Kupić udział w sukcesie?
Inwestując w akcje, można zarobić nie tylko na wzroście kursu. Niektóre firmy dzielą się zyskiem ze swoimi udziałowcami.
Marek Sobczak/Polityka

materiały prasowe

materiały prasowe

MS/Polityka

Polityka

materiały prasowe

Kolejny odcinek poradnika skierowanego przede wszystkim do początkujących inwestorów. Staramy się dostarczyć Państwu wiedzy niezbędnej, oprócz odwagi, do podjęcia decyzji o inwestowaniu na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

***

Giełdowi eksperci przekonują, że warto zwracać uwagę na dywidendy. Wybór spółki – rzecz jasna – nie jest prosty, ale inwestujący czują się czasem tak jak oszczędzający w banku. Co roku otrzymują bowiem na konto pieniądze porównywalne, a czasem nawet większe niż z odsetek od lokat. To dywidenda, czyli udział w zyskach przedsiębiorstwa, którego akcje znajdują się na rachunku inwestycyjnym klienta. Oczywiście ta dodatkowa możliwość zarabiania na giełdzie obarczona jest też dozą niepewności.

Przede wszystkim wiele spółek dywidendy w ogóle nie wypłaca albo czyni to nieregularnie, bo swoje zyski inwestują w dalszy rozwój. Jej wysokość może też być bardzo różna, w zależności od kondycji firmy. Istnieje jednak grono spółek, które chętnie i niemal stale dzielą się zyskiem z akcjonariuszami. Potocznie nazywane są one „dywidendowymi”, choć nie jest to określenie prawne. Nie ma również żadnej gwarancji, że spółki dziś dywidendowe pozostaną takimi również w przyszłości.

Co trzeci się dzieli

Jednak na dojrzałych rynkach finansowych można znaleźć dziś wielu inwestorów, którzy kupując akcje, kierują się właśnie możliwymi zyskami z dywidendy. To przede wszystkim osoby planujące dłuższe, często wieloletnie inwestycje. Nie nastawiają się na krótkoterminowe zyski, a giełdę traktują przede wszystkim jako miejsce oszczędzania na dłużej, na przykład na emeryturę. Także w Polsce inwestorzy coraz częściej zwracają uwagę na to, czy firma regularnie wypłaca dywidendę. W miarę dojrzewania polskiego rynku i u nas coraz więcej spółek stara się prowadzić pod tym względem konsekwentną i przejrzystą politykę.

Na warszawskim parkiecie, nie licząc rynku NewConnect, notowanych jest obecnie ok. 450 spółek. Spośród nich mniej więcej jedna trzecia podzieliła się z udziałowcami zyskiem za ubiegły rok. Taką decyzję za każdym razem musi podjąć Walne Zgromadzenie. Średnia wysokość dywidendy na GPW w Warszawie, przypadająca na jedną akcję, wynosiła 10 lat temu ok. 1,5 proc. jej ceny. Od tego czasu powoli, ale systematycznie rośnie. Rekordowy był ubiegły rok, gdy doszła do prawie 4 proc. W roku 2013 nieco spadła i wyniosła 3,6 proc. To jednak i tak znacznie więcej, niż można zarobić na rocznej lokacie w większości banków i porównywalnie z oprocentowaniem polskich obligacji korporacyjnych.

Kłopot w tym, że średnia stopa nie pokazuje ogromnych różnic pod względem wysokości dywidend wypłacanych na warszawskiej giełdzie. Sześć spółek z naszej giełdy w 2013 r. wyjątkowo hojnie obdarowało akcjonariuszy, bo u nich stopa dywidendy przekroczyła 10 proc. ceny papierów. Najczęściej udział w zyskach jest jednak skromniejszy i wynosi kilka procent ceny akcji w chwili przydzielania prawa do dywidendy.

Kto chce inwestować zwłaszcza w większe, bardziej stabilne firmy, które regularnie wypłacają dywidendę, powinien w Polsce zwrócić uwagę na spółki wciąż kontrolowane przez państwo. W ostatnich latach Skarb Państwa na tym polu stał się sprzymierzeńcem mniejszych inwestorów. Jednych i drugich połączyła wspólnota interesów. I tak państwo stara się zapewnić sobie co roku dywidendy z dużych spółek, które zasilają budżet państwa. Równolegle na realizacji takiej polityki dywidendowej korzystają także mniejsi gracze, którzy kupili tego rodzaju akcje. Gdy przychodzi czas wypłaty dywidend, wyróżniają się takie spółki, jak Polska Grupa Energetyczna, PZU, PKO BP czy KGHM. Od kilku lat te giełdowe tuzy regularnie zasilają budżet państwa, a jednocześnie uszczęśliwiają drobnych akcjonariuszy. Decydując się na tego rodzaju inwestycje, trzeba jednak pamiętać, że to nadal jest giełda.

Wskazówką dla początkujących inwestorów może być stworzony przez warszawską giełdę pod koniec 2010 r. indeks o nazwie WIGdiv. W jego skład wchodzi do 30 dużych spółek, które regularnie dzielą się swoim zyskiem z akcjonariuszami. Żeby należeć do WIGdiv, trzeba przynajmniej trzy razy w ciągu ostatnich pięciu lat wypłacić dywidendę – komentuje Katarzyna Otko-Dąbrowska, dyrektor relacji inwestorskich w Citi Handlowy.

Członkami WIGdiv, obok gigantów kontrolowanych przez państwo, są m.in. czołowe banki, jak BZ WBK, Pekao SA, i Citi Handlowy. W WIGdiv znajdziemy firmy z bardzo różnych branż: Budimex, Synthos, Śnieżka, Asseco czy sama Giełda Papierów Wartościowych. Obecność w indeksie nie jest oczywiście gwarancją wypłaty dywidend również w przyszłości. Pozwala jednak wyodrębnić firmy, które nie tylko dotąd chętnie dzieliły się zyskiem z akcjonariuszami, ale też są uważane za stabilne finansowo.

WIGdiv w polskich warunkach może okazać się szczególnie pomocny, bo wiele naszych firm wciąż nie ma ustalonej jasnej i przejrzystej polityki dywidendowej. Powinna ona prezentować strategię przedsiębiorstwa i pokazywać plany na przyszłość. Do pozytywnych wyjątków należy w Polsce na przykład PZU. Ten ubezpieczyciel jasno deklaruje, że chce w kolejnych latach wypłacać dywidendę wartą nie mniej niż 50 proc. i nie więcej niż 100 proc. rocznego zysku netto. Zastrzega również, w jakich okolicznościach dywidenda może zostać obniżona lub w ogóle odwołana. Niektóre firmy od lat prowadzą bardzo stabilną politykę dywidendową. Przykładem z sektora bankowego może być Citi Handlowy, który odkąd w 1997 r. wszedł na giełdę, regularnie dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. Od 2005 r. podobnie czyni miedziowy potentat KGHM.

Wierność popłaca

Coraz więcej spółek jest zainteresowanych, by przyciągać do siebie inwestorów mniej nastawionych na szybki obrót akcjami, a bardziej szukających inwestycji na dłuższy czas. Tacy inwestorzy raz na rok otrzymują na swój rachunek inwestycyjny premię w postaci właśnie dywidendy. W Polsce to ciągle jeszcze dosyć rzadka strategia inwestorska. Dużo popularniejsza jest na dojrzałych rynkach Europy Zachodniej czy USA. Prawdopodobnie i u nas będzie ona zyskiwać na znaczeniu, zwłaszcza w kontekście trwającej debaty emerytalnej i coraz większych obaw Polaków dotyczących bezpieczeństwa finansowego na starość.

Kto sam nie czuje się na siłach, żeby wybierać najlepsze spółki dywidendowe, może skorzystać też z oferty funduszy inwestycyjnych. Niektóre z nich podkreślają, że chcą skupiać się właśnie na spółkach regularnie dzielących się zyskiem z akcjonariuszami. Trzeba jednak pamiętać, że fundusz otrzymujący dywidendę zazwyczaj nie dzieli się nią bezpośrednio z klientem, ale przeznacza ją na dalsze inwestycje. Dzięki temu, przynajmniej teoretycznie, powinien osiągać lepsze wyniki, a wartość jego jednostki rozrachunkowej ma szansę szybciej rosnąć. Zatem na dywidendzie w tym przypadku klient funduszu nie zarabia bezpośrednio, ale raczej pośrednio.

Czy jednak realna perspektywa wypłaty dywidendy powinna być decydująca dla naszych decyzji inwestycyjnych? – Z pewnością nie. Najpierw zawsze trzeba wnikliwie ocenić samą spółkę, której akcje chcemy kupić – radzi Łukasz Porębski, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Jeśli wypłaca ona dywidendę, powinniśmy sprawdzić, z jakich środków to robi i jaka jest jej kondycja? Poza tym warto się zorientować, czy ostatnio wypłacana dywidenda nie była tylko jednorazowym incydentem.

Często w samych spółkach dochodzi do gorących dyskusji dotyczących sposobu podziału zysku. Z jednej strony akcjonariusze cieszą się, jeśli jest on wypłacany w ramach dywidendy. Czasem jednak sami dochodzą do wniosku, że lepiej go zachować w firmie: przeznaczyć na dalszy rozwój albo odłożyć na gorsze czasy.

Nie znaczy to oczywiście, że wypłata dywidendy musi firmę osłabiać. – Regularnie wypłacają ją najczęściej spółki dojrzałe, o stabilnej kondycji finansowej. Wówczas dywidenda wcale nie zmniejsza szans na dalszy ich rozwój, szczególnie gdy przedsiębiorstwo dysponuje znacznymi zasobami kapitału i nie ma potrzeby, aby go w danym momencie zwiększać – wyjaśnia Katarzyna Otko-Dąbrowska, dyrektor relacji inwestorskich w Citi Handlowy. Obecnie oprocentowanie bankowych lokat od dłuższego czasu spada, więc pewnie warto poważniej zastanowić się nad inwestycyjną alternatywą w postaci kupna pakietu akcji spółek dywidendowych na pewno nie za całość, ale np. część posiadanych oszczędności.

 

 

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj