Miasta przyjazne dla ludzi: czy da się żyć bez aut?
Zakorkowani
Samochody czynią życie w miastach nieznośnym. Ale czy da się bez nich żyć?
Trasa Łazienkowska w Warszawie
Jan Bielecki/EAST NEWS

Trasa Łazienkowska w Warszawie

Kiedy wiosną tego roku pod warszawskim mostem Łazienkowskim wybuchł pożar, kierowcy zamarli z przerażenia. Zwłaszcza ci, którzy mieszkają po prawej stronie Wisły, a pracują po lewej i każdego dnia muszą dwukrotnie pokonać rzekę. Nie jest to łatwe, bo w godzinach szczytu Trasa Łazienkowska, której most jest najważniejszą częścią, grzęźnie w korkach. Decyzja o wyłączeniu z ruchu przeprawy pokonywanej codziennie przez ponad 100 tys. aut brzmiała jak zapowiedź apokalipsy. Sąsiednie mosty, równie zatłoczone, takiej dodatkowej fali pomieścić nie mogły. Padły apele, by ogłosić stan klęski żywiołowej i wezwać wojsko. Niech zbuduje przeprawę pontonową. Okazało się to zbyt kosztowne i skomplikowane. Dlatego władze stolicy w trybie nadzwyczajnym zleciły ekspresową odbudowę mostu. W tych dniach oddano go ponownie do użytku.

Kiedy jednak na Łazienkowskim trwały prace, sprawdzono, jak sobie radzą sąsiednie mosty. Korki w czasie szczytu się wydłużyły, ale szczegółowe liczenie aut przyniosło zaskakujące wyniki: doliczono się tylko 50 tys. dodatkowych pojazdów. Gdzie się podziało drugie tyle? – Część osób zrezygnowała z prywatnych samochodów i przesiadła się do komunikacji miejskiej, zwłaszcza że w międzyczasie ruszyła II linia metra wiodąca pod Wisłą. Część, chcąc uniknąć korków, zapewne ograniczyła podróże na drugą stronę rzeki – wyjaśnia wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz.

Fenomen znikających 50 tys.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj