2012: dobry rok, mimo wszystko
Lista 500 Polityki
Dla polskiej gospodarki to był znowu dobry rok. Potwierdza to nasz doroczny ranking największych firm - Lista 500 POLITYKI.
Paweł Tarnowski, szef działu ekonomicznego POLITYKI.
Michał Mutor/Agencja Gazeta

Paweł Tarnowski, szef działu ekonomicznego POLITYKI.

Marek Sobczak/Polityka

Produkt krajowy brutto wzrósł nam o solidne 4,3 proc., a więc ponad prognozy ekspertów i rządowe założenia, produkcja przemysłowa o 7,7 proc., podobnie eksport. Obawy, że wzrost podatku VAT do 23 proc. przydusi popyt w kraju, nie znalazły na szczęście potwierdzenia. Martwiliśmy się przede wszystkim o stan finansów publicznych i o wysoką inflację, a więc tak naprawdę o to, by nie roztrwonić dotychczasowego dorobku i nie podkopać fundamentów ekonomicznej stabilności kraju.

Szczególnie dobre były wyniki wielkich i średnich firm. W 2011 r. ich łączne przychody wzrosły z 2 do 2,3 bln zł, zyski netto z 89,5 do 104 mld zł, wskaźnik rentowności do 4,5 proc., nakłady inwestycyjne z 89 do niemal 100 mld zł, co po dwóch kolejnych latach spadków naprawdę warto zauważyć i docenić.

Sytuacja byłaby jeszcze lepsza, gdyby nie permanentny stan niepewności na rynkach wywołany europejskim kryzysem, obawy o przyszłość eurolandu i niski wzrost popytu u naszych najważniejszych partnerów handlowych. Tu polskim eksporterom bardzo pomogły silne związki z niemiecką gospodarką, głównym odbiorcą polskich towarów, która szybciej niż inne stawała na nogi. Duże firmy produkowały swoje towary coraz efektywniej, umiejętnie wykorzystywały długie w ubiegłym roku okresy słabości złotego, słowem oferowały dobre produkty po konkurencyjnych cenach i eksport, zwłaszcza w branży chemicznej, meblarskiej, motoryzacyjnej, sprzętu AGD i elektroniki użytkowej, rósł więcej niż przyzwoicie.

W ubiegłym roku obowiązywały jeszcze przepisy tzw. ustawy antykryzysowej, liberalizującej nieco przepisy prawa pracy i umożliwiającej rozliczanie czasu pracy w skali rocznej. Wiele firm umiejętnie wykorzystało ten instrument nie tylko do obniżania swoich kosztów, ale też zachowania, a czasem nawet zwiększenia poziomu zatrudnienia. W efekcie, przy rosnącym popycie na polskie towary w kraju i za granicą, zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w całym roku do ponad 5,5 mln osób (o 3,2 proc.). W wielu firmach zaczęło brakować inżynierów z doświadczeniem, informatyków, kierowników budów.

Dobre wyniki przemysłu i handlu w 2011 r. zawdzięczamy w sporej części aktywności zagranicznych korporacji, które przez ostatnie dwie dekady wiele w Polsce inwestowały, uruchamiały produkcję od podstaw, a potem masowo eksportowały powstające w nowych fabrykach towary. W ubiegłym roku proces ten uległ przyspieszeniu. Z dorocznego raportu Konferencji ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) wynika, że w ub.r. bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Polsce sięgnęły 14,2 mld dol. i wzrosły o blisko 47 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Wzrost był duży, bo wiele zagranicznych koncernów, które usadowiły się w Polsce, po dwóch latach inwestycyjnej ascezy wynikającej z kryzysu doszło do wniosku, że trzeba jednak zwiększyć moce produkcyjne, unowocześnić technologie. Nie było naprawdę wielkich, nowych przedsięwzięć, ale za to trafił się wysyp średnich, rewitalizacyjnych. W rankingu krajów najbardziej atrakcyjnych dla zagranicznych inwestorów, sporządzanym przez UNCTAD na podstawie opinii zbieranych wśród szefów wielkich korporacji, ostatecznie znaleźliśmy się na 6 miejscu, wyprzedzając m.in. Australię, Niemcy i wszystkie kraje naszego regionu. Jak widać, ukuty przez polityków w kraju termin „zielona wyspa” za granicą traktuje się całkiem serio.

Ubiegły rok dla większości polskich firm był nie tylko dobry, ale też spokojny. Nie było liczących się głośnych bankructw. Owszem, liczba upadłości, zwłaszcza w branży budowlanej i w handlu, wzrosła, ale nie na tyle, żeby zwarzyć klimat i popsuć statystyki. Jeśli idzie o przejęcia i akwizycje, to senną, ubiegłoroczną atmosferę przerwały tylko oddanie przez KGHM, Orlen i PGE kontroli nad Polkomtelem spółce Zygmunta Solorza oraz sprzedaż Vattenfalla, Kamisu, Żabki i Polbanku. Wartość umów akwizycyjnych w 2011 r. szacuje się na 17,5 mld euro (w 2010 r. było to 20,9 mld euro). W sumie w polskiej gospodarce i w polskim przemyśle mieliśmy syty, dość spokojny rok. Na tyle dobry, że trudno będzie o powtórkę.

 

***

Pełną wersję tegorocznej Listy 500 największych polskich firm z sektora przemysłu, usług i handlu zamieszczamy na naszej stronie internetowej:www.lista500.polityka.pl

Tegoroczna, 19 Lista POLITYKI 500 największych polskich firm produkcyjnych, handlowych i usługowych uszeregowana została wedle przychodów ze sprzedaży przedsiębiorstw lub całych grup kapitałowych na podstawie informacji przedstawionych przez zarządy lub publikowanych na giełdzie. W osobnym zestawieniu – ze względu na ich specyfikę – prezentujemy 100 największych firm finansowych uszeregowanych wedle wartości ich aktywów.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj