Nobel z ekonomii: Za badania nad biedą i bogactwem
Nobel dla (ostrożnego) badacza nierówności
To znak, że sztokholmska kapituła chce podążać z duchem tego, co w debatach ekonomicznych ostatnich lat najciekawsze. Ale niekoniecznie zamierza kroczyć w tejże debaty awangardzie.
Karolina Żelazińska/Polityka

Temat biedy i bogactwa w noblach pojawiał się jak dotąd rzadko. Pisał o nim wprawdzie Szwed Gunnar Myrdal. Ale on Nobla dostał w roku… 1974. A więc jeszcze przed przejściem noblowskich jurorów na twardą neoliberalną ortodoksję. Potem o temat nierówności zahaczały właściwie już tylko prace Hindusa Amartyi Sena (nobel 1998). I to by było na tyle. Bo w Sztokholmie w cenie były inne tematy: racjonalność rynków, motywacje uczestników ekonomicznej gry albo wpływ (zazwyczaj negatywny) różnorakich regulacji na gospodarkę. Nie potrafił zmienić tego nawet wybuch kryzysu ekonomicznego 2008 i wielkiej stagnacji, która przyszła tuż po nim.

To wtedy doszło do pewnego pęknięcia. Bo opinia publiczna po obu stronach Atlantyku domagała się odpowiedzi na fundamentalne pytania: co jest nie tak z tym kapitalizmem? Dlaczego kryzysy są (i to takie głębokie), choć miało ich przecież nie być? W naturalny sposób rosło zainteresowanie badaniami dotychczas marginalizowanymi.

W ten sposób temat nierówności powrócił na salony. Spopularyzowany dzięki świeżym badaniom Francuzów Thomasa Piketty’ego i Emmanuela Saeza, którzy dowiedli, że różnice dochodowe zbliżają się do tych z początków XX wieku. Przy okazji odżyło zainteresowanie pracami Anthony’ego Atkinsona z Oksfordu, pioniera anglosaskich badań na temat nierówności, który powrócił do obiegu głośną książką „Inequalities. What can be done” (Nierówności. Co da się zrobić?) z roku 2014. Albo pracami Serba z nowojorskiego City University Branko Milanovica, którego książka „Global Inequality. A New Approach for the age of globalisation” (Globalne nierówności. Nowe podejście na czasy globalizacji) ukaże się w roku 2016.

Tegoroczny Noblista Angus Deaton to badacz na pozór własnie z tej paczki. A nagradzając go, komitet noblowski pewnie chciałby trochę nadrobić tych kilka straconych lat. Deaton pochodzi ze Szkocji i wykłada na Uniwersytecie Princeton. W gronie kandydatów wymieniany był od paru lat. Sławę przyniosło mu przynajmniej kilka prac.

Najpierw badania nad tzw. Prawie Doskonałym Systemem Popytu (Almost Ideal Demand System) z roku 1980, prowadzone do spółki z Johnem Muellbauerem. Potem był tzw. paradoks Deatona, w którym Szkot tłumaczył, dlaczego nawet bardzo gwałtowna zmiana dochodu nie przekłada się w sposób oczywisty i automatyczny na zmianę struktury konsumpcji. Bo bieda i bogactwo to nie tylko stan portfela, ale również (a może przede wszystkim) stan umysłu. Temu tematowi Angus Deaton pozostał wierny do dziś. Tyle że z biegiem czasu coraz chętniej śledził różnice między biedą i bogactwem tam, gdzie są one największe. Czyli w trzecim świecie.

W 2013 roku Deaton opublikował książkę „The Great Escape” (Wielka Ucieczka). Stawiał w niej tezę, że ludzkości się jednak… udało. Bo oczywiście, że nierówności, bieda i wykluczenie są realnym problemem. Nie zmienia to jednak faktu, że z globalnej perspektywy w ciągu ostatnich 100–150 lat dokonał się postęp. I to właściwie – pisał Deaton – w każdej dziedzinie: edukacji, ochronie zdrowia, subiektywnego zadowolenia z życia, a nawet… ograniczania globalnych nierówności (głównie z powodu „przebudzenia” Azji).

Ten ton odróżnia jednak noblistę Deatona od wspomnianych wcześniej Atkinsona czy Piketty’ego albo Saeza. Którzy koncentrują się na nierównościach coraz bardziej dostrzegalnych wewnątrz bogatego świata. Wskazując na ich zabójczy wpływ na stan gospodarki. Co czyni ich prace bardziej aktualnymi, ale jednocześnie bardziej kontrowersyjnymi od tych tegorocznego noblisty. Którego z kolei łatwo będzie uszeregować wśród umiarkowanych krytyków współczesnego kapitalizmu. Głoszących, że „w zasadzie to wcale nie jest aż tak źle”.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj