Koniec euro – co znaczy dla naszych pieniędzy?
Życie po eurożyciu
Czy wspólna waluta rzeczywiście może nagle zniknąć? I co to oznaczałoby dla naszego złotego? Możliwych scenariuszy jest co najmniej kilka.
Marek Sobczak/Polityka

Czas się kończy, pozostało niewiele dni, nadchodzą rozwiązania drastyczne, decydują się losy Europy – takie komentarze słyszymy już codziennie. Trudno pokusić się o jakiekolwiek prognozy, skoro każdy dzień przynosi nowe zagrożenia, ale też nowe pomysły na ratowanie euro. Pod hasłem „koniec euro”, tak chętnie dziś powtarzanym, może kryć się bardzo wiele scenariuszy. Prześledźmy te najbardziej prawdopodobne:

1. Ze strefy euro wychodzi Grecja

Taka możliwość rozważana jest już od dawna. Oczywiście trudno wówczas mówić o upadku euro. Pojawiłaby się nowa drachma, która przynajmniej na początku uległaby drastycznej dewaluacji – być może nawet o więcej niż 50 proc. Z punktu widzenia strefy euro odejście najsłabszego członka, który do tego zakwalifikował się dzięki oszustwom, w spokojnych czasach byłoby nawet dobrą wiadomością. Ale teraz niekoniecznie. Bo Grecja poza euro musiałaby niemal natychmiast ogłosić całkowitą niewypłacalność. A to tylko pogłębiłoby chaos. Niepewność na rynkach może oznaczać większą i dłuższą recesję w Europie – a to prędzej czy później musi odbić się na naszej gospodarce (choć nie wiadomo, jak mocno).

2. Strefę euro opuszcza południowa Europa

W tym scenariuszu na powrót do walut narodowych decydują się - obok Grecji - także Portugalia, Hiszpania i Włochy. To już byłoby poważne uszczuplenie strefy euro, choć wciąż stanowiłaby ona bardzo duży organizm. Niestety, na południu kontynentu rozpocząłby się prawdziwy pożar, bo po dewaluacji lira, escudo i pesety prawdopodobnie wszystkie te kraje musiałyby rozpocząć negocjacje z wierzycielami. Góra ich długów z dnia na dzień by bowiem urosła. Turbulencje nie oszczędziłyby kursu złotego. Ten scenariusz, podobnie jak pierwszy, oznaczałby dalszy wzrost kursu walut w Polsce (a więc również m.in. podniesienie cen produktów importowanych, paliwa i źródeł energii, a także wzrost rat dla osób spłacających kredyty w euro).

3. Euro rozpada się na dwie waluty

Taka możliwość rozważana już była w Niemczech. Jeden z częstych gości tamtejszych programów publicystycznych, Hans-Olaf Henkel, wydał nawet książkę zachęcającą do rozbicia strefy na dwie części – twardego, północnego euro (Niemcy, Holandia, Austria, Skandynawowie) oraz miękkiego, czyli słabszego euro południowego. Pierwsze oczywiście zaczęłoby się szybko umacniać wobec drugiego. To scenariusz mało prawdopodobny choćby dlatego, że trudno sobie wyobrazić, aby południe kontynentu w ogóle chciało tworzyć między sobą w tych dramatycznych okolicznościach unię walutową. Nie wiadomo, jak przy takim scenariuszu zaczęłaby wówczas zachowywać się złotówka. Nasz pieniądz zapewne osłabiły się wobec tego hipotetycznego, północnego euro. A jak traktować kredyty zaciągane przez Polaków w euro? Który z tych dwóch nowych pieniędzy miałby być prawnym kontynuatorem starego euro? Na te wszystkie pytania trzeba by dopiero znaleźć odpowiedź.

4. Umarło euro, niech żyje nowe euro

Taka hipoteza ma coraz więcej zwolenników w Niemczech. Chcieliby oni wrócić tak naprawdę do źródeł integracji i postępować tym razem zgodnie z teorią optymalnego obszaru walutowego. Powstałoby zatem nowe, twarde euro z niemieckim centrum i innymi krajami, które wyznają podobną kulturę monetarną. A cała reszta miałaby radzić sobie sama, czyli wrócić do walut narodowych. Ten pomysł brzmi może interesująco, ale nie wiadomo, kto dokładnie wszedłby do nowej strefy euro poza Niemcami, Holandią, Finlandią czy Austrią. Być może okazałaby się ona atrakcyjna dla Norwegów czy Duńczyków. Ale co z Francuzami, Belgami czy Irlandczykami? Co ze Słowacją i Estonią? Realizacja takiego scenariusza byłaby wielkim wyzwaniem dla Polski. Z jednej strony - do takiej strefy powinniśmy wejść jako kraj mocno związany handlowo z Niemcami. Ale równocześnie nowe euro miałoby ten sam problem co niedawno frank szwajcarski – stałoby się bardzo mocne. Dla nas to niedobrze, wiele produktów zdrożeje. Z tego samego powodu czwarty scenariusz nie podoba się polskim eksporterom (wyeliminuje to ich na przykład z rynku wschodniego) oraz spłacającym kredyty w euro.

5. Powrót do walut narodowych

To byłaby prawdziwa katastrofa integracji europejskiej, jeśli w atmosferze konfliktu wszyscy zdecydują się pogrzebać euro. Na jego miejscu nie powstanie żadna nowa waluta i wracamy do stanu sprzed 1999 r. Większość banków w rozliczeniach zaczęłaby się prawdopodobnie posługiwać niemiecką marką. Gdyby to na nią przeliczyć polskie kredyty hipoteczne w euro, raty mogłyby szybko wzrosnąć, bo oczywiście nowa marka umocniłaby się natychmiast wobec złotego. Tak samo, jak  wobec wielu innych walut, co z kolei zagroziłoby pozycji niemieckiego eksportu. A to z kolei zagrozi gospodarce Niemiec. Już choćby z tego powodu taki ostateczny scenariusz jest absolutnie nie do przyjęcia dla naszego zachodniego sąsiada. Całe szczęście, bo kompletny zanik strefy euro mógłby łatwo przerodzić się w dezintegrację Europy. A na niej najwięcej straciłaby właśnie Polska – i politycznie, i gospodarczo. Przy takim scenariuszu inwestorzy w panice mogą skupować złoto, funty, dolary i franki szwajcarskie. To nie byłaby dobra informacja dla spłacających kredyty w tej ostatniej walucie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj