Crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe
Zrzutka w ciemno
Pieniądze nie leżą na ulicy. Ale w Internecie można je już znaleźć. Gdyby jeszcze polskie prawo spróbowało nadążyć za zmieniającym się światem.
Do niedawna w Polsce funkcjonował tylko crowdfunding z nagrodami. Teraz znaleźli się chętni do przygody z crowdfundingiem udziałowym.
Piotr Socha/Polityka

Do niedawna w Polsce funkcjonował tylko crowdfunding z nagrodami. Teraz znaleźli się chętni do przygody z crowdfundingiem udziałowym.

Gdy Eric Migicovsky wpadł na pomysł konstrukcji zegarka nowej generacji o nazwie Pebble, zaczął szukać pieniędzy w inkubatorach przedsiębiorczości i w funduszach zajmujących się wspieraniem technologicznych nowinek. Zegarkowi Erica braku innowacyjności nie można zarzucić. Ma on komunikować się ze smartfonem użytkownika i wyświetlać, obok daty i godziny, informacje pobierane z komórki, choćby treść esemesów. Zmierzy też prędkość, z jaką człowiek biegnie czy jedzie rowerem, przypomni wibracjami o nadchodzącym spotkaniu, wyśle ostrzeżenie przed zbliżającą się burzą.

Niewiele brakowało, a Pebble nigdy by nie powstał, bo Eric Migicovsky, chodząc tradycyjnymi ścieżkami, nie znalazł chętnych do wsparcia projektu. Wówczas ujawnił pomysł na portalu Kickstarter i poprosił użytkowników o zrzutkę na 100 tys. dol. Każdy, kto zdecydował się przekazać przynajmniej setkę zielonych, miał dostać własnego Pebbla, gdy tylko ruszy seryjna produkcja odlotowego zegarka.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną