UE chce skończyć z roamingiem
Pożegnanie z haraczem?
Być może już w przyszłym roku przestaniemy płacić za odbieranie rozmów za granicą. Niestety, nowe przepisy będą dotyczyć tylko krajów Unii Europejskiej.

To jeden z najczęściej podawanych przez euroentuzjastów przykładów pozytywnej działalności Brukseli. Dzięki uporowi Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego w ciągu kilku lat udało się zdecydowanie ograniczyć niegdyś horrendalne koszty rozmów przez komórkę w roamingu. Krok po kroku Unia wymuszała na operatorach obniżki cen, aż w końcu osiągnęliśmy kwoty, które nie przyprawiają już o zawrót głowy.

W tej chwili odebranie rozmowy podczas pobytu w innym kraju unijnym kosztuje zaledwie 36 gr za minutę, a wykonanie minutowego połączenia na wakacjach zwiększy rachunek tylko o 1,22 zł. Równolegle taniały esemesy, aż w tym roku osiągnęły cenę jedynie 41 gr za wysłaną w roamingu wiadomość. Poza tym od lipca wreszcie obowiązują też maksymalne stawki w przypadku transmisji danych, czyli najczęściej korzystania z Internetu. Na razie to wciąż dość droga przyjemność (2,30 zł za megabajt), ale i tak znacznie tańsza niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Ta historia sukcesu skłoniła Komisja do zadania roamingowi ostatecznego ciosu. Zaprezentowany właśnie plan zakłada, że komórka w całej Unii zacznie się zachowywać tak, jakby była w rodzimej sieci. Już od lata przyszłego roku operatorzy nie będą mogli pobierać żadnej opłaty za odbieranie połączeń za granicą! Natomiast dzwonienie ma stać się tak samo tanie jak w ojczyźnie. Prawdopodobnie operatorzy dostaną wybór: albo zrównają ceny połączeń wykonywanych przez posiadacza telefonu, bez względu na miejsce jego pobytu, albo też będą musieli pozwolić mu przełączać się na usługi lokalnych sieci podczas pobytu w innym kraju. Zapłaci wówczas tyle samo co miejscowi abonenci, a to wszystko bez potrzeby wymieniania karty SIM. Cel Komisji Europejskiej to stworzenie jednolitego unijnego rynku telekomunikacyjnego. Czy to realne?

Do tej pory kolejne inicjatywy Brukseli, mimo zażartego oporu telekomów, udawało się wprowadzać w życie. Teraz będzie trudniej, bo Unia chce nie tylko obniżyć ceny, ale też ujednolicić nadzór nad rynkiem w państwach członkowskich. Wszędzie mają obowiązywać te same przepisy, dotyczące na przykład dzierżawienia łącz. Jeśli uda się dokonać rewolucji, klientów czeka jeszcze jeden prezent. Obok likwidacji roamingu Unia chce też obniżyć ceny połączeń międzynarodowych, wykonywanych ze swojego kraju. Minuta rozmowy z polskiej komórki na jakikolwiek numer wewnątrz Wspólnoty miałaby kosztować nie więcej niż 19 eurocentów plus VAT, czyli około złotówki. Natomiast z telefonu stacjonarnego dzwoniłoby się do krajów unijnych w takiej samej cenie jak międzymiastowo.

Taka rewolucja oznaczałaby spore oszczędności zarówno dla osób dużo korzystających z komórki za granicą, jak i dla tych, którzy z Polski często dzwonią do rodziny czy znajomych w Unii. Niestety, wiadomo, że wszystkie zmiany obejmą tylko kraje członkowskie, Szwajcarię, Islandię oraz Norwegię. Na spadek cen w roamingu pozaunijnym nie ma co liczyć. Przeciwnie, niezadowoleni operatorzy pewnie tam właśnie będą szukać możliwości rekompensaty, więc nadal stawki w krajach WNP, w Turcji czy w północnej Afryce pozostaną na bardzo wysokim poziomie. Koncerny telekomunikacyjne będą też tradycyjnie straszyć, że likwidacja wyższych cen w roamingu unijnym przełoży się na droższe rachunki dla wszystkich klientów. Tymi zapowiedziami nie należy się w Polsce przejmować, nie tylko dlatego, że przychody z roamingu to niewielka część obrotów telekomów. Nasz rynek jest dzisiaj na szczęście bardzo konkurencyjny, dzięki odważnej decyzji, podjętej kilka lat temu, o wpuszczeniu czwartego operatora, czyli sieci Play.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj