Rynek drobnych pożyczek
Wiewiórki i ekspresówki
Pożyczkowe eldorado ma rozruszać polską gospodarkę, ale już raz dla wielu jego amatorów marnie się skończyło.
Większość kredytów zaciąganych na rok, wartych kilka tysięcy złotych, ma odsetki na poziomie od kilkunastu do ponad 30 proc.
Wojtek Laski/EAST NEWS

Większość kredytów zaciąganych na rok, wartych kilka tysięcy złotych, ma odsetki na poziomie od kilkunastu do ponad 30 proc.

Teoretycznie wszystkich pożyczających w Polsce chronią przepisy antylichwiarskie, ograniczające odsetki do poziomu czterokrotności stopy lombardowej ustalanej przez Radę Polityki Pieniężnej.
Piotr Socha/Polityka

Teoretycznie wszystkich pożyczających w Polsce chronią przepisy antylichwiarskie, ograniczające odsetki do poziomu czterokrotności stopy lombardowej ustalanej przez Radę Polityki Pieniężnej.

Polityka

Patrząc na wysyp bankowych reklam, trudno uwierzyć, że żyjemy w kraju bliskim gospodarczej stagnacji. Chuck Norris, Piotr Adamczyk czy Marcin Perchuć, jak mogą, zachęcają do brania pożyczek. W innych bankach do „spełnienia marzeń” przekonują królewna z krasnoludkami, struś albo nawet wiewiórki. Ofensywa kredytów konsumpcyjnych przynosi już pierwsze efekty.

Według danych NBP, zadłużenie Polaków z tego powodu wzrosło w marcu i kwietniu. A wcześniej było kilkanaście miesięcy spadków! Już widać, że bankowcy będą w tym roku promować stosunkowo niewielkiej wartości pożyczki konsumpcyjne – zarówno gotówkowe, jak i ratalne. To one mają uratować nasz sektor bankowy przed dotkliwym spadkiem zysków.

Błędy przeszłości

Na rynku kredytów hipotecznych, tradycyjnie przynoszących bankom spore zyski, tak źle nie było od czterech lat. Coraz mniej mogą też zarabiać na depozytach trzymanych w Narodowym Banku Polskim, bo stopy procentowe nieustannie spadają. Wiele banków próbuje więc podnosić opłaty i prowizje za korzystanie z kont i kart, choć w ten sposób trudno im radykalnie zwiększyć przychody. Tym bardziej że niektóre instytucje wyłamują się z szyku i nadal oferują darmowe rachunki osobiste. Kredyty konsumpcyjne wydają się więc bankowcom najważniejszym sposobem podreperowania własnych wyników finansowych.

Wysyp pożyczkowych reklam nie powinien jednak nikogo zmylić. Banki zachęcają do „spełniania marzeń”, ale nie zamierzają między sobą konkurować niskim oprocentowaniem. Przeciwnie, porównanie kredytów gotówkowych udzielanych teraz i rok temu, przeprowadzone przez analityków Open Finance, pokazuje, że mimo ostrego spadku stóp pożyczki wcale nie staniały.

Większość kredytów zaciąganych na rok, wartych kilka tysięcy złotych, ma odsetki na poziomie od kilkunastu do ponad 30 proc. Chodzi o tzw. RRSO, czyli rzeczywistą roczną stopę oprocentowania, podawaną drobnym drukiem w najgorzej widocznym miejscu reklamy. Teoretycznie wszystkich pożyczających w Polsce chronią przepisy antylichwiarskie, ograniczające odsetki do poziomu czterokrotności stopy lombardowej ustalanej przez Radę Polityki Pieniężnej. W tej chwili wynosi ona 4,25 proc., więc koszt kredytów nie powinien przekraczać 17 proc. rocznie. Jednak banki obchodzą ustawę, doliczając często prowizję za udzielenie pożyczki. A ta nie jest limitowana. Wiele banków dodaje jeszcze ubezpieczenie, z którego można teoretycznie zrezygnować, ale wówczas prowizja dodatkowo wzrośnie, a koszt kredytu pozostanie równie wysoki.

Odwilż na rynku drobnych kredytów zawdzięczamy w dużej mierze Komisji Nadzoru Finansowego, która gwałtownie zmieniła swoją politykę. Po kilku latach zaostrzania kryteriów i uczulania banków na ryzyko związane z łatwowiernym pożyczaniem pieniędzy nagle dokonała wolty i zliberalizowała słynną rekomendację T, do tej pory uniemożliwiającą wielu osobom w gorszej sytuacji finansowej branie kredytów w bankach.

W nowej wersji rekomendacji nie ma już jednolitego limitu dla wszystkich Polaków. Dotąd mogli oni przeznaczać najwyżej połowę swoich miesięcznych dochodów na spłatę rat wszystkich pożyczek, jeśli zarabiali poniżej średniej krajowej. Teraz banki same będą ustalały tego rodzaju limity, a KNF niczego im już z góry nie narzuci. Na lepsze traktowanie mogą liczyć stali, wiarygodni klienci banków. Łatwiej, bez kłopotliwych formalności, pożyczą kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Kto ma konto w banku przynajmniej od roku i może pochwalić się regularnymi wpływami, dostanie w ramach takiej szybkiej procedury nawet 12-krotność średniej krajowej.

Nowa rekomendacja T ma być wprowadzona do końca lipca, ale już teraz wiele banków korzysta z jej zapisów. Łowy dotyczą zwłaszcza dotychczasowych klientów, którym oferuje się często wysokie kredyty gotówkowe za pomocą jednego kliknięcia w internetowym serwisie transakcyjnym.

Kłopot tylko w tym, że nie tak dawno już jedno eldorado pożyczkowe przeżyliśmy. Było to w latach 2006–08, tuż przed światowym kryzysem finansowym. Gdy gospodarki wielu krajów wpadły w recesję i Polska mocno ucierpiała, a bezrobocie zaczęło rosnąć. Nagle wiele pożyczek konsumpcyjnych, udzielanych często tylko na dowód osobisty, bez zaświadczeń o zarobkach, przestało być spłacanych. W górę poszybowały statystyki tzw. kredytów zagrożonych, których udział wzrósł z niespełna 10 do prawie 20 proc.

Banki przestraszyły się swojej lekkomyślności, a KNF właśnie wtedy postanowiła wprowadzić restrykcyjną wersję rekomendacji T. Czy zatem teraz grozi nam powtórka sprzed kilku lat, skoro bezrobocie rośnie, a siła nabywcza nie spada tylko dzięki minimalnej inflacji?

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj