka przedszkolna, montowanie kolektorów słonecznych, sprzedaż powierzchni reklamowej – to tylko niektóre usługi oferowane dziś przez spółdzielnie socjalne.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną