Inwestycje w glebę
Nieziemski interes
Przybywa spółek, które obiecują duże pieniądze z inwestowania w ziemię. Tym obietnicom warto się przyjrzeć uważniej.
Polityka

Od 1 maja 2016 r. rynek ziemi zostanie uwolniony, cudzoziemcy z UE będą ją mogli kupować bez zgody ministra spraw wewnętrznych.
Daniel Pach/Forum

Od 1 maja 2016 r. rynek ziemi zostanie uwolniony, cudzoziemcy z UE będą ją mogli kupować bez zgody ministra spraw wewnętrznych.

Prawdopodobnie dopiero w 2016 r. dowiemy się, ile cudzoziemcy kupili ziemi dotychczas za pośrednictwem spółek, w których polski wspólnik był tylko figurantem.
Grzegorz Jakubowski/Forum

Prawdopodobnie dopiero w 2016 r. dowiemy się, ile cudzoziemcy kupili ziemi dotychczas za pośrednictwem spółek, w których polski wspólnik był tylko figurantem.

Czas na bezpieczną inwestycję z ponadprzeciętnymi korzyściami – kusi spółka Effit oferująca lokaty w ziemię. Przy lokacie minimum 10 tys. zł w grunt rolny spółka zapowiada 11 proc. odsetek od kapitału w skali rocznej. Odsetki mogą być jednak wypłacane co miesiąc. Effit zajmuje się odrolnianiem gruntów i podziałem na działki budowlane, dzięki czemu wartość ziemi wzrasta zwykle kilkakrotnie. Przeprowadzenie takiej operacji trwa jednak na ogół kilka lat. Tymczasem Effit przyjmuje lokaty (czyli podpisuje z inwestorami kontrakty lokacyjno-ziemskie) na 3, 6 albo 12 miesięcy.

Wydaje się mało prawdopodobne, żeby spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, prawie nieznana, zarejestrowana zaledwie 7 miesięcy temu, uprzedzająca na swojej stronie internetowej, że „nie ponosi żadnej odpowiedzialności za rzetelność przedstawionych danych”, mogła zagwarantować bezpieczeństwo takich inwestycji. Komisja Nadzoru Finansowego potwierdza te obawy: Effit wpisany został na listę parabanków działających bez zezwolenia KNF.

20 lat temu za hektar ziemi na Mazurach, nad jeziorem, płaciłem 100 zł – wspomina warszawski pośrednik Adam Bronisz. – Teraz 100 zł kosztuje metr tego gruntu. Dzisiaj odrolnienie ziemi nie jest już tak znakomitym interesem. Od czasu wejścia Polski do UE grunty rolne zdrożały pięciokrotnie (patrz ramka). Trudniej je także kupić, bo unijne dopłaty zwiększyły miłość do ziemi. Coraz bardziej interesują się nią także osoby niezwiązane z rolnictwem, traktujące grunty rolne jako dobrą lokatę.

Ryzykowne oferty

Jak dotąd tylko ta lokata nie zawiodła. Kryzys na rynku nieruchomości przyniósł wielkie rozczarowanie inwestorom, którzy w latach 2006–07 słono płacili za mieszkania, domy i działki budowlane, licząc na duże zyski. – Ceny działek spadły do poziomu z początku tego wieku. W dodatku trudno je sprzedać, popyt jest niewielki – twierdzi Leszek Michniak, prezes agencji nieruchomości WGN. Tylko ceny gruntów rolnych ciągle idą w górę.

Od 1 maja 2016 r. rynek ziemi zostanie uwolniony, cudzoziemcy z UE będą ją mogli kupować bez zgody ministra spraw wewnętrznych. Nie ma raczej ryzyka, że Niemcy nas wykupią. Ceny gruntów rolnych we wschodnich landach RFN i w województwach wielkopolskim czy opolskim są już podobne. Ale w porównaniu z holenderskimi polskie grunty są tańsze 11 razy, w porównaniu z irlandzkimi – ponad 5 razy, z brytyjskimi – 4,7 razy (według raportu brytyjskiej firmy konsultingowej Savills). Przy takich różnicach ziemia stanowi łakomy kąsek. Prawdopodobnie dopiero w 2016 r. dowiemy się, ile cudzoziemcy kupili jej dotychczas za pośrednictwem spółek, w których polski wspólnik był tylko figurantem. A także za pośrednictwem słupów, czyli np. ludzi, którzy wygrywali przetargi na duże areały, chociaż posiadali np. dwuhektarowe gospodarstwa i żyli z zasiłków. Wydaje się, że część zagranicznych kupców chciała zdążyć przed datą uwolnienia naszego rynku ziemi i spodziewanym wzrostem cen.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj