Idee, a nie innowacje sprawiły, że Zachód stał się centrum cywilizacji
To szacunek dla przedsiębiorczości, a nie innowacje technologiczne były główną przyczyną boomu gospodarczego Europy i USA w XVIII w. – uważa Deidre McCloskey z Uniwersytetu Illinois.
OF/•

Julian Santacruz/Flickr CC by 2.0

Dlaczego odrzuciła pani klasyczny pogląd, że Zachód stał się w XVIII w. centrum cywilizacyjnym świata dzięki nauce i innowacjom technologicznym?

Deidre McCloskey: Bo wzrost pojawił się wcześniej niż przełomowe wynalazki i był szybszy niż jest to w stanie wyjaśnić postęp technologiczny. Maszyna parowa weszła do powszechnego użytku dopiero w drugiej połowie XIX w. Podobnie było w przypadku kolei.

W XVIII w. pojawiły się wynalazki takie jak wybielacz chlorowy. Wcześniej aby uzyskać biały materiał wystawiało się szare płótno na słońce żeby wypłowiało. To była szeroko stosowana technika – bielenie płótna zajmowało całe połacie ziemi. Więc wybielacz był pożytecznym wynalazkiem, ale nie stanowił przełomu.

A czy przełomu nie stanowiły odkrycia Galileusza, Newtona, Lavoisiera i innych wielkich naukowców?

W sensie ekonomicznym – nie. Ich dorobek początkowo miał minimalny wpływ na gospodarkę.

Warto zwrócić uwagę na problematyczność sformułowania „nauka i technologia”. Nie można tych dwóch pojęć traktować jako nierozdzielnych. Rozwój technologii rzeczywiście miał miejsce w XVIII i XIX w., ale nie nastąpił on dzięki nauce. Nie trzeba było odkrywać praw nauki, żeby zbudować krosno czy maszynę parową. Była technologia bez nauki.

Rola nauki w końcu także stała się bardzo ważna i dziś możemy na jednym oddechu mówić „nauka i technologia”. Ale zaczęło się mniej więcej w latach dwudziestych XX wieku kiedy pojawiły się pierwsze wynalazki o wielkim znaczeniu gospodarczym, które były możliwe dzięki nauce, np. nawozy sztuczne.

Dlaczego więc Zachód stał się centrum cywilizacji?

Uważam, że idee odegrały kluczową rolę w postaniu nowoczesnego społeczeństwa i nowoczesnej gospodarki. Rzeczy lub zjawiska materialne, takie jak węgiel, stal, handel zagraniczny były znacznie mniej istotne.

Różnicę stanowi więc mentalność?

Tak, ale nie mentalność przedsiębiorcy, bo ona się nie zmieniła. Chodzi o nastawienie społeczeństwa względem przedsiębiorców. Dopiero ono jest w stanie wywołać odpowiednio duży efekt. Jeśli ludzi szanuje się za to, że zajmują się biznesem, że kupują tanio i sprzedają drogo, że tworzą innowacje, to wówczas całe społeczeństwo staje się otwarte na przedsiębiorczość.

Taka probiznesowa mentalność występowała wcześniej w republikach kupieckich, np. w Wenecji i nie uruchomiła procesu zmiany modelu gospodarki. Dlaczego?

To jest kwestia odpowiedniej skali, której wcześniej brakowało. Republiki kupieckie istniały nie tylko w Europie. Japonia miała republikę kupiecką. Kartagina była republiką kupiecką. Problem w tym, że te państwa były za małe, żeby uruchomić proces zmiany modelu gospodarczego.

W Europie Północnej było inaczej. Niderlandy były pierwszą dużą republiką kupiecką. Ale najważniejsze jest to, że pod koniec XVII wieku w republikę kupiecką zaczęła przekształcać się Wielka Brytania. Anglicy zaczęli imitować Niderlandy – postawili niderlandzkiego króla na swoim tronie, skopiowali rynek długu skarbowego i bank centralny. To było świadome działanie. I w końcu im się udało, masa krytyczna została osiągnięta.

Rozpoczęła się rewolucja gospodarcza, która stopniowo ogarnia cały świat i która niesamowicie podniosła dochód per capita. W 1800 r. średnio na całym świecie wynosił on 3 dolary na dobę, obecnie jest to 33 dolarów. Polska ma dziś dochód per capita 50 dolarów na dzień, USA 3200 dolarów na dzień. To niebywały postęp, który jest możliwy dzięki temu, że dorabianie się majątku uważamy za coś godnego uznania.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj