Związkowcy protestują w całej Europie
Rządy bardziej boją się rynków, niż związkowców
Środa 14 listopada to dzień protestów związkowców. Najgorętsze manifestacje odbywają się tam, gdzie cięcia w wydatkach socjalnych ludzie odczuwają najbardziej boleśnie. Hasło do przerwania pracy i wyjścia na ulice rzuciła Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC).

W Portugalii protestujący sparaliżowali metro, kolej oraz ruch lotniczy (z 360 samolotów nie odleci nawet połowa). W Hiszpanii strajkują pracownicy fabryk motoryzacyjnych, energetyka oraz stoczniowcy i budowlańcy. W Barcelonie płoną opony, przez Madryt po południu przejdzie wielka manifestacja. Grecy przerwali pracę na trzy godziny. We Włoszech do związkowców dołączają oburzeni młodzi. Najgorętsze manifestacje odbywają się tam, gdzie cięcia w wydatkach socjalnych ludzie odczuwają najbardziej boleśnie. Hasło do przerwania pracy i wyjścia na ulice rzuciła Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC).

Protesty są krzykiem rozpaczy, ale ludzie mają także twarde argumenty. Cięcia powodują, że gospodarka najbardziej zadłużonych krajów Europy się kurczy, zamiast rozwijać. Grecja, choć zastosowała drakońską kurację, pogrąża się w recesji. W Portugalii w ubiegłym roku bezrobocie wynosiło jeszcze 12,4 proc. (prawie tyle co w Polsce), teraz urosło już do 15,8 proc. Radykalne obniżanie wydatków państw nie okazuje się zaledwie gorzką pigułką na kłopoty, ale drogą w przepaść. Długi takich krajów nigdy nie zostaną spłacone, a miejsc pracy będzie tylko ubywać.

Rządy zdają się tego nie rozumieć. Tak naprawdę jednak o wiele bardziej, niż protestów związkowców, boją się reakcji globalnych rynków finansowych, gdyby protestującym jednak ustąpiły.

Obawiają się, że wtedy już nie tylko Bruksela nie wyciągnie do nich ręki z finansową pomocą, ale nikt nie pożyczy nawet złamanego euro. Taki kraj musiałby ogłaszać upadłość, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niewyobrażalne. Zrozpaczeni ludzie mogą spowodować zmianę rządu, ale bezwzględne i bezosobowe rynki - żądające ograniczania wydatków - pozbawiłyby władzy jeszcze szybciej nazbyt miękkich polityków. To także jest droga do nikąd.

Europie przez wiele lat wydawało się, że na kredyt i na koszt przyszłych pokoleń będzie żyła jeszcze długo. Demokratycznie wybierane rządy dzieliły więcej, niż miały. Chciały się swoim wyborcom przypodobać. Teraz tną wydatki i głuche są na krzyki rozpaczy. Taka trzecia droga nie jest lepsza od dwu poprzednich. Czwartej nie widać.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj