Agencje ratingowe wysyłają nam ważne sygnały. I co z tego?
Agencje gorszego sortu
Agencja Moody’s dolała oliwy do ognia, wprowadzając chwilową panikę na giełdzie i przejściowo dołując kurs złotego.
GotCredit/Flickr CC by 2.0

Kilkanaście dni temu agencja Standard&Poor’s obniżyła ocenę ratingową Polski. Dziś podobne ostrzeżenie wydał Fitch. Agencja ratingowa ostrzega, że może obniżyć ocenę kredytową Polski, jeśli obecny rząd nadal będzie proponował zastosowanie środków prowadzących do zwiększenia deficytu budżetowego.

Rząd PiS zatrząsł się z oburzenia. Polska gospodarka ma się świetnie, a dobra zmiana sprawi, że za chwilę będzie się miała rewelacyjnie. Kraj zyskał wreszcie dobrego gospodarza, a tu amerykańska agencja rzuca nam kłody pod nogi i przekonuje międzynarodowych inwestorów, że sytuacja nagle się pogorszyła, że rośnie ryzyko kryzysu finansowego i niewypłacalności.

Na dodatek przytacza argumenty ze świata polityki, przywołując kryzys związany z Trybunałem Konstytucyjnym, likwidacją służby cywilnej, przejęciem mediów publicznych, obłożeniem gospodarki specpodatkami. A co ich to obchodzi?

„Nie wierzę w ratingi, które są dyktowane względami politycznymi zamiast względami gospodarczymi, bo wówczas taka agencja ratingowa zaczyna być agencją polityczną” – krytykowała decyzję S&P premier Beata Szydło. Oburzał się minister finansów Paweł Szałamacha, a państwowe firmy jak PKO BP i PGNiG ogłosiły, że zrywają umowy z agencją Standard&Poors. Nie będziemy płacić za tendencyjne ratingi. Taka kara spotka każdego niesprawiedliwego analityka. S&P będzie musiał jakoś przeżyć ten cios.

Tymczasem wczoraj agencja Moody’s dolała oliwy do ognia, wprowadzając chwilową panikę na giełdzie i przejściowo dołując kurs złotego. Analitycy agencji podnieśli prognozę deficytu Polski do 3,1 proc. PKB wobec zakładanego wcześniej 2,9 proc. W swoim raporcie ocenili, że planowane rozluźnianie polityki fiskalnej i zmiana reguły wydatkowej wpłynie negatywnie na wiarygodność kredytową Polski.

„Widzimy także ryzyka dla budżetu w 2017 r., zważywszy na potencjał dalszego poluzowania polityki fiskalnej oraz osłabienie tempa wzrostu gospodarczego, gdyby ostatnie działania wobec krajowych instytucjonalnych i ram prawnych doprowadziły do pogorszenia nastrojów w biznesie i ograniczenia inwestycji” – napisano w raporcie.

Nie zmieniono ratingu Polski ani jej stabilnej perspektywy, ale zdaniem ekspertów raport to ostrzeżenie. W maju, kiedy Moody’s będzie weryfikował rating Polski, możemy się spodziewać przynajmniej zmiany perspektywy ze stabilnej na negatywną. A to może być wstępem do obniżenia ratingu. 

Ujawnili się więc kolejni przeciwnicy dobrej zmiany. Teraz logiczne byłoby zerwanie umów przez kilka dużych państwowych firm z Moody’s albo przynajmniej ostrzeżenie: jeszcze jeden taki raport, a kończymy z wami. Może się opamiętają i uwierzą w dobrą zmianę.

Albo i nie, bo takich, którzy straszyli agencje i wypominali im błędy (a te się zdarzały), było wielu. W końcu S&P poważyła się na obniżenie ratingów nawet USA albo Francji. W UE pojawiły się głosy, by skończyć z dyktaturą wielkiej trójki ratingowej (S&P, Moody’s, Fitch) i stworzyć europejską agencję, która będzie uczciwie i apolitycznie oceniać wiarygodność kredytową.

Można byłoby pomyśleć o polskiej – Narodowej Agencji Ratingowej. Istnieją na świecie takie lokalne agencje. Problem tylko w tym, że ci, którzy na świecie gotowi są pożyczać pieniądze, wierzą akurat w ratingi wielkiej trójki. I tego akurat dobra zmiana nie zmieni.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj