Dlaczego prezes LOT-u znów zrezygnował
Pan Samolocik
Sebastian Mikosz dwa razy był prezesem Lotu i dwa razy, na własne życzenie, rezygnował z funkcji, wywołując medialną wrzawę. Tym razem rzucił papierami na znak protestu przeciwko politykom, którzy boją się prywatyzować firmę.
Dymisja prezesa Mikosza okazała się przedstawieniem, któremu przygląda się coraz więcej widzów.
Grzegorz Kawecki, Marek Wiśniewski/Puls Biznesu/Forum

Dymisja prezesa Mikosza okazała się przedstawieniem, któremu przygląda się coraz więcej widzów.

Niezdolność polityków do podjęcia decyzji o prywatyzacji oznacza wyrok dla Lotu – jako samodzielna firma na rynku nie przetrwa. Sporo osób związanych z branżą uważa jednak, że Mikoszowi pomyliły się role. Był prezesem, a zachowywał się jak właściciel. Niektórzy mówią wręcz o megalomanii i sugerują, że to sam Mikosz pakuje Lot w kłopoty. Na razie wywołał kryzys rządowy.

„Mój mąż potrafi robić show. Nawet kiedyś poważnie rozważał karierę aktorską” – to słowa jego żony Magdaleny z wywiadu dla pokładowego pisma „Business Class”. Wypowiedziane parę lat temu, pasują do obecnej sytuacji jak ulał.

Jacek Krawczyk, szef rady nadzorczej Lotu za pierwszej prezesury Mikosza, uważa, że zamiast o dymisji prezesa, powinniśmy mówić raczej o braku strategii rozwoju dla tak szybko rozwijającego się rynku lotniczego w kraju. Rynek rośnie, a Lot się kurczy. Rocznie lata z Polski już 20 mln pasażerów i co czwarty z nich ciągle korzysta z usług Lotu. Pasażerowie to jego największy kapitał. Choć sporo odebrała mu tania linia Ryanair. To ona jest dzisiaj liderem na naszym rynku. Więc spektakularne gesty prezesa są mało odpowiedzialne.

Zdradzony i zlekceważony 

Dymisję prezesa, złożoną 17 września, poprzedził przeciek. „Puls Biznesu” tydzień wcześniej donosił, że „Niemożliwe stało się możliwe.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj