Polacy wybrali ZUS. Na OFE postawili nieliczni
Ostatni dzwonek
Zgodnie z przewidywaniami większość Polaków będzie na emeryturę oszczędzać tylko w ZUS. Dramatycznie skurczone OFE szukają dla siebie nowego miejsca po bitwie, którą musiały przegrać.
Andrzej Mleczko/materiały prasowe

Koniec lipca zdecydowanie zwiększył zainteresowanie funduszami emerytalnymi, ale nawet mocny finisz niewiele zmieni. Minął ostatni dzień na podjęcie decyzji. Do wtorku, 29 lipca, deklarację o pozostaniu w OFE złożyło ok. 1,2 mln Polaków, ostatecznie jest ich ok. 1,5 mln. To mniej niż 10 proc. dotychczasowych klientów funduszy, więc straty dla Powszechnych Towarzystw Emerytalnych są gigantyczne. Czy OFE rzeczywiście były skazane na taki los?

Nie da się ukryć, że rząd zrobił wszystko, aby obywatelowi wybór ułatwić. Pod warunkiem oczywiście, że obywatel chciał odprowadzać swoje składki emerytalne wyłącznie do ZUS. Takie osoby bowiem nie musiały robić nic, tylko cierpliwie czekać. Kto postanowił pozostać wierny OFE, ten musiał się natrudzić. Złożenie deklaracji przez internet dla większości osób nie było możliwe bez wcześniejszej wizyty w oddziale ZUS. Dodatkowo OFE nie miały prawa w jakikolwiek sposób się promować, co na pewno nie dało im równych szans w starciu z rządem, nieustannie zachwalającym zalety bezpiecznego i pewnego ZUS. Zakaz reklamy OFE dopiero ma zbadać Trybunał Konstytucyjny, ale jego decyzja okaże się dla nas wszystkich mocno spóźniona.

Choć fundusze mogą narzekać na pogwałcenie zasad fair play, ich porażki w walce o klientów nie da się jednak wytłumaczyć tylko złym rządem. Kłopot w tym, że OFE Polacy wcale nie polubili i większość z nich nie widziała teraz powodu, aby uczynić w te upalne dni dodatkowy wysiłek i pozostać w II filarze. Gigantyczne prowizje, zwłaszcza na początku, i w najlepszym razie umiarkowane sukcesy w inwestowaniu pieniędzy mocno rozczarowały przez lata wielu klientów OFE.

Sporą część winy ponoszą same fundusze, które najpierw w walce o ubezpieczonych reklamowały cudowną starość pod palmami, a potem musiały przyznać, że mało kto będzie miał rzeczywiście taką przyszłość. Gdy rząd zmienił strategię i zaczął mocno atakować OFE jako jedno ze źródeł naszego długu publicznego, fundusze też nie wiedziały, jak się bronić i odpierać często nieprawdziwe argumenty. Przez lata było im tak dobrze, że po prostu nie spodziewały się jakichkolwiek problemów i nie były przygotowane na walkę o klienta. Teraz zapłacą za to wysoką cenę.

Jednak jeszcze większe problemy czekają przyszłych emerytów. Demontażowi OFE nie towarzyszą bowiem żadne istotne rekompensaty dla Polaków odkładających na starość, bo trudno za takie uznać instrumenty typu IKE i IKZE. Także ci, którzy jednak postanowili wybrać fundusze, mają przed sobą  niejasną przyszłość, bo przecież nie wiadomo, czy kolejny rząd, bez względu na polityczną opcję, nie zdecyduje się pójść śladem Węgier i zadać OFE ostatecznego, śmiertelnego ciosu. Dla samych funduszy utrata około 90 proc. klientów jest również dramatycznym wyzwaniem.

Muszą nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, co zapewne pociągnie za sobą falę fuzji i przejęć. To zaś ograniczy wybór oszczędzającym w OFE i może ich jeszcze bardziej zniechęcić do II filara. Poza tym OFE przypadnie teraz rola agresywnie inwestujących, przede wszystkim w akcje. Jeśli w najbliższym czasie giełdy nie osiągną dobrych wyników, podczas kolejnego okna transferowego fundusze może czekać dalszy odpływ klientów. Jedyna nadzieja w tym, że czas wyboru między ZUS i OFE uświadomi Polakom, jak niskie będą ich emerytury bez względu na podjętą teraz decyzję, jeśli nie zaczną odkładać sami na przyszłość. W różny sposób i bez oglądania się na rzeczywiste wsparcie państwa, które zapewne nigdy nie nadejdzie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj