UE: Dochody z prostytucji do PKB
Zabawy z cyferkami
Europejska biurokracja ciągle potrafi zadziwiać. Za rok do produktu narodowego poszczególnych krajów chce doliczać dochody osiągane z gospodarczej czarnej strefy, czyli m.in. z prostytucji, przemytu, handlu narkotykami, bimbrownictwa. A to wszystko w Polsce ma policzyć… GUS.

Minister Finansów musi nie posiadać się z radości. Palcem nie kiwnie a od 2015 roku PKB mu wzrośnie, relacja do długu publicznego siłą rzeczy spadnie, kłopoty ze zmieszczeniem się w ustawowych widełkach relacji długu do dochodu odrobinę zmaleją. Jeśliby nielegalną działalność udało się jeszcze opodatkować, to szczęście unijnych i naszych urzędników byłoby pełne. Niestety, z działalności przestępczej zysków nie może czerpać nawet państwo. Ale statystycy, tym razem wyraźnie przymuszeni, mogą pobawić się w obliczenia, którym przez dziesiątki lat nie sprostał ani Interpol, ani celnicy ani policja.

Czy lepiej im pójdzie wspólnymi siłami, gdy do współpracy zaproszą naukowców, organizacje branżowe (producenci paliw i papierosów już teraz na własne potrzeby szacują wielkość przemytu), ekspertów, wreszcie różne organizacje międzynarodowe? Można w to wątpić, ale jakieś liczby, raczej brane z sufitu, przedstawić się da. Można też spytać ile ten wysiłek urzędów statystycznych 28 krajów Unii będzie kosztował i jakie przyniesie realne pożytki? Na to drugie pytanie odpowiedź akurat jest prosta: zapłacą unijni podatnicy a pożytki będą iluzoryczne. Są już kraje członkowskie Unii, które z własnej inicjatywy bawią się w tego rodzaju kuglarskie sztuczki. Wychodzi im, że wartość PKB, który powstaje w czarnej strefie, waha się od 0,2 do 1 proc. całości. Chętnych do weryfikacji tych danych jakoś nie widać.

Zwolennicy tego rodzaju statystyki zapewne odpowiedzą, że aby pokonać wroga trzeba go najpierw osaczyć i dobrze poznać. Potem będzie już z górki. Jakoś zapominają, że bardzo podobne choć jednocześnie łatwiejsze zadanie, czyli określenie rozmiarów szarej strefy, kiedy to legalny biznes korzysta z nierejestrowanej siły roboczej, unika płacenia podatków i składek, transferuje zyski, słowem próbuje oszukać państwo, też trudno uznać za wykonane. A tam w grę wchodzą jeszcze większe pieniądze i prawdziwe straty dla skarbu.

Nie zazdroszczę GUS nowego zadania i mam nadzieję, że nie będzie się do niego szczególnie przykładał. Naprawdę nie warto. Na razie Dziennik Gazeta Prawna sam policzył, że czarna gospodarka podnosi polski PKB o… 16 mld złotych. Traf chciał, że o tyle właśnie w tym roku ma wzrosnąć deficyt budżetowy po planowanej w sierpniu nowelizacji.

P.S. To może jednak wystąpić przed unijną orkiestrę, od razu dopisać sobie te 16 miliardów do tegorocznego PKB i nowelizację odwołać? Wicepremier Rostowski na krótką metę miałby problem budżetowy z głowy a polska gospodarka nabrała nieoczekiwanego rozpędu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj