Sejm uchwalił budżet na 2014 r.
Lekko-ciężki budżet
Mateusz Szczurek nie miał żadnych problemów z obroną budżetu na 2014 r. przed atakami posłów opozycji. Większe kłopoty będzie miał z egzekwowaniem oszczędności, które ten wymusza.

Pierwsze starcie nowego ministra finansów z posłami przebiegło gładko. Mateusz Szczurek skutecznie bronił projektu budżetu na 2014 r. i celnie zbijał powtarzane po raz wtóry argumenty przedstawicieli opozycji. Sprawiał wrażenie, jakby bronił własnej ustawy, a nie pomysłów napisanych pod dyktando jego poprzednika – Jacka Rostowskiego. Trzeba jednak przyznać, że zadanie nie było trudne. Budżet na przyszły rok jest w pełni wykonalny, a założenia ekonomiczne przyjęte przy jego formułowaniu są w większości konserwatywne. Założony w ustawie wzrost gospodarczy to zaledwie 2,5 proc., znacznie mniej niż aktualnie prognozują analitycy.

Jedynym zagrożeniem dla dochodów budżetowych jest utrzymująca się niska inflacja. Wolniejszy wzrost cen, choć korzystny dla konsumentów, jest utrapieniem dla ministra finansów. Od inflacji zależy bowiem, jak szybko rosną wpływy z podatku VAT, czyli głównego źródła dochodów państwa. Rostowski przyjął w ustawie zbyt optymistycznie, że inflacja wyniesie w przyszłym roku 2,4 proc. W listopadzie ceny rosły zaledwie w tempie 0,7 proc. i nic nie wskazuje na to, żeby sprzedawcy szykowali się na jakieś znaczące podwyżki. Szanse na to, aby niskie ceny rozsadziły budżet i zmusiły Szczurka do jego nowelizacji są jednak niskie. Ubytek w państwowej kasie zostanie bowiem wypełniony przez wyższe wpływy z tytułu podatków PIT i CIT, które będą wzrastać wraz z dalszą poprawą koniunktury.

Niskie ryzyko nowelizacji przyszłorocznego budżetu nie oznacza jednak, że jego wykonanie będzie dla Szczurka łatwe. Pracownikom sfery budżetowej musi on bowiem wytłumaczyć, dlaczego ich płace kolejny rok z rzędu pozostaną zamrożone i to mimo coraz wyraźniejszej poprawy koniunktury. Równie trudno będzie ministrowi w dyskusjach z samorządowcami, którzy tuż przed zbliżającymi się wyborami lokalnymi, będą zmuszeni do cięć wydatków na nowe inwestycje. Szczurek będzie musiał też tłumaczyć się przed Komisją Europejską, która z kolei domaga się od Polski dalszych oszczędności budżetowych. Nowy minister finansów musi zatem przedstawić propozycje dalszych cięć, a wygląda na to, że dziurki w zaciskanym przez rząd pasie powoli już się kończą.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj