Dobra wiadomość na rok 2012
Kurs obroniony
Dobra wiadomość – dług publiczny nie przekroczył 55 proc. PKB, więc podwyżki VAT nie będzie. Jest i gorsza – kurs złotego raczej szybko się nie uspokoi, zatem podobne emocje możemy przeżywać za rok.

Wiadomo było, że ostatnie tygodnie na naszym walutowym rynku okażą się gorące. W oczekiwaniu na kurs złotego, ogłaszany przez NBP w 30 grudniu, wielu spekulantów grało na osłabienie naszego pieniądza. Tymczasem rząd i bank centralny robili wszystko, aby polska waluta nie zbliżyła się do niebezpiecznym poziomów, przy których istniało ryzyko wzrostu długu publicznego powyżej 55 proc. PKB. Chwilami było nerwowo, ale interwencje NBP oraz wymienianie euro na złotego przez Bank Gospodarstwa Krajowego w kluczowych momentach przyniosły skutek. Dług, liczony na nasz krajowy użytek, wyniesie prawdopodobnie niespełna 54 proc. PKB. Ten sam wskaźnik według metodologii unijnej z pewnością przekroczy 55 proc. PKB, ale zgodnie z ustawą o finansach publicznych bierze się pod uwagę ten pierwszy, korzystniejszy dla Polski, rezultat.

A to oznacza, że nie trzeba będzie wprowadzać następnych oszczędności. Nie dojdzie do podwyżki podatku VAT o kolejny punkt procentowy. Nie musimy dokonywać żadnej rewolucji w budżecie na 2012 r. Jeszcze kilka miesięcy temu ryzyko wydawało się minimalne, bo kurs złotego spokojnie poruszał się w przedziale 3,90-4,10 za euro. Gdy jednak kryzys w strefie euro się zaostrzył, a inwestorzy wpadli w panikę, nasz pieniądz jak zwykle ucierpiał znacznie silniej niż polska gospodarka. Taki już los złotego, że nie pomaga mu ani czteroprocentowy wzrost PKB w 2011 r. ani niezłe prognozy na rok kolejny, zwłaszcza w porównaniu z europejską mizerią.

Niestety, nic nie wskazuje na to, żeby złoty w kolejnych miesiącach stał się oazą spokoju. Kolejna weryfikacja poziomu długu publicznego nastąpi co prawda dopiero za rok, ale już teraz wiadomo, że znów może być gorąco. Z jednej strony bowiem deficyt w przyszłym roku ma spadać, a gospodarka będzie dalej rosnąć, choć wolniej niż dotychczas. Ale jeżeli złotego czeka kolejna fala osłabienia, której przecież wykluczyć nie można, relacja długu do PKB pozostanie niebezpiecznie blisko 55 proc. PKB. Pewnym rozwiązaniem, rozważanym przez resort finansów, mogłoby okazać się wyliczanie długu nie w oparciu o jeden kurs z ostatniego dnia roboczego roku, ale o kurs średnioroczny. Wtedy przynajmniej spekulanci uspokoiliby się w grudniu, a my nie musielibyśmy z drżeniem serca czekać na Sylwestra.

Jednak mimo ostatnich emocji wprowadzenie w Polsce limitu długu i progów ostrożnościowych to jedna z najlepszych decyzji podjętych w historii III RP. Ograniczenie kiedyś stosowane przez niewiele krajów, w kryzysie zdecydowanie zyskało na popularności. Bariery zadłużania się na wyścigi wprowadzają dziś państwa strefy euro, a wielu polityków narzeka, że gdyby istniały one wcześniej w narodowych konstytucjach, do obecnego chaosu nigdy by nie doszło. Nie wiadomo, jaki mielibyśmy dziś dług, gdyby nie normy, które sami narzuciliśmy sobie w Konstytucji i ustawie o finansach publicznych. Biorąc pod uwagę różne pomysły polskich polityków w kolejnych rządach, nasze zadłużenie mogłoby nie różnic się wiele od węgierskiego. A patrząc na oba kraje, znacznie radośniej witać dziś Nowy Rok w Warszawie niż Budapeszcie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj