Upadający deweloperzy
Syndyk gasi światła
Nadeszła rekordowa fala bankructw deweloperów. Ich klienci płacą za to, że na ochronę prawną musieli czekać 10 lat.
Łódzkie lofty U Szeiblera.
Michał Kość/Agencja Wschód/Reporter

Łódzkie lofty U Szeiblera.

Grzegorz Błachnio, analityk Towarzystwa Ubezpieczeń Eluer Hermes, szacuje, że w ciągu 11 miesięcy ubiegłego roku upadło około 30 firm deweloperskich (część z nich prowadziła także roboty budowlane albo zarządzała nieruchomościami).

Syndyk spółki MNE Investment ma ogłosić wkrótce kolejny przetarg na jedne z najciekawszych mieszkań, jakie zbudowano w ostatnich latach: łódzkie lofty U Scheiblera. Przebudowę XIX-wiecznej przędzalni bawełny na mieszkania zakończono trzy lata temu, ale kryzys na rynku nieruchomości wypłoszył kupców. Klienci, którzy mieli nadzieję zarobić na kupnie wyjątkowych mieszkań, po załamaniu się rynku wycofali rezerwacje. Deweloper sprzedał zaledwie 40 proc. loftów. Katastrofa była nieunikniona i pół roku temu spółka MNE Investment upadła. Lofty i inne nieruchomości wystawione zostały przez syndyka na sprzedaż.

Bankructwo MNE Investment jest wyjątkowe: klienci na nim nie ucierpią. Kto kupił mieszkanie, tego kłopoty dewelopera nie obchodzą. Może tylko żałować, że się pospieszył. W ofercie syndyka metr loftu wyceniony jest na 3–5 tys. zł. Deweloperowi płacono na ogół dwa razy więcej. Przetargi wygrywają ci, którzy proponują najlepsze ceny. Ale gorączki nie ma. 13 grudnia, podczas pierwszego przetargu, z 223 loftów syndykowi udało się sprzedać tylko 45. Powodzenie miały głównie mieszkania tanie, z cenami zaczynającymi się od 2,9 tys.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną