Kto sprowadził trujące ukraińskie odpady
Ziemia zakazana
Urzędnicy zawiedli, biznes zarobił. Strach pozostanie, bo chodzi o niebezpieczne odpady.
Odpady ukraińskie przybyły do Gdańska morzem i lądem w workach plastikowo-jutowych i tzw. big bagach.
Mateusz Ochocki/KFP

Odpady ukraińskie przybyły do Gdańska morzem i lądem w workach plastikowo-jutowych i tzw. big bagach.

Krzysztof Pusz lubił mówić o sobie, że przez ludzi biznesu jest postrzegany jako ktoś, kto „otwiera drzwi”. Niedawno stał się podejrzanym o popełnienie przestępstwa przeciwko środowisku. Ten działacz opozycyjny, dobry znajomy Lecha Wałęsy, szef jego gabinetu na początku prezydentury, przez kilka lat wicewojewoda pomorski, nie chce być inicjałem, woli pełne nazwisko. Zarzuty prokuratorskie uważa za błahe: wbrew pozwoleniu magazynował większe ilości odpadów w miejscach do tego nieprzeznaczonych, w nieszczelnych opakowaniach. Chodzi o ogromną ilość ziemi z Ukrainy skażonej różnymi groźnymi substancjami.

Od 2007 r. Pusz był prezesem firmy Port Service w Gdańsku. Dysponuje ona jedną z dwóch największych w Polsce instalacji, które służą do spalania odpadów niebezpiecznych (druga jest w Dąbrowie Górniczej). Port Service zajmuje się też unieszkodliwianiem zanieczyszczeń ropopochodnych, likwidacją rozlewów awaryjnych w akwenach portowych, uzdatnianiem zanieczyszczonych gruntów i osadów.

Pusz jest dumny z biznesowych osiągnięć w Port Service.  W ciągu 5 lat wyprowadziłem tę firmę na prostą – wylicza. – Już w 2008 r. miałem zyski. Spłaciłem 5 mln zł bieżącego długu i kredyt 14 mln zł, prywatne pożyczki udzielone firmie przez jej właścicieli.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną