Jak Polak oszczędza w kryzysie
Portfel do przeglądu
Polacy niepokoją się kryzysem. Jeszcze go nie widzą, ale o nim słyszą, więc na wszelki wypadek starają się żyć oszczędniej. Dla polskiej gospodarki to spory kłopot.
Polacy coraz bardziej zwracają uwagę na cenę. Rośnie sprzedaż towarów najtańszych, rozwija się także rynek marek własnych sieci handlowych.
Image Source/EAST NEWS

Polacy coraz bardziej zwracają uwagę na cenę. Rośnie sprzedaż towarów najtańszych, rozwija się także rynek marek własnych sieci handlowych.

Najtrudniejsze będzie dla polskiej gospodarki pierwsze półrocze 2013 r.
Krzysztof Wierzbowski/Forum

Najtrudniejsze będzie dla polskiej gospodarki pierwsze półrocze 2013 r.

Nastroje konsumenckie najłatwiej ocenić po tym, co dzieję się na rynku samochodowym.
Tomasz Paczos/Forum

Nastroje konsumenckie najłatwiej ocenić po tym, co dzieję się na rynku samochodowym.

Ekonomiści prognozują, że zaciskanie pasa nie skończy się szybko.
REB Images/Image Source/Corbis

Ekonomiści prognozują, że zaciskanie pasa nie skończy się szybko.

Salony samochodowe są wyjątkowo czułym barometrem nastrojów konsumenckich. Zawsze kiedy pojawia się niepokój dotyczący sytuacji ekonomicznej, tu dostrzegany jest najwcześniej. Zakup nowego auta to spora inwestycja, dlatego w domowym budżecie skreśla się go w pierwszej kolejności. Tak na wszelki wypadek, do czasu nim sytuacja się nie wyjaśni. Stare auto może pojeździć przecież jeszcze rok czy dwa. Zresztą czy tak dużo trzeba jeździć? Benzyna jest droga, więc może lepiej przesiąść się do komunikacji miejskiej. A może skorzystać z roweru? To dobre dla zdrowia, modne i da wymierne oszczędności. Potrójna korzyść.

W połowie ubiegłego roku salony samochodowe zaczęły pustoszeć. Nigdy nie było tam tłoku, ale teraz wyraźnie było widać, że klientom minął animusz do zakupów. Dotychczas rynek dzieliły pół na pół firmy i osoby prywatne. Jesienią, jeśli ktoś kupował, to głównie firmy. Prywatnych nabywców sprzedawcy starali się wabić większymi niż dotychczas obniżkami, premiami, wyposażeniem dodatkowym. – Polski rynek od ponad 10 lat szoruje po dnie. Dealerzy są zahartowani. Wiedzą, że o każdego klienta muszą walczyć, nawet ograniczając marże do minimum – wyjaśnia Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodowych (ZDS).

Jeśli w pierwszej połowie roku wszystko wskazywało, że po dającym nadzieję 2011 r. sprzedaż wzrośnie, to dziś wszyscy są szczęśliwi, że skończyło się spadkiem zaledwie 2,5-proc. Sprzedano 270 tys. aut osobowych. Prognozy na ten rok są jednak dużo gorsze. – Jeśli rząd nam nie pomoże, to sprzedaż może spaść o 1015 proc. – prognozuje Marek Konieczny i zapowiada, że według ocen ZDS, firmy, ratując się przed bankructwem, będą zwalniać, więc pracę stracić może 6 tys. osób. Dealerzy apelują o stworzenie programu dopłat do zakupu nowych aut w zamian za złomowanie pojazdów ponad 15-letnich. Twierdzą, że oni ocaleją, a budżet na tym nie straci. Minister Rostowski nie chce ich słuchać. Samochody dla polskiego fiskusa to towar luksusowy, a w kryzysie nad luksusem nikt roztkliwiać się nie będzie.

Optymizm maleje

Jesienne rozterki nabywców aut nie były przypadkowe. To był jeden z symptomów spowolnienia gospodarczego. Konsumenci zaczęli czuć, że dzieje się coś złego. Do lata wszyscy żyli w innym świecie. Emocjonowali się przygotowaniami do Euro 2012, wykańczanymi stadionami, remontowanymi dworcami, nowymi autostradami. Kiedy emocje opadły, nagle pojawiły się informacje o kurczącym się PKB, bankrutujących firmach, spadku produkcji, redukcji zatrudnienia i rosnącym bezrobociu. A eksperci nie szczędzą pesymistycznych prognoz na 2013 r., przekonując, że to dopiero początek i może być gorzej.

Pojawił się więc lęk o własną przyszłość – o pracę, zarobki, rosnące koszty życia, niespłacone kredyty.

Wskaźnik optymizmu konsumenckiego od lipca z miesiąca na miesiąc spada. W listopadzie nieco odbił w górę, ale w grudniu wrócił na spadkową ścieżkę. Wraz z nim spada skłonność do zakupów. W grudniu tylko 22 proc. badanych było zdania, że sprawy kraju zmierzają w dobrym kierunku, a blisko połowa obawiała się pogorszenia sytuacji gospodarczej w ciągu najbliższego roku.

Ten proces zaczął się już wcześniej. Pierwsza fala kryzysu lat 2008–09 nieźle nas nastraszyła, ale tak naprawdę jej nie poczuliśmy. Za to 2011 r. był pierwszym od sześciu lat, kiedy dochód rozporządzalny polskiej rodziny (w uproszczeniu: suma dochodów po opodatkowaniu), zamiast wzrosnąć, lekko się skurczył (o 1,4 proc.). Na początku 2012 r. Polacy deklarowali obawę, że skutki europejskiego kryzysu mogą się ujawnić i w naszym kraju. Pod koniec roku większość ankietowanych przez CBOS była zdania, że ceny bardzo wzrosły, a oni sami w 2013 r. będą musieli solidnie zaciskać pasa, ograniczając zakupy nawet produktów podstawowych – żywności, odzieży, obuwia.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj